Nie ustaje napięcie związane z niedzielnymi wyborami prezydenckimi w Brazylii. Po przegranej Jaira Bolsonaro, jego radykalni zwolennicy dokonali szturmu na instytucje państwowe w stolicy kraju. Protestujący wybijali okna, część z nich wdarła się do sali Senatu. Demolowali również pomieszczenia w pałacu prezydenckim, a także w Sądzie Najwyższym. Jak podała policja federalna, ujęto 170 osób zamieszanych w ten proceder. Co prawda, były prezydent potępił te zachowania, lecz nie odniósł się do oskarżeń prowokowania ich do tego czynu.
Najnowszym wątkiem w tej sprawie jest wypowiedź nowej głowy państwa Luli da Silvy – zarzucił on ,,częściom sił porządkowych’’ wspieranie działań ekstremistów. ,,Było przyzwolenie ze strony wielu ludzi z sił zbrojnych na ten szturm’’ – powiedział Lula. Słowa te jak dotąd nie spotkały się z żadną odpowiedzią osób piastujących stanowiska kierownicze w państwowych organach bezpieczeństwa.
Sytuacja w Brazylii jest napięta, a w związku z transformacją władzy, jaka dopiero co się tam dokonała jest tym bardziej warta uwagi.

