FelietonPolska

Polska racja stanu: ukraińskie zboże

Polska jako państwo sąsiadujące, mocno odczuło skutki wojny na Ukrainie. Nasze państwo wzięło na swoje barki pomoc humanitarną i przyjęło niespełna 2 miliony uchodźców z Ukrainy. Wiązało się to z ogromnym wyzwaniem dla państwa i obywateli, którzy stanęli przed moralnym obowiązkiem pomocy naszym wschodnim sąsiadom. Na naszych oczach rzeczywistość zaczęła się zmieniać. Przyjęliśmy Ukraińców pod swój dach, pojawili się oni w polskich szkołach i miejscach pracy. Obecność Ukraińców wpłynęła znacząco na polską gospodarkę i rynek pracy. Pokazuje to, że choć decyzje naszego państwa i obywateli były szlachetne, to wywołały skutki niekoniecznie dobre dla naszego państwa i obywateli. Jedną z dziedzin która ucierpiała z powodu decyzji rządzących w związku z pomocą Ukrainie jest sektor rolny.

15 kwietnia bieżącego roku minister rolnictwa Robert Telus podjął decyzję o zakazie importu produktów żywnościowych z Ukrainy. Mowa o zbożu, czy warzywach i owocach, czyli produktach, z których polscy rolnicy mają ogromne zyski i od których często zależy utrzymanie gospodarstw. Decyzja ministra została podjęta w wyniku braku odpowiedzi Komisji Europejskiej na list pięciu przywódców Państw Europy Środkowo-Wschodniej: Polski, Węgier, Rumunii, Bułgarii i Słowacji. Nie po raz pierwszy głos państw naszego regionu został zignorowany przez Komisję. Jednak refleksja przyszła, jak to często bywa dopiero po fakcie. Komisja podkreśliła, że „polityka handlowa należy do wyłącznych kompetencji UE, a zatem działania jednostronne są niedopuszczalne”. Można ubolewać, że Unia Europejska nie zajęła się swoją kompetencją, jaką jest polityka handlowa, w momencie, gdy do Europy zaczęły napływać miliony ton zboża i europejscy rolnicy ucierpieli na tym procederze. Bardziej skupiała się na środkach doraźnych, którymi miały być rekompensaty pieniężne dla rolników, które były niemiarodajne do strat rolników. Nie popisał się także polski rząd. Mateusz Morawiecki wielokrotnie zapewniał o zabezpieczaniu polskiego rolnika i polskiej wsi, Tymczasem w okresie od lipca 2022 roku wjechało do Polski ponad 4 miliony ton zboża. Import zboża w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wzrósł kilkusetkrotnie, co doprowadziło do drastycznych spadków cen, a także problemów miejscowych rolników, którzy mieli problem ze sprzedażą produktów. Gdy rolnicy, szczególnie ze wschodnich terenów Polski, postulowali o zaniechanie importu , ten trwał w najlepsze i miesięcznie przez naszą granicę wjeżdżały setki tysięcy ton płodów rolnych. Niestety mleko się rozlało, a czasu już nie cofniemy. Nie ulega wątpliwości, że obecne gwałtownie podejmowane decyzje są sposobem na zbicie kapitału politycznego. Będzie to także okazja, do kolejnego odcinka telenoweli o napiętych relacjach Polski z Unią Europejską, która polaryzuje społeczeństwo. Jakie jednak zapadły decyzje, które dla polskiego rolnictwa są istotne.

Minister rolnictwa Robert Telus zapowiedział, że transporty zboża z Ukrainy przejeżdżające przez Polskę będą konwojowane i monitorowane systemem SENT. Co to w praktyce ma oznaczać? Zboże ma przez Polskę jedynie przejeżdżać, z gwarancją, że produkty, szczególnie zboże nie będą zostawały w Polsce. Transporty mają być także monitorowane systemem GPS. Minister zapowiada, że do lipca uda się wywieźć 4 miliony ukraińskiego zboża, jednak polskie możliwości logistyczne mogą na to nie pozwolić. „W sumie możemy wywieźć z Polski 0,5 miliona ton zboża miesięcznie. Do wywiezienia są jednak 4 miliony ton do lipca, kiedy krajowe silosy zapełnią się nowym zbożem. To bardzo trudna operacja logistyczna, wydaje się, że niestety niemożliwa” wskazuje Adrian Furgalski- szef Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Ekspert zwraca także uwagę na problem polskich portów, które „nie są z gumy” a gdzie wciąż leży importowany węgiel. Natomiast wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk zapewnia, że zdolności polskich portów są wystarczające, by rozładować zboże i wskazuje także na potrzebę budowy nowych silosów, Jedno wiemy na pewno – będzie toczyła się walka z czasem, by wywieźć jak najwięcej zboża, bo jak zapowiadają eksperci, obecny rok ma być bardzo urodzajny. Problemem jest także to, gdzie wywieźć zboże, gdyż w Europie nikt nie przygotował się na odbiór towaru. Widzimy więc, działanie pod wpływem chwili bez żadnego przygotowania. Entuzjazm polskiego rządu, w opozycji do chłodnej oceny rzeczywistości ekspertów, nie budzi optymizmu i nie daje pewności na szybkie zażegnanie kryzysu.

Sytuacja z ukraińskim zbożem pokazuje, że wiele państw przespało okres, kiedy na ich rynki dostarczane były miliony ton ukraińskich produktów rolnych. Także Komisja Europejska zareagowała w momencie, kiedy dostrzeżono, że działania państw członkowskich są niezgodne z unijnym prawem. Wielce prawdopodobne, że działania rządu, są zamierzone na cel polityczny w związku ze zbliżającymi się wyborami. Rząd chce pokazać, że dba o dobro rolników i idzie na konfrontację z Unią Europejską, do której elektorat Prawa i Sprawiedliwości ma sceptyczne nastawienie. Do głosu dochodzi także opozycja, która staje w obronie Unii Europejskiej, atakując polski rząd, a także komisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, na którego zrzuca winę za wywołany kryzys. Nie ulega wątpliwości, że kryzysu można było uniknąć i nie jest winna tylko jedna strona. Miejmy także na uwadze, że to nie koniec sporu w tej sprawie i najbliższe decyzje Komisji Europejskiej i działania rządu w związku z tranzytem zboża, powiedzą nam więcej w tej sprawie.

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *