Wolność słowa to fundament demokracji. Gwarantuje ją polska Konstytucja oraz międzynarodowe prawo. Daje nam ona swobodę krytyki, dyskusji i dzielenia się poglądami. Jednak w dobie Internetu i mediów społecznościowych słowa rozchodzą się błyskawicznie i mogą stać się niebezpieczną bronią. Dlatego żadne państwo nie traktuje wolności wypowiedzi jako prawa absolutnego. Istnieją jasne granice, których przekroczenie niesie za sobą konsekwencje prawne.

Hejt i niszczenie dobrego imienia

Internetowa anonimowość to mit. Polskie prawo surowo karze za zniesławienie (art. 212 k.k.) oraz zniewagę (art. 216 k.k.), zwłaszcza gdy dochodzi do nich w sieci. Granica między ostrą, ale dozwoloną krytyką a zwykłym cyfrowym linczem jest wyraźna. Wolność słowa nie daje nikomu prawa do celowego szkalowania, upokarzania czy niszczenia życia prywatnego i zawodowego innych ludzi.

Mowa nienawiści i podżeganie do przemocy

Nasza swoboda wypowiedzi kończy się natychmiast, gdy zaczyna zagrażać bezpieczeństwu innych. Prawo bezwzględnie zakazuje publicznego nawoływania do przestępstw. Ścigana jest także mowa nienawiści, czyli publiczne obrażanie lub dyskryminowanie grup społecznych ze względu na ich narodowość, rasę czy wyznanie. Algorytmy platform społecznościowych podsycają skrajne emocje, ale prawo jasno mówi: wolność to nie bezkarność w szerzeniu nienawiści.

Sekrety, które muszą pozostać tajemnicą

Państwo nakazuje milczenie również ze względu na wyższy interes publiczny. Nie można publikować informacji, które zagrażają bezpieczeństwu kraju lub mogą zepsuć policyjne śledztwo. Istnieją też tajemnice zawodowe, które chronią nas wszystkich. Lekarze, psycholodzy czy prawnicy mają ustawowy zakaz dzielenia się sekretami swoich pacjentów i klientów. W tym przypadku milczenie jest gwarancją prawa do prywatności i sprawiedliwego procesu.

Celowe kłamstwa, czyli walka z dezinformacją

Najnowszym wyzwaniem są tzw. fake newsy. Samo kłamstwo w Internecie rzadko jest przestępstwem, ale zorganizowana dezinformacja uderzająca w zdrowie publiczne czy stabilność państwa to już realne zagrożenie. Nowe unijne przepisy, takie jak Akt o usługach cyfrowych (DSA), zmuszają portale społecznościowe do szybkiego kasowania szkodliwych manipulacji. Prawo do informacji oznacza bowiem prawo do prawdy, a nie do bycia oszukiwanym przez boty i farmy trolli.

Słowo w Internecie ma ogromną siłę. Przepisy, które ograniczają wolność wypowiedzi, nie służą cenzurze. Są tarczą, która chroni naszą godność, bezpieczeństwo i prawdę w świecie zdominowanym przez ekrany.


O autorze

Kamila Krupa

Kamila Krupa

współpracowniczka