Kiedy myślimy o działaniach wojennych, przed oczami stają czołgi, zniszczona infrastruktura i ostrzał artyleryjski. Fińska dziennikarka śledcza Jessikka Aro w swojej głośnej książce bezlitośnie unaocznia, że współczesna linia frontu biegnie przez ekrany naszych smartfonów i komputerów. Trolle Putina. Prawdziwe historie z frontów rosyjskiej wojny informacyjnej to trzymające w napięciu reporterskie śledztwo demaskujące bezwzględne metody nielinearnej wojny informacyjnej prowadzonej przez Kreml przeciwko cywilom, instytucjom i społeczeństwom demokratycznym.
Fabryki kłamstw i polowanie na człowieka
Punktem wyjścia dla książki stało się dziennikarskie śledztwo Aro z 2014 roku, w którym zaczęła badać petersburską Agencję Badań Internetowych, potocznie zwaną fabryką trolli z Olgino. Autorka nie ogranicza się jednak do suchej analizy algorytmów czy botnetów. Sednem tej publikacji są ludzie, czyli konkretne osoby, które odważyły się mówić głośno o rosyjskiej agresji i w odpowiedzi stały się celem zorganizowanej machiny nienawiści.
Aro drobiazgowo opisuje mechanizmy, które w teorii wydają się wirtualne, lecz niosą druzgocące konsekwencje w świecie rzeczywistym. Doświadczyła przemocy psychicznej i infoterroru pod postacią gróźb śmierci, nocnych telefonów, fałszywych oskarżeń o narkomanię oraz publicznego linczu. Ta skoordynowana akcja destrukcji reputacji zmusiła ją ostatecznie do opuszczenia Finlandii. Obok własnej historii dziennikarka relacjonuje przypadki z Polski, Szwecji, Stanów Zjednoczonych czy Ukrainy, w tym nagonki na analityków badających zestrzelenie malezyjskiego boeinga MH17. Zasada Kremla okazuje się brutalnie prosta: każda krytyczna opinia to głos wroga, a sianie podziałów i wspieranie radykalizmów wewnątrz Unii Europejskiej stanowi element zimnej kalkulacji.
Znane fakty i kulisy wokół autorki
Zaangażowanie Aro w obnażanie rosyjskich operacji psychologicznych obrosło głośnymi wydarzeniami o zasięgu międzynarodowym. W 2019 roku Departament Stanu USA niespodziewanie wycofał jej nominację do prestiżowej nagrody International Women of Courage. Jako oficjalny powód podano pomyłkę administracyjną, lecz dziennikarskie śledztwa szybko ujawniły, że decyzję podjęli urzędnicy administracji Donalda Trumpa po odkryciu jej wpisów w mediach społecznościowych krytykujących uległą politykę ówczesnego prezydenta USA wobec Rosji.
Dziennikarka nie ograniczyła się do biernego przyjmowania ciosów i doprowadziła do bezprecedensowego procesu przed sądem w Helsinkach. Wyrok skazujący dla Ilji Janitskina z dezinformacyjnego portalu MV-Lehti oraz prorosyjskiego aktywisty Johana Bäckmana za nękanie i zniesławienie stał się kamieniem milowym w europejskim prawie dotyczącym cyberprzemocy. Znamienna jest także anegdota z początków jej pracy śledczej w Petersburgu, gdzie Aro usiłowała wejść do siedziby fabryki trolli. Groteska sytuacji polegała na tym, że jedno z najgroźniejszych narzędzi destabilizacji Zachodu funkcjonowało w szarym, niepozornym biurowcu, do którego młodzi ludzie przychodzili na zwyczajne, dwunastogodzinne zmiany niczym pracownicy korporacji.
Odbiór i głosy krytyki
W odbiorze czytelników i recenzentów książka funkcjonuje niemal jak powieść political fiction lub thriller Johna le Carré, czytany z rosnącym niepokojem, że każdy szczegół wydarzył się naprawdę. Głosy krytyczne najczęściej zwracają uwagę na wysoki ładunek emocjonalny tekstu, wynikający z osobistej traumy Aro, który momentami spycha chłodną analizę naukową na rzecz osobistej krucjaty. Pojawiają się także zastrzeżenia badaczy wskazujących, że przypisywanie trollom odpowiedzialności za każde pęknięcie na zachodniej scenie politycznej bywa wygodnym uproszczeniem, zdejmującym odpowiedzialność z wewnętrznych kryzysów trapiących demokracje.
Mimo tych uwag Trolle Putina to lektura fundamentalna i wstrząsająca. Zmusza do natychmiastowej weryfikacji własnych nawyków w sieci i przypomina, że w dobie cyfrowej manipulacji brak czujności oraz bierność są luksusem, na który wolne społeczeństwa nie mogą sobie pozwolić.