To słynny cytat z książki i filmu „Tamte dni, tamte noce” („Call Me by Your Name”) autorstwa André Acimana. Oznacza dylemat między otwartym wyznaniem swoich uczuć, które wiąże się z ryzykiem odrzucenia i zranienia, a ukrywaniem ich w sobie, będącym metaforyczną „śmiercią” – tłumieniem emocji i rezygnacją z życia w zgodzie z samym sobą. W kontekście fabuły bohaterowie zastanawiają się, czy szczerość w miłości jest warta cierpienia, jakie może przynieść. Cytat można jednak odczytywać znacznie szerzej – jako zachętę do wybierania prawdy i autentyczności zamiast życia w ciągłym lęku przed konsekwencjami.
Jeden z zagranicznych twórców na TikToku zadaje przypadkowo spotkanym ludziom właśnie to pytanie: „Is it better to speak or to die?”. Nagrania polegają na tym, że przechodnie dzielą się swoimi odpowiedziami, a przy okazji także swoim spojrzeniem na świat. Na jego profil trafiłam przypadkiem., materiały zaczęły wyświetlać mi się na stronie głównej aplikacji. Początkowo odpowiedzi były dość oczywiste i mieściły się w schemacie narzuconym przez pytanie: „to speak” albo „to die”. Z czasem jednak rozmówcy zaczęli wychodzić poza te dwie możliwości. Coraz częściej pojawiały się odpowiedzi takie jak: „to be heard” („zostać usłyszanym”), „to be seen” („zostać zauważonym”), „to be at peace” („odnaleźć spokój”), „to heal” („uleczyć się”), „to be loved” („być kochanym”) czy „to be enough” („być wystarczającym”).
Ten pozornie niewielki trend, choć trudno nazwać go małym, skoro pojedyncze filmy osiągają od kilkuset tysięcy do nawet półtora miliona wyświetleń, w niezwykle prosty, a jednocześnie poetycki sposób pokazuje złożoność ludzkiego życia. O ile w mediach społecznościowych w ogóle da się uchwycić tak trudny temat, twórcy udało się zrobić to wyjątkowo trafnie. Każdego dnia mijamy setki, a nawet tysiące ludzi – na ulicy, w pracy, na uczelni czy podczas spotkań ze znajomymi. Każdy z nich przeżywa własną historię i znajduje się na innym etapie życia. Każdy niesie ze sobą inne doświadczenia i potrzebuje czegoś zupełnie innego, by następnego dnia mieć siłę wstać z łóżka.
Niektórzy potrzebują zostać usłyszani, bo w zgiełku codzienności ich głos gdzieś się gubi. Inni pragną spokoju, którego brakuje im od chwili przebudzenia aż do momentu zaśnięcia. Są też tacy, którzy po prostu potrzebują miłości – tej, której nie potrafią już sami sobie dać ani niczym zastąpić. Niektórzy całe życie zmagają się z poczuciem, że nie są wystarczający. Często nie dlatego, że sami tak o sobie myślą, ale dlatego, że przez lata właśnie taki obraz zbudowali w nich inni. Są też osoby, które najbardziej ze wszystkiego chciałyby się po prostu uleczyć, poradzić sobie z tym, co od dawna je przytłacza, często nie z własnej winy.
Twórca publikuje na swoim profilu również wiele innych materiałów, jednak to właśnie ten cykl szczególnie przykuł moją uwagę. Być może dlatego, że przypomina o czymś, o czym bardzo łatwo zapominamy. Natura ludzka jest niezwykle zawiła, a mimo to często próbujemy sprowadzić świat do prostych podziałów – czerni i bieli, dobra i zła, racji i błędu. Taki sposób myślenia byłby z pewnością łatwiejszy. Problem w tym, że prawdziwe życie składa się przede wszystkim z odcieni szarości. I być może właśnie dlatego jest tak trudne, ale jednocześnie tak bardzo ludzkie. Może więc pytanie nie brzmi już: „Is it better to speak or to die?”, ale raczej: czego tak naprawdę najbardziej potrzebujemy, by naprawdę żyć?
