Wbrew przyjętemu przekonaniu baśnie nie zostały stworzone z myślą o dzieciach, przynajmniej nie z myślą o grzecznych dzieciach. Treści wypełnione złem i przemocą, które nie są co prawda poddane indyferentyzmowi moralnemu, a wręcz przeciwnie, pytania o moralność i cnoty etyczne muszą otrzymać osobną kategorię do rozważenia i refleksji, mają charakter moralizatorski, przynajmniej w części utworów – utrzymany w pierwotnym znaczeniu bądź wypaczony współczesnymi adaptacjami. Z całą pewnością czytelnik, sięgający do zbiorów baśni sprzed kilku wieków może popaść w swoiste osłupienie. Wszystko za sprawą powszechnie znanych adaptacji, które dostosowały baśniowe historie do najmłodszego pokolenia; nie wiem czy czyniąc to całkowicie nieświadomie, czy poprzez (trafne jak się okazało) dostrzeżenie potencjału zarabiania pieniędzy. Współcześnie ten trend zaczyna się odwracać. Baśniowe historie ponownie stają się mroczne, jednak wciąż jest to margines w powszechnej świadomości, a odważne działania artysty są traktowane nie jako powrót do korzeni, ponieważ korzenie te są nieznane, a jako wyraz kreatywności. Forma przystosowania opowieści do młodego widza (już nie czytelnika) przyniosła za sobą poważną wadę dla gatunku. Baśnie i morały z nich płynące zostały spłycone, sprowadzone do prostych i wartościowych nauk dla młodzieży, pozytywnie wpływających na socjalizację, z których i dorośli są w stanie wynieść wiele pozytywnych pouczeń. Nie kwestionuję faktu, że one były obecne w ludowych opowieściach spisanych przez znanych pisarzy baśni jak bracia Wilhelm i Jacob Grimm. Jednak te zabawne postacie, jak zdaje się współcześnie postrzegać, kryją zdecydowanie więcej. By to pokazać należałoby wziąć baśń w jej najstarszej znanej odsłonie i dokonać dekonstrukcji – rozebrać na czynniki pierwsze. Dokonawszy tego zabiegu natkniemy się na wiele przypadków opowieści wypełnionych złymi naukami, bohaterów kierujących się bezwzględnością, okrucieństwem, brakiem ludzkich odruchów, postępujących amoralnie, mimo to stawianych za wzór postępowania, co więcej ich poczynania zwieńczone są „szczęśliwym” zakończeniem. Oczywistym jest, że i z tych pseudo wzorców wyciągnąć można bardzo wiele, odpowiednio znajdując i interpretując mniej lub bardziej chytrze ukrytą symbolikę. I tutaj jest właśnie sedno problemu z rozumieniem i postrzeganiem baśni. Adaptatorzy nie podeszli właściwie, świadomie lub nie, przy ich odczytywaniu. Trudno mieć za to pretensje. Otwartość kultury pozwala na swobodne mnożenie znanych schematów, a z baśni, które są olbrzymim zbiorem prostych fabularnie i konstrukcyjnie utworów, wypływa wiele znanych i powtarzanych motywów. Pierwotny sens został zatarty, elementy doskonałej konstrukcji wybiórczo wycięte. Przez owe działania otrzymaliśmy treść, zupełnie różną od pierwowzoru.
Sytuacja ta prowokuje do poszukiwań tego, co porzucone i przypomnienia tego, co zapomniane. I tak na kartach długiej historii literatury znalazł miejsce pewien kot. Bohater w dantejskim piekle dzieliłby zapewne krąg wraz z Odyseuszem, co dla domowego futrzaka jest niezwykłym wyróżnieniem. „Kot w butach”, któremu poświęcę pozostałą część felietonu, w krótkim utworze, wykorzystał skutecznie dany czas, aby pokazać się z jak najgorszej strony. Wielki oszust, kłamca, spryciarz, manipulant, łgarz, a wreszcie uzurpator i morderca, który perfekcyjnie posługiwał się wszelkimi dostępnymi środkami manipulacji i skutecznie wykorzystywał wszystkie podstawione przez los okazje, jest tu powierzchownie, jednoznacznie postacią pozytywną. Sztuka rodem z „Księcia” Niccolo Machiavellego, bowiem kota możemy postrzegać przez pryzmat polityki, jaką wykorzystuje do pośredniego zdobycia władzy, ale nie uprzedzajmy faktów.
Fabuła zaczyna się od prostego schematu. Oto umiera stary młynarz, którego majątek przypada trzem synom. Najstarszy dostaje młyn, średni wiekiem osła, a najmłodszy kota. Jak nie trudno zgadnąć, nowy właściciel wyspecjalizowanego łowcy myszy nie jest zachwycony podziałem. Ale tu po raz pierwszy baśń ukrywa przed nami ciekawy problem. Śmierć ojca, który dotąd pełnił w rodzinie ważną rolę opiekuna i swoją osobą ją spajał, powoduje całkowity rozpad podstawowej komórki społecznej. Po pierwsze najmłodszy syn wyruszy w świat razem ze swoim spadkiem, pozostawiając braci. Po drugie, podział powoduje degenerację sprawnie funkcjonującego rodzinnego biznesu, który dawał wyżywienie i godny byt całej rodzinie. W młynie mielono mąkę, osioł nosił ciężkie worki z towarem, a kot dbał o to, żeby nie zalęgły się gryzonie. Rozpad tego działającego systemu może wyrządzić szkodę, która na etapie rozstania braci nie jest przez nich dostrzegana.
Baśń jednak nie opowie nam co się stało z losem rodziny, a opowie nam o historię chłopca rozczarowanego, i wydawałoby się, pokrzywdzonego podziałem spadku. Okazuje się jednak, że kot potrafi mówić, co nie jest takie typowe dla baśniowych zwierząt, i wychodzi z propozycją pomocy swojemu panu. Oferuje mu uczynienie go wielkim i bogatym w zamian za jego buty i worek. Cena wydawałaby się niewielka, ale zważając, że chłopak jest posiadaczem tylko tego, co ma w tej chwili na sobie, buty i worek stanowią aż jedną czwartą jego wszystkich ruchomości. Mimo to przystaje na warunki, a kot rozpoczyna swoją wielką politykę. Zwierzę jest przede wszystkim dobrym obserwatorem, co przydawało mu się w pracy łowcy pospolitych gryzoni, ale przenosi to na inny wymiar – obserwuje ludzkie zachowania, pożądania, pragnienia i co więcej – rozumie je doskonale. W oczach kota ludzie są niezwykle prostą konstrukcją – uczy się tego podczas pracy w młynie. Fundamentalną potrzebą człowieka jest jedzenie i na bazie tej wiedzy próbuje zdobyć łaskę króla. Zakrada się do królikarni, gdzie stosuje pewien podstęp. Z jednego z wydań baśni Charlesa Perrault: Do worka napchał otrąb i sieczki i położył się jak nieżywy, czekając, aż zbliży się do niego jakiś mały, jeszcze nieświadom zdradliwości tego świata króliczek, aby wyjeść to, co kot do worka napchał. Złapane w ten sposób króliki oraz upolowane na łąkach bażanty zanosi przed oblicze majestatu królewskiego. Tam stosuje kłamstwo. Przedstawia się jako sługa wielmożnego pana Szarabana/Carabassa (tytulatura najróżniejsza z uwagi na mnogość przekładów), który ofiaruje w darze prezent. Król, reprezentant elity, lubi dobrze zjeść w związku z czym chętnie przyjmuje podarunki. Naiwność władcy uwyraźniona zostanie jeszcze lepiej w dalszych fragmentach. Kot natomiast zasiewa w umyśle króla informację, że jest jakiś wielmoża, który darzy go uznaniem i szacunkiem, a jednocześnie codziennie przynosi za pośrednictwem sługi luksusowe dary; zwierzak nie daje o monarsze zapomnieć o istnieniu ów szlachcica. Ten proces trwa do czasu, gdy pojawia się okazja, żeby zapoznać obdarowywanego władcę z synem młynarza. Bowiem król wyrusza wraz ze swoją córką na przejażdżkę karetą. Warto więc byłoby pokazać swojego pana z jak najlepszej strony, ale jak to zrobić kiedy ma na sobie stare kilkudniowe ubranie, a na dodatek nie ma butów? Jest na to proste rozwiązanie – sprowokować sytuację, w której koszula, buty i spodnie przestaną być potrzebne. Kot mówi młynarczykowi: „stary, weź kąpiel, a ja sprawię, że poznasz księżniczkę”. Gdy ten się rozbiera, futrzak kradnie mu ubrania i chowa tak, żeby nikt ich przez przypadek nie znalazł. Następnie podnosi raban, że jego pana, gdy ten zażywał kąpieli napadli i okradli rozbójnicy. Straszne wieści dochodzą do uszu króla, który interesuje się sprawą przynajmniej dla swojej reputacji. Przypomnę, że w umyśle króla i księżniczki dotąd funkcjonuje obraz możnego pana, który ma króliki i bażanty, czyli ma co najmniej jakiś folwark, pewnie duży, bo stać go na przysyłanie zwierząt na obiad w podarkach, i służbę, która te dary dostarcza. Teraz do tego przeświadczenia dodać należy, że po pierwsze istnieje w rzeczywistości, po drugie lubi czystość, bo kąpie się w rzece, po trzecie miał bogaty strój – co jest oczywiście nieprawdą, ale dlaczego miałby nie mieć skoro jest wielmożnym panem – po czwarte na terytorium króla grasują złodzieje i zbójcy, którzy gnębią jego poddanych, a do jego obowiązków należy utrzymywać ład i porządek na swoich ziemiach, przez co król czuje się winny, bo dopuścił do sytuacji, która nie powinna się wydarzyć. Wszystkie te myśli zachodzą w głowie władcy, który biednego, pozbawionego majątku, niewiele potrafiącego chłopaka, traktuje jak bogatego właściciela ziemskiego, nie widząc go nigdy na oczy. Pierwsze wrażenie będzie kreujące dla syna młynarza. Nie liczy się to kim był do tej pory, bo on w królewskiej świadomości nie istniał. Ich spotkanie będzie kreślić zupełnie nowy wizerunek stworzony na wyłącznie w oparciu kłamstwo, oszustwo i kradzież – metody prowadzące do sukcesu? Monarcha rehabilituje się wydając piękny, bogato zdobiony strój, jak ten z opowieści kota, który postarał się niebywale koloryzując i zmyślając, jak piękny był skradziony ubiór. Należy wielmożnemu oddać identyczny, w ramach rekompensaty. Księżniczka podejrzy jeszcze tego chłopca w kąpieli, a ma się czym pochwalić, jest dobrze zbudowany, bo podczas pracy w młynie nabrał krzepy i mięśni, młody, przystojny, o pięknej cerze. Efekt wizualny jest niezwykle istotny, ba! Jest tutaj drugim kryterium po bogactwie; kot doskonale zna tę zwodniczą ludzką naturę. Miłość składa się tutaj jedynie z dwóch elementów: majętności i urody, z czego ważniejsze jest bogactwo, bo gdyby nie ono, nigdy by nie spojrzała na niego. Kiedy wreszcie chłopak staje przed królem nie jest prostym robotnikiem, ale przystojnym młodzieńcem w pięknym, drogim stroju. Metamorfoza człowieka, odbyła się w ogóle poza nim. Kot podstępem i sprytem napisał w głowie króla rolę, w którą młynarczyk musi tylko wejść. Czysta, biała karta, przeszłość zostawić za sobą, liczy się tylko co tu i teraz. Lecz właśnie w tym kryje się niebezpieczeństwo tego planu. Kot w butach dotąd działał poza swoim panem, nagle coś nie zależy już wyłącznie od niego. Przekazuje zatem właścicielowi dwa komunikaty: „chłopie, nie zepsuj tego, wszystko zrobiłem, po prostu nie schrzań, zbajeruj króla i księżniczkę, udawaj, że jesteś bogaty” oraz „ja zrobię z ciebie wielmożę”. Od teraz będą się działy najprawdziwsze cuda. Krystalicznie prosty schemat jak w godzinę stworzyć wielkiego pana – według kocura. Twardy grunt został już położony, teraz należy uczynić, aby wykreowany szlachcic nie tylko był, ale i miał to, co uczyni go szlachcicem. Kot zdobędzie więc ziemię w dwóch wymiarach. Najpierw znanym i wielokrotnie stosowanym sposobem, który w tym ma umocowanie, że istota nie jest określana przez to czym jest naprawdę, ale jest taka jaką się ją postrzega. Poprzez groźbę legitymizuje władzę syna młynarza nad okolicznymi polami, wsiami i ludnością, która zamieszkuje te tereny. Chłopom, robotnikom i mieszkańcom zagroził poćwiartowaniem na kawałki, jeśli nie przyznają, gdy ich ktoś zapyta, że ziemie te należą do