Europa

Gruzja w ogniu protestów. Rząd odwraca się od Unii, a ludzie wychodzą na ulice

Fala protestów, która od tygodni wstrząsa Gruzją, to odpowiedź na gwałtowny zwrot władz w Tbilisi od Unii Europejskiej w stronę Moskwy. Decyzja rządzącej partii Gruzińskie Marzenie o zawieszeniu negocjacji akcesyjnych z UE do co najmniej 2028 roku spotkała się z ostrym sprzeciwem tysięcy obywateli, dla których europejska przyszłość jest nadrzędnym celem. W odpowiedzi na pokojowe demonstracje siły bezpieczeństwa użyły siły, co spotkało się z potępieniem ze strony zachodnich sojuszników.

Fundamentalne prawa muszą być chronione

Stanowczą reakcję na eskalację przemocy wyraziły Niemcy, Francja i Polska. Ministrowie spraw zagranicznych – Annalena Baerbock, Jean-Noël Barrot i Radosław Sikorski – w swoim wspólnym oświadczeniu potępili „nieproporcjonalne użycie siły” wobec prodemokratycznych protestujących. Zaapelowali o natychmiastowe uwolnienie zatrzymanych opozycjonistów i wezwali rządzących do deeskalacji napięć oraz dialogu. „Podkreślamy nasze zdecydowanie, by wspierać demokratyczne i europejskie aspiracje gruzińskiego narodu” – brzmiała konkluzja ich stanowiska.

Krwawa konfrontacja pod parlamentem

Tysiące Gruzinów każdego wieczoru gromadzi się przed gmachem parlamentu w Tbilisi, trzymając flagi Gruzji i UE. W odpowiedzi policja używa armatek wodnych, gazu łzawiącego i papek. Dochodzi do brutalnych starć; protestujący rzucają w funkcjonariuszy kamieniami i petardami, ci zaś siłą rozganiają tłum. Według doniesień, ponad 400 osób, w tym liderzy opozycji i co najmniej 50 dziennikarzy, zostało zatrzymanych, a ponad 100 trafiło do szpitali z powodu odniesionych obrażeń. Jeden z protestujących, 22-letni Aleksi Tirqia, znalazł się w śpiączce farmakologicznej po trafieniu w głowę pojemnikiem z gazem łzawiącym.

Korzenie kryzysu: kontrowersyjne wybory i zwrot ku Rosji

Bezpośrednią iskrą zapalną dla obecnego kryzysu były parlamentarne wybory z 26 października, które międzynarodowi obserwatorzy ocenili jako nierzetelne, odnotowując przypadki zastraszania, przekupstwa i fałszowania głosów. Opozycja i prozachodnia prezydent Salome Zourabichvili oskarżyli partię Gruzińskie Marzenie o sfałszowanie wyniku przy pomocy Rosji, aby utrzymać u władzy „przyjazny Moskwie” rząd. Kiedy Bruksela wezwała do powtórzenia głosowania, premier Irakli Kobakhidze ogłosił zawieszenie rozmów z UE, nazywając krytykę Unii „szantażem”.

Prezydent kontra rząd: „Rząd jest nielegitymowy”

Prezydent Salome Zourabichvili, pozostająca w ostrym konflikcie z rządem, stanęła po stronie protestujących. W wywiadzie dla Euronews stwierdziła, że obecny rząd jest „nielegitymowy”, a jego decyzja to „odwrócenie się plecami do UE i twarzą do Rosji”. Zapowiedziała, że nie opuści urzędu po zakończeniu kadencji, argumentując, że parlament, który ma wybrać jej następcę, sam jest nielegalny. Podkreśliła, że protesty są wyjątkowe, ponieważ po raz pierwszy objęły cały kraj, a nie tylko stolicę.

Reakcja międzynarodowa: sankcje na horyzoncie

Zachód nie pozostał bierny. Kraje bałtyckie – Estonia, Łotwa i Litwa – nałożyły jednostronne sankcje na 11 gruzińskich urzędników, w tym ministra spraw wewnętrznych i oligarchę Bidzinę Iwaniszwilego, uznawanego za rzeczywistego lidera Gruzińskiego Marzenia. W Brukseli trwają dyskusje nad wprowadzeniem sankcji na poziomie całej Unii Europejskiej. Wysoka przedstawiciel UE, Kaja Kallas, zapowiedziała, że represje „będą miały bezpośrednie konsekwencje ze strony UE”.

Wola ludzi versus ambicje władzy

Na ulicach Tbilisi słychać determinację. „Nie ma dla nas alternatywy poza Unią Europejską” – krzyczą protestujący. Mimo mrozu i policyjnej przemocy, tłum nie maleje. Dla wielu Gruzinów integracja z Zachodem to nie tylko kwestia gospodarcza, ale gwarancja suwerenności i ochrony przed rosyjskimi wpływami. Rząd, odrzucając „unijny szantaż”, stawia jednak na konfrontację, pogłębiając najpoważniejszy kryzys polityczny w kraju od lat. Walka o przyszłość Gruzji – czy będzie europejska, czy pozostanie w strefie wpływów Kremla – właśnie osiągnęła punkt kulminacyjny.

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *