Od wczesnych godzin porannych media obiegały początkowo niepotwierdzone informacje, według których w Kijowie miał pojawić się wysoki rangą polityk Zachodu. Opinia publiczna, zaskoczona potencjalną wizytą wskazywała raczej na Kamalę Harris – amerykańska wiceprezydent była bowiem obecna na 59. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa i jej podróż do ukraińskiej stolicy byłaby dość spójnym logicznie zdarzeniem. Rzeczywistość okazała się inna, a do miasta przybył Joe Biden. Wartym podkreślenia jest aspekt zachowanych procedur bezpieczeństwa – poza ochroną samego wydarzenia, na szczególne uznanie zasługuje fakt zachowania całego wydarzenia w tajemnicy przez służby.
Wizyta amerykańskiego przywódcy w dotkniętej wojną Ukrainie stanowi niezwykły symbol wsparcia i jedności Zachodu, a także pokazuje, że – wbrew stawianym jeszcze rok temu tezom Stany Zjednoczone nie wycofały się ze swojej roli przywódcy Sojuszu Północnoatlantyckiego. Spacerując wraz z Wołodymyrem Zełenskim po Kijowie, nad którym unosiły się dźwięki syren alarmowych, Joe Biden dał Ukraińcom nadzieję na lepsze jutro – nadzieję, która nie powinna zostać złamana.