pana Szarabana. Utwór gloryfikuje groźbę i strach jako narzędzia osiągania celów. Ludzie bojąc się śmierci, uznają że jest ktoś silniejszy od ich aktualnego pana i poddają się w ich mniemaniu silniejszemu. Zostaje tutaj jednocześnie zastosowany zabieg usprawiedliwiający. Ziemie należą, jak napisze Charles Perrault, do bogatego wilkołaka – w kontekście baśni wilk jest dość powszechną alegorią, która nie pozwala myśleć o nim w dobrym świetle, pod warunkiem, że się ją zna. Wilki zyskały w baśniach rolę istot szczególnie złych. Znajomość tej zależności powoduje, że na występki kota patrzy się łaskawszym okiem, bowiem sama fabuła określa wilkołaka jedynie przymiotnikiem „straszny”. Nieznajomość symboliki bądź interpretacja poza przyjętymi alegoriami, sprawia, że obserwujemy kota, który posunie się do zabójstwa prawowitego dziedzica ziemi, po to, żeby jego pan mógł zdobyć władzę.
Ta eliminacja dotychczasowego właściciela jest przejściem w drugi wymiar. Zgodnie z zasadą „Umarł król, niech żyje król!”, kot ma na myśli konkretną osobę, która będzie godnym następcą „strasznego” wilkołaka. Jak pozbyć się bestii? Jak zawsze – podstępem. Ponieważ elity – wchodzimy na grunt interpretacji całego utworu – są próżne, dumne, przekonane o własnej wyższości i doskonałości, zatracone w sobie, można to wykorzystać przeciw nim. Jest to ich słabość. Kot z przyjemnością wcieli się w rolę pochlebcy. Dostaje się do zamczyska, mówiąc, że pragnie oddać hołd wilkołakowi, gdyż słyszał o jego niezwykłych umiejętnościach, potędze i grozie, którą budzi, i na własnej skórze chce odczuć ten horror. Niesamowite jest to, że jedna sztuka wpływania na umysły, kształtowania alternatywnej (nie)rzeczywistości jest tak skuteczna. Wilkołak potrafi przemieniać się w różne zwierzęta. Wybór nieprzypadkowo pada na słonia i lwa, pierwszy wielki, potężny, silny, zaś drugi odważny, groźny, budzący szacunek. Zamień się w nie – powie kot – pokaż mi swoją potęgę. Bardzo rozsądne zachowanie, badanie terenu, co naprawdę potrafi zrobić. Wilkołak wypełnia prośbę, czyni ten horror, z którego jest znany, tak dobrze, że kot ze strachu odskoczył, zjeżył futro i wbił pazury w rynnę za oknem, aby jak najdalej się od tej bestii znaleźć. Uwiarygadnia to przekonanie strasznego władcy, jakim się czuł i zyskuje odwagę i przekonanie o tym, że jest niepokonany. Zaczyna widzieć siebie tak, jak postrzegany jest słoń i lew, ich przymiotami. Nadchodzi kulminacyjny moment – wilkołak, który znajduje się w szczycie swojej potęgi dostaje prośbę – „zamień się w małą mysz”. Jest to wyjątkowo trudne, niewielu to potrafi, kot nie może uwierzyć, że ktoś posiada taką moc. Dla wilkołaka jest to oczywiście proste, ale skoro niewielu to potrafi, on udowodni, że jest wyjątkowy spośród wszystkich. Inni, jeżeli nawet to potrafią przychodzi to z niebywałymi kłopotami, ale dla niego to jest igraszka. Więc to robi, przekonany, że pokazuje coś niebywałego i nieświadomy w tym momencie, że mysz nie jest już słoniem czy lwem. Traci te przymioty potężnych zwierząt, na rzecz małego, bezbronnego, szarego, niegroźnego, niestrasznego zwierzęcia. Pomimo tego wilkołak wciąż będzie postrzegać siebie w tych kategoriach, które minęły wraz z transformacją w mysz. Tu jest jego koniec, przegrywa i zostaje pożarty. Są trzy powody tego faktu: przekonanie o sile, pycha – bycie łasym na pochwały, naiwność. Wilkołak nie rozpatrywał kota w kategoriach wroga, przeciwnika, nie spodziewał się, że ktoś kto zaczął spotkanie z nim od laudacji, pokłonu i uznania wielkości, planuje jego zgubę. Zniszczone zostało racjonalne spojrzenie na otoczenie.
