EuropaKultura

Napoleon: geniusz czy szaleniec – analiza postaci jednego z najwybitniejszych strategów w historii Europy pod lupą Ridleya Scotta.

Napoleon Bonaparte, urodzony w 1769 roku na Korsyce, to postać złożona, o ogromnym wpływie na kształtowanie się historii Europy. Jako utalentowany dowódca, strateg wojskowy i polityk, objął władzę we Francji w 1799 roku, a pięć lat później mianował się cesarzem. Jego kampanie militarne, takie jak zwycięstwo pod Austerlitz, ukształtowały oblicze Francji na scenie międzynarodowej przełomu XVIII i XIX wieku. Dla Francuzów Napoleon Bonaparte jest uosobieniem dumy i ambicji, a jego rola w historii Francji — niezaprzeczalnie ogromna. Dla Polaków postać Napoleona jest równie istotna, utworzył on bowiem Księstwo Warszawskie w 1807 roku. Choć to marionetkowe państwo przestało istnieć po jego upadku, a Polska powróciła pod kontrolę innych mocarstw, to jednak dał Polakom nadzieję na odrodzenie kraju.

Jednakże krytycy podnoszą zarzut dotyczący pychy Napoleona i metod osiągania celów, w tym licznych kampanii wojennych, które pociągały za sobą ogromne straty ludzkie i materialne. Jego zdolności do manipulacji politycznej i chęć narzucania własnych idei niosły za sobą krwawe widmo, co w ostatniej scenie, jednego z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku, wypomina Ridley Scott.

Wydawać by się mogło, że reżyser najnowszego „Napoleona” będąc Brytyjczykiem, żywi pewnego rodzaju urazę do Cesarza Francuzów, co odbija się w tej monumentalnej biografii. Pamiętajmy, że stosunki między Francją za czasów rządów Napoleona a Imperium Brytyjskim były napięte, a opinie Brytyjczyków na temat Bonapartego wciąż są krytyczne. Należy jednak zwrócić uwagę, że stworzenie ograniczonej czasowo produkcji, przedstawiającej trzydzieści lat z życia, tak dynamicznej postaci jest nie lada wyzwaniem. Tu należy wspomnieć, że Scott zapowiedział od razu wersję reżyserską trwającą cztery godziny, opublikowaną na Apple TV, której z ciekawością wyczekuję.

Osobiście uważam, że film został nakręcony i wyprodukowany z należytą pieczołowitością i nie ma w nim miejsca na przypadkowe sceny, a chaos, który jest wielokrotnie zarzucany Scottowi, pełni rolę trzeciego głównego bohatera. Trzeciego, bo de facto, przez dwie i pół godziny trwania seansu na ekranie brylują dwie postacie: Napoleon i jego pierwsza żona – Józefina. Tu wyrazy uznania należą się Vanessie Kirby, która wcieliła się w rolę cesarzowej. Mimo zdecydowanie mniejszego czasu ekranowego niż Joaquin Phoenix, grający Napoleona, daje się poznać jako postać charyzmatyczna, dumna, uwodzicielska femme fatale. Zupełnie inaczej w przypadku bohaterów drugoplanowych, którzy traktowani są, zarówno przez reżysera, jak i samego Napoleona jak pionki na szachownicy.

Film, owszem, jest chaotyczny, ale właśnie taki ma być. Scott tworzy w ten sposób niejako odbicie, tytułowego bohatera. W efekcie widzimy krótkie, urwane dialogi między Napoleonem a Józefiną, sceny pałacowe, które wyraźnie wprawiają cesarza w zakłopotanie, a w trakcie nich ujawnia się wręcz groteskowy charakter francuskiego cesarza. Zupełnie inaczej w przypadku scen batalistycznych, które przedstawiają Napoleona jako wybitnego wodza, ponadprzeciętnie inteligentnego stratega, a dla widza są dowodem artystycznego i wizjonerskiego kunsztu Dariusza Wolskiego, a także rozmachu, z jakim został nakręcony film. Efekty specjalne użyte przy scenach bitewnych w „Napoleonie” mogą spokojnie konkurować z tymi, wykorzystanymi w innej głośnej premierze tego roku – „Oppenheimerze”, gdzie korzystanie z technik CGI było niestety momentami widoczne.

Wracając do zarzutów poczucia chaosu, film jest swoistym odzwierciedleniem postaci: niezręczny w relacjach z kobietami Napoleon, na polu bitwy zmienia się w wizjonera, geniusza i pod tym względem Scott prezentuje wybitną satyrę, która wcale satyrą nie jest. Uważny widz dostrzeże, że spektakl, jaki serwuje nam reżyser, został podzielony na dwie części i daje dualistyczny pogląd na główną postać, a momentem przełomowym jest koronacja. Przed otrzymaniem insygniów władzy widzimy Bonapartego jako mężczyznę niezbyt pewnego siebie, niezdarnego, kiepskiego w łóżku i czującego respekt przed matką, ale też szlachetnego, odważnego, oddanego ojczyźnie. Scena, w której wyrywa koronę z rąk papieża i sam siebie koronuje, ma znaczenie symboliczne, ale również wydarzyła się naprawdę. Jest to moment kulminacyjny, w którym niejako manifestuje swoją ambicję, dumę, władzę i niezależność. Po koronacji te przymioty stają się jego największym przekleństwem i zapowiedzią przyszłego upadku pod Waterloo.

Gorzej w przypadku rozgraniczenia co było artystyczną fikcją i interpretacją reżysera, a co wydarzyło się naprawdę. Do najbardziej efektowych scen należała niewątpliwie bitwa pod Austerlitz, przedstawiająca całe hordy żołnierzy cara Aleksandra I i cesarza Franciszka II tonące w odmętach głębokiego jeziora. W rzeczywistości jezioro okazuje się być kilkoma stawami, w których nie utonęła cała armia, łącznie z końmi, a jedynie garstka ludzi. Natomiast majestat batalii zaprezentowany na ekranie kinowym wynagradza tę nieścisłość i pozwala przymknąć oko.

Trudniej wybaczyć scenę strzałów do piramid w Egipcie, z rozkazu Napoleona, które z logicznego punktu widzenia nie mogły mieć miejsca. Bitwa toczyła się dobre kilka kilometrów od wspomnianej w filmie piramidy, a w tamtych czasach nie dysponowano bronią o takiej sile rażenia. Jest to jedynie zabieg reżyserski, który miał za zadanie pokazać, albo siłę Napoleona, albo ignorancję, zostawiam to do osobistej refleksji.

Takich nieścisłości w filmie, zastosowanych z powodów technicznych czy interpretacyjnych (wątpię, że z braku wiedzy, gdyż do pracy nad scenariuszem został zatrudniony profesor historii), można doszukiwać się jeszcze w wielu scenach. Chociażby obecność Napoleona podczas wykonywania wyroku na Marii Antoninie, stan uzębienia Józefiny, czy owiany sławą i tajemnicą przestrzelony kapelusz wodza.

Scott w swojej wizji z pewnością odjął francuskiemu cesarzowi boskości i ściągnął jego zmitologizowaną postać na ziemię, czym niewątpliwie naraził się na krytykę, ale czy to ujmuje dokonaniom Napoleona? Oceńcie sami.

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *