Kultura

Jak brak oryginalności  fast fashion zabija prawdziwą sztukę 

Sztuka od zawsze miała służyć wyrażeniu „własnego ja”, dać upust wewnętrznej potrzebie ekspresji zarówno dla samego aktu tworzenia, jak i z powodu pragnienia poklasku ze strony innych ludzi. Obserwowane od pewnego czasu zjawisko wydaje się jednak zaprzeczać tej koncepcji, będącej fundamentem powstawania idei, które z założenia nie miały pełnić funkcji użytkowej, niezbędnej do codziennego funkcjonowania w przestrzeni. 

Trend retellingów

Głównym elementem panujących współcześnie trendów w dziedzinach związanych z wszelkiego rodzaju przejawami artyzmu, jest schemat, który można by określić definicyjnie w słowach „historia zatacza nieustanne koło”. Coraz częściej na świecie obserwowany jest trend powstawania retellingów, jak wysublimowanie opinia publiczna stara się określić dobrze znane opowieści produkowane w zmienionej formie. O ile usprawiedliwione wydają się dzieła, które próbują ukazać swoje pierwowzory w nieznanej wcześniej perspektywie, na przykład za pomocą narracji dotychczas drugoplanowego bohatera, o tyle wierne kopie oryginałów wydają się pozbawione konkretnego sensu i celu. Można by zastanawiać się, gdzie podziały się nowe historie, które przyniosłyby branży artystycznej tak potrzebny powiew świeżości, lecz odpowiedź jest bliżej niż się wydaje. 

Ilość ponad jakość

Winą za ten ujemny rozwój sztuki, można obwinić podejście, opisane za pomocą powszechnie znanego powiedzenia „Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze”. Chęć łatwego i szybkiego zysku musiała w końcu przejawić się nawet w tych branżach, które w teorii powinny stanowić zaprzeczenie tej koncepcji. Ilość zostaje faworyzowana ponad jakość, a twórcom zamiast na silnych emocjach wywoływanych u odbiorców swoich dzieł poprzez wystawianie na próbę ich intelektualizmu, zaczyna mocniej zależeć na jak najłatwiejszym zaspokojeniu nieskomplikowanych potrzeb większej masy. Coraz większym wyzwaniem staje się znalezienie utworu literackiego lub długometrażowego filmu, który przedstawiałyby sobą coś bardziej ambitnego niż rozrywka przeznaczona dla ludzi szukających chwili „odmóżdżenia”. W samym założeniu mówiącym o odnajdywaniu komfortu w mało oryginalnych treściach nie ma nic złego, lecz w ostatnim czasie ich przyrost wydaje się przewyższać wartościowe publikacje, które giną zapomniane pośród ton krzykliwych reklam kolejnych tych samych opowieści, podążających za sobą w szeregu zjeżdżającym z taśmy produkcyjnej. 

W tym momencie można by zadać pytanie, skąd w takiej sytuacji może przyjść ratunek dla prawdziwej sztuki. Przy obecnym wyglądzie świata, który nie postrzega problemu szerzącej się „antykultury” na równi z innymi wyzwaniami, wydaje się jednak, że nikt nie spieszy z pomocą, aby na nie odpowiedzieć. 

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *