Polska

Alkohol sejmowy – gdzie leży problem?

Temat tzw. alkoholu sejmowego powraca co pewien czas do publicznej debaty niczym bumerang. Zazwyczaj dzieje się tak, gdy media donoszą o zachowaniu posłów, które nie przystoi reprezentantom narodu, lub gdy ujawniane są szczegóły dotyczące funkcjonowania sejmowego baru. Wówczas rozpoczyna się gorąca dyskusja – czy parlamentarzyści powinni mieć dostęp do alkoholu w miejscu pracy? Czy istnienie sejmowego baru to przywilej, czy raczej konieczność wynikająca ze specyfiki ich funkcji?

Zmiana Marszałka, zmiana baru na kawiarnię

Dyskusję dodatkowo podgrzała decyzja nowego Marszałka Sejmu, Włodzimierza Czarzastego, który 24 listopada wprowadził całkowity zakaz sprzedaży alkoholu na terenie Sejmu. Rozwiązanie to spotkało się z krytyką z wielu stron sceny politycznej. Przedstawiciele opozycji prawicowej określali je jako gest czysto populistyczny i nieskuteczny, podkreślając, że nie rozwiązuje realnego problemu nadużyć. Część polityków strony rządzącej oraz partnerów lewicy reagowała z kolei w sposób zachowawczy- jedni twierdzili, że i tak nie korzystali z sejmowego baru, więc decyzja niewiele zmienia, inni wskazywali, że zakaz jest nietrafiony, bo problemem nie jest samo spożywanie alkoholu w Domu Poselskim, lecz ewentualne pojawianie się posłów pod jego wpływem w miejscu pracy. W efekcie zamiast merytorycznej rozmowy o standardach parlamentarnej odpowiedzialności debata skupiła się na symbolicznym geście, który dla jednych był konieczną reakcją, dla innych niepotrzebnym politycznym sygnałem.

Czy to naprawdę potrzebne?

W mojej opinii sam fakt, że w Domu Poselskim – miejscu zamieszkania i odpoczynku posłów można kupić i spożyć alkohol, nie stanowi żadnego problemu. Wręcz przeciwnie, jest to rozwiązanie rozsądne. Dla parlamentarzystów Dom Poselski jest ich miejscem zamieszkania na czas trwania posiedzeń Sejmu, prac komisji oraz innych wydarzeń państwowych. Możliwość spożycia alkoholu w zamkniętym, bezpiecznym środowisku eliminuje ryzyko niepożądanych sytuacji, takich jak natrętne fotografowanie, nagrywanie czy podsłuchiwanie w lokalach publicznych. W barze sejmowym poseł może usiąść w spokoju, porozmawiać z kolegami z różnych ugrupowań, a nawet zacieśniać relacje ponad podziałami politycznymi – co wbrew pozorom bywa potrzebne dla efektywnej pracy parlamentu.

Problem leży jednak zupełnie gdzie indziej. Nie w samym istnieniu sejmowego baru, ale w sposobie, w jaki niektórzy posłowie z tej możliwości korzystają. Niestety, zdarzają się przypadki parlamentarzystów, którzy traktują bar w Domu Poselskim jak prywatny salon lub domowy barek. Przesiadują tam zbyt często i zbyt długo, nadużywają alkoholu, a ich zachowanie niekiedy staje się tematem plotek i kuluarowych opowieści. Takie sytuacje nie tylko psują wizerunek parlamentu, lecz także podważają zaufanie obywateli do całej klasy politycznej.

Gdzie tkwi problem?

Nie chodzi więc o to, by zakazać posłom spożywania alkoholu – byłoby to zarówno nieracjonalne, jak i nieuczciwe wobec nich. Chodzi o to, by zachować zdrowy rozsądek, umiar i świadomość pełnionej funkcji publicznej. W każdym miejscu pracy obowiązuje pewien kodeks zachowań, a w parlamencie – instytucji o wyjątkowym znaczeniu dla państwa standardy powinny być jeszcze wyższe. Jeżeli poseł nie potrafi oddzielić życia prywatnego od obowiązków służbowych i przesadza z alkoholem w miejscu, które ma służyć pracy dla dobra wspólnego, to nie problem w barze, tylko w nim samym.

Warto też zauważyć, że kwestia „alkoholu sejmowego” często staje się pretekstem do populistycznych wypowiedzi. Łatwo jest potępić sam fakt istnienia baru, trudniej uczciwie wskazać, że większość posłów korzysta z niego w sposób odpowiedzialny. Niewielka grupa nadużywających alkoholu parlamentarzystów nie powinna być powodem do zbiorowej odpowiedzialności czy tworzenia zakazów, które niczego nie rozwiążą, a jedynie przeniosą problem w inne miejsce.

Problemy najpopularniejszego baru w Polsce

Trzeba więc rozróżnić dwa poziomy: systemowy i indywidualny. System, czyli możliwość zakupu i spożycia alkoholu w Domu Poselskim działa poprawnie, jest potrzebny i sensowny. Zawodzi natomiast czynnik ludzki – posłowie, którzy zapominają, że pełnią mandat zaufania publicznego, a ich postawa poza salą obrad również wpływa na postrzeganie całego Sejmu.

Problem „alkoholu sejmowego” nie tkwi w samym alkoholu, lecz w zachowaniu części parlamentarzystów. Sejmowy bar nie jest zły, lecz zły może być sposób, w jaki niektórzy z niego korzystają. Dopóki posłowie będą pamiętać, że reprezentują nie tylko siebie, ale przede wszystkim obywateli, dopóty kieliszek wina w Domu Poselskim nie będzie zgorszeniem. Gdy zapomną o tej odpowiedzialności, nawet najlepsze regulacje nie zapobiegną temu, że z izby refleksji uczynią miejsce, w którym granica między służbą publiczną a prywatną rozrywką zaczyna się niebezpiecznie zacierać.

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *