Nie tak dawno, nie tak daleko żyła sobie staruszka. Ta sędziwa kobiecina dobiegała osiemdziesiątki. Swoje życie przeżyła w miarę szczęśliwie, jednak od ostatniego czasu brakowało jej jednego… pieniędzy. Podobno szczęścia nie dają, jednak można za nie kupić rzeczy, które na co dzień bardzo się przydają. Staruszka marzyła tylko o tym, aby kupić lekarstwa. Były one bardzo drogie, a musiała kupować także podstawowe produkty, aby przeżyć. Czekała ona od emerytury do emerytury, aby uzbierać daną sumę. Swoje oszczędności trzymała w skarbonce. Po ostatniej wypłacie brakowało jej dosłownie parę groszy, które z odrobiną szczęścia można by znaleźć na ulicy. Nie miał jej nawet kto pożyczyć, ponieważ nie miała nikogo znajomego. Wieczorem, kiedy kładła się spać ze smutkiem wspominała czasy, gdy nie było covida oraz wojny na Ukrainie.
– To były czasy! Był papier toaletowy, cukier w sklepach, a teraz nie stać mnie na leki! Było tak jak pisał Różewicz w swoim liście do ludożerców, tylko z drobną różnicą w produktach: Kochani ludożercy nie patrzcie wilkiem na człowieka (…) zrozumcie ludzi jest dużo będzie jeszcze więcej więc posuńcie się trochę ustąpcie kochani ludożercy
nie wykupujcie wszystkich świec sznurowadeł i makaronu nie mówcie odwróceni tyłem:
ja mnie mój moje
mój żołądek mój włos
mój odcisk moje spodnie
moja żona moje dzieci
moje zdanie
A teraz jest jeszcze gorzej… Nawet za twoich czasów Chrobry było lepiej! Albo twoich Mieszko! A teraz wasza wartość strasznie spadła! – wykrzyknęła, wznosząc pięść do góry, jakby komuś chciała nią pogrozić. Jednak jej przemowa tak ją wykończyła, że położyła się spać.
Mimo to, gdy przemawiała z głębokiego snu przebudzili się banknotowi Mieszko oraz Chrobry, którego miała przeznaczyć na jutrzejsze zakupy.
– Tatku, co o tym sądzisz? – Chrobry
– Powiem ci synu, że ta kobiecina może mieć rację. Jestem u niej trzeci raz! A ona nadal nie kupiła sobie lekarstw…
– Ja u niej jestem po raz pierwszy… Ale co oznacza, że nasza wartość spada?! Ja nie mogłem spaść…
– Bolku, to wszystko przez covida. Ludzie wtedy wykupowali cały papier toaletowy. Zastanawiałem się, czy będą się niedługo podcierać nami.
– Tato, ale przecież to przez wojnę na Ukrainie. Od tamtej pory zaczęto pomagać Ukrainie, co jest szlachetne, jednak zaczęli nas sporo wydawać…
– Nie, synu nasza wartość ciągle spada. Kiedyś dało się za mnie kupić trzy gałki lodów, a teraz potrzebny jesteś ty. (…)
Tak, zaczęły rozmawiać pieniądze. Natomiast nasza staruszka jak i inni ludzie żyli z dnia na dzień, bo trzeba było jakoś żyć, a pieniądze nadal traciły na wartości.

