W przededniu nowej zimnej wojny prezydent Francji odwiedził Chiny. Jego wizyta została przez polityków i ekspertów dość powszechnie skrytykowana. Czy naprawdę prezydent Francji reprezentuje Europę? Na kluczowym polu bitwy o globalną stabilność w XXI wieku – w konflikcie o Cieśninę Tajwańską Emmanuel Macron stoi po stronie Chin. Jego oświadczenie sugeruje, że to Stany Zjednoczone są winne rosnącym napięciom wokół Tajwanu, a nie Chiny, które próbują zmusić wyspę do ponownego zjednoczenia z kontynentem. Podkreślił potrzebę „większej autonomii” w stosunkach z USA i stwierdził, że Europa nie powinna ingerować w sprawy Tajwanu.
Francja, która jest jednym z liderów Unii Europejskiej, przedstawia swoje stanowisko na rzecz Chin. USA natomiast jest stałym sojusznikiem, a także gwarantem bezpieczeństwa dla Europy. Nie warto też zapominać, że jest donatorem dla Ukrainy – pomoc i wsparcie Stanów Zjednoczonych jest bardzo ważne. Szczególnie, że po drugiej stronie stoi państwo, które nawiązuje coraz ściślejsze relacje z Rosją; Rosją – zagrażającą bezpieczeństwu całej Europy. Wizyta prezydenta Francji i szefowej Komisji Europejskiej w Chinach była początkowo postrzegana jako kolejna okazja do wywarcia wpływu na przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej w sprawie zakończenia wojny na Ukrainie. Emmanuel Macron zarówno przed przyjazdem, jak i w Pekinie, podkreślał, że Xi Jinping powinien wpłynąć na prezydenta Rosji Władimira Putina i zmusić go do wyrzeczenia się przemocy. Ale co odpowiedział Xi Jinping? Stwierdził, że priorytetem powinno być zawieszenie broni i zakończenie działań, które bardziej prowokują strony lub komplikują sytuację. Ale co należy rozumieć przez takie działania? Czy można założyć, że Chiny uznają takie działania za wojnę, którą rozpoczął Władimir Putin? Czy rozszerzenie NATO, dążenie Ukrainy do integracji euroatlantyckiej i dostawy broni dla Ukrainy to prowokacja?
Obserwatorzy podkreślają, że podczas negocjacji z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping w żaden sposób nie reagował na propozycje powstrzymania Rosji i ani razu nie wypowiedział słowa: „wojna”.
Brak konkretnych decyzji na rzecz pokoju jest dość typowym zachowaniem dla Chin w tym konflikcie. Hegemon światowy nadal dyktuje swoje zasady gry na arenie międzynarodowej.