Wreszcie król, którego zastraszeni przez kota chłopi i robotnicy utwierdzili w przekonaniu, że poznał wielmoże, dociera do zamku i pragnie go zwiedzić. Tutaj objawia się niekompetencja króla, który nie wie, kogo ma pod swoim poddaństwem, bo łatwo jest mu wmówić, że czyjeś ziemie należą do człowieka, który nie istnieje, na dodatek nie zna sąsiadów swojego państwa, bo najwidoczniej nigdy nie słyszał o wilkołaku. Kot wychodzi na powitanie i mówi, że wita w zamku należącym do pana Szarabacha. Monarcha i jego córka są oczarowani, ona już zakochana, owładnięta zaletami młynarczyka, ale tylko fizycznymi i urojonymi. Tak jak się droga do władzy zaczyna, podobnie się i kończy – uczta, zastawiony stół, znakomite jedzenie i alkohol. Król się pobawił, popił i mówi do „gospodarza”, że jak chce się ożenić z księżniczką to nie ma przeszkód. Motyw miłości w „Kocie w butach” opiera się na czterech filarach: jedzenie, uroda, bogactwo i alkohol. Witamy w rzeczywistości.
Cała konstrukcja baśni opiera się na parodii elit oraz władców. System wartości jest absolutnie wypaczony. Pielęgnowane i pochwalane są najgorsze i najobrzydliwsze cechy. Słynny „Happy End”?
Przyjrzyjmy się jeszcze w skrócie obrazowi elit w „Kocie w Butach”. Powierzchownie, ponieważ można by tym figurom poświęcić osobny wywód:
Król – nierozważny, naiwny, łasy na bogactwo. Oddaje królestwo za kuropatwy i króliki. Nie zna zdradliwości tego świata. Przytoczony opis, o tym jak kot łapał króliki podstępem do worka jest odbiciem tej postaci.
Księżniczka – postać nie potrafiąca dostrzegać głębiej. Uległa na piękno i bogactwo, miłość definiuje płytko, nie rozumie jej znaczenia. Symbol przestrogi dla współczesnych Charlesowi Perraultowi dam dworu.
Młynarczyk – wyniesiony na szczyty dzięki sprzyjającemu losowi i ambitnych przyjaciołach. Zajmuje nieodpowiednie dla siebie miejsce, nie ma żadnych kompetencji do tworzenia środowiska arystokratycznego i polityki.
Wilkołak – człowiek przekonany o swojej potędze i wielkości, pyszny, zadufany w sobie. Powszechnie budzący strach poddanych. Również w baśniowej symbolice wilka: okrutny, czasem niepotrafiący panować na emocjami, morderczy, porywczy, wyzyskujący okazje.
Kot w butach – symbolizuje polityka, który rządzi z „drugiego siedzenia”. Doskonale odnajduje się w świecie polityki i nie boi się skorzystać z wszelkich dostępnych środków i narzędzi, które ów świat oferuje. Również polityk kłamca, oszust, obłudnik, który za nic ma wartości moralne, cnoty i etykę.

