Jedną z najbardziej charakterystycznych cech budujących system polityczny w danym państwie są wszelkiego rodzaju podziały społeczne. Najbardziej podziały te są widoczne we wszelkiej maści systemach demokratycznych, gdyż to tam, na bazie konfliktów interesów pomiędzy poszczególnymi grupami wyłaniają się partie, których ostatecznym celem jest przejęcie władzy. W ten oto sposób powstały chociażby dwie największe jak dotąd w Wielkiej Brytanii: Partia Pracy oraz Partia Konserwatywna, które to, swój konflikt u samej podstawy bazowały na konfliktach ekonomicznych pomiędzy pracodawcami, a pracownikami. W ostatnich latach na naszej lokalnej arenie politycznej, poza klasycznymi jak do tej pory osiami konfliktu, jakimi mogły być przynależność religijna, stosunek do kapitału czy kwestie stricte ustrojowe, pojawiła się kolejna oś jaką jest kwestia konfliktu między płciowego.
Sam fakt pojawienia się tej nowości – sporu w naszej polityce wewnętrznej – nie jest w gruncie rzeczy niczym nowym. Pierwszych przykładów walki pomiędzy płciami można się już przecież doszukiwać w czasach II Rzeczypospolitej, której burzliwa polityka wewnętrzna już na samym początku musiała się zmierzyć z żądaniami ruchu sufrażystek, które domagały się praw wyborczych. Można też nadmienić, że w czasach międzywojennych mieliśmy wiele wybitnych działaczek politycznych na przykład doktor Gabriela Balicka-Iwanowska, która regularnie zasiadała w ławach sejmowych od pierwszej kadencji sejmu aż do lat trzydziestych. Mieliśmy również w tamtym okresie wiele prężnie działających organizacji feministycznych takich jak Klub Polityczny Kobiet Postępowych czy Polskie Stowarzyszenie Kobiet z Wyższym Wykształceniem, które prężnie działały by promować kobiety w Polskiej rzeczywistości politycznej. Czynniki te jednak nigdy nie przełożyły się bezpośrednio na powstanie w tamtym okresie znaczącego na arenie krajowej ugrupowania skierowanego głównie do kobiet, gdyż mimo dużego nacisku na promocję kobiet w samej polityce, to te same wolały udzielać się w ramach istniejących już ugrupowań (głównie socjalistycznych czy ludowych), które swój przekaz opierały na innych elementach. Natomiast w czasach PRL-u ciężko doszukiwać się jednoznacznych działań ruchów feministycznych czy całych partii nastawionych na docieranie do kobiet i tutaj można doszukiwać się dwóch powodów takiego stanu rzeczy: 1. Ówczesny ustrój i sytuacja w kraju skutecznie spychały wszystkie kwestie, które nie były bezpośrednio klasowe na dalszy tor, a co za tym idzie tak stosunkowo nowy koncept jak konflikt płciowy odszedł w pewnym stopniu w zapomnienie. 2. Propaganda, ale też szereg praw, a także podejścia samego do kobiet w PRL-u w szerokim stopniu odpowiadał na dotychczasowe żądania ruchów feministycznych, takich jak chociażby kwestie zatrudnienia kobiet w fabrykach i podobnych zakładach pracy czy też promowaniu koncepcji wiodącej roli kobiety jako opiekunki domu w kontekście strat jakie poniosła polska ludność przez cały okres trwania drugiej wojny światowej.
Znając pewien kontekst historyczny, zastanówmy się jak wygląda sytuacja w dzisiejszej Polsce. Po roku 1989 ciężko doszukiwać się jednoznacznych inicjatyw feministycznych, aż do roku 2007, w którym powstaje pierwsza partia o charakterze stricte płciowym, czyli Partia Kobiet (od 2016 działająca jako Inicjatywa Feministyczna). Partia ta jednak nigdy nie cieszyła się wielkim poparciem społecznym, najczęściej wprowadzała swoje przedstawicielki wchodząc do parlamentu z list innych, większych ugrupowań, aż w roku 2020 doszło do samorozwiązania partii.
Jest to jednak przykład ugrupowania, które stricte ukierunkowanego na postulaty odnoszące się do konfliktu płciowego, a była pozbawiona bardziej pogłębionego programu. Czy w takim razie możemy mówić o tym, że kwestia płci w naszej krajowej polityce w ogóle nie ma znaczenia? Otóż nie. Oczywiście, nie mamy znaczącej partii odwołującej się głównie do postulatów związanych z płcią, ale mamy znaczące partie, które wplatają ten element do swojego programu. Dwiema stronami jest podejmującymi ten temat w największym stopniu są koalicja Lewicy oraz Konfederacji, które jednoznacznie w swoich postulatach odwołują nierzadko do kwestii płciowych.
Najbardziej to widać w narracji prowadzonej przez oba bloki. Lewica jednoznacznie w swoich postulatach (nawet tych niejednoznacznie związanych z kwestiami płciowymi) podkreśla jak kobiety są pomijane w życiu społecznym, że są one gorzej wynagradzane, a ich prawa są osobiste są ograniczane lub mniejsze względem mężczyzn. Konfederacja natomiast w bardzo prosty sposób próbuje zagospodarować męską część wyborców, poprzez odwoływanie się z jednej strony do stereotypów wynikających z klasycznego archetypu męskości takich jak chęć posiadania władzy czy odnoszenia wielkich sukcesów finansowych, ale również w pewien sposób nawiązując do problemów z jakimi mierzą się dzisiejsi mężczyźni czym też bardzo mocno zyskują w oczach tak zwanego środowiska Red Pill, które pod swoim szyldem zrzesza w dużej mierze osoby o poglądach antyfeministycznych.
Pojawia się nam tutaj dość oczywisty konflikt interesów, w ramach którego narastają coraz większe antagonizmy szczególnie wśród młodych wyborców, którzy są domyślnym targetem obu stron, a to z kolei przekłada się na konkretne tendencje jeśli chodzi o poparcie. Wielkim zainteresowaniem cieszyły się ostatnie sondaże, w grupie wyborców 18-29 lat, gdyż prawe 60% mężczyzn z tej grupy jako swój domyślny wybór wybierało właśnie Konfederację. Lewica natomiast natomiast może cieszyć się najwyższym poparciem kobiet z tej grupy wiekowej, bo zbliżającym się do 30% procent, chociaż tutaj o poparcie wśród ogółu kobiet cały czas musi walczyć ze Zjednoczoną Prawicą i Koalicją Obywatelską.
Czy konflikt płciowy w Polsce przybierze formę faktycznej osi sporu czy też może zostanie tak jak teraz pewnym marginesem ciężko jednoznacznie stwierdzić. Jednakże jeśli do popularyzacji tego tematu dojdzie, to istnieje pewne duże prawdopodobieństwo, że już dzisiaj znamy największych beneficjentów, tego właśnie sporu.
fot. PAP/Marcin Obara

