Obserwując obecny przekaz mediów głównego nurtu, można odnieść wrażenie, że wszystkim leży na sercu dobro ogółu. Wartość ta była już znana w starożytnej Grecji, gdyż to właśnie owe dobro stanowi jedną z podstawowych wartości demokracji. Obecnie także przedstawiciele wszystkich partii politycznych w Polsce, jak i za granicą używają jej w swoich wypowiedziach publicznych, szczególnie w okresach kampanii wyborczych. Wypowiedzi niepubliczne oraz działania większości polityków, niestety nie mają za wiele wspólnego z tą wartością. Ludzie stają się coraz mniej refleksyjni i często podążają utartymi ścieżkami preferencji politycznych, zamiast iść do urny wyborczej podejmując świadome, przemyślane decyzję. Brak zmian w sferze sprawowania władzy powoduje brak szacunku dla wyborców. Obecnie obywatele stanowią dla polityków niejako „trampolinę” do objęcia władzy. Tutaj szacunek dla wyborcy i opieka nad codziennymi sprawami mieszkańców małych ojczyzn-samorządów, kończy się. Niestety rozumienie polityki jako misji odeszło w niepamięć już dawno temu. Jest to przede wszystkim niewłaściwe funkcjonowanie całego systemu demokracji nowożytnej. Czynnego udziału w polityce mieszkańcy państw mogą jedynie doświadczyć w czasie wyborów. Czy obecna sytuacja geopolityczna oraz liczne problemy w sferach ekonomicznej społecznej, a także światopoglądowej nie doprowadzą do upadku demokracji i zwróceniem się polityków i obywateli jedynie w stronę pieniądza?
Pierwszą kwestią, która sprawiła, że wśród obywateli całego świata nastąpiły wielkie uzasadnione opinie powrotu do właściwych idei demokratycznych, szczególnie troski o dobro wspólne był wybuch wojny na Ukrainie. Niestety trwałość wspólnoty obywateli i polityków trwała być może jedynie miesiąc. Im dłużej trwa ten konflikt przywódcy państwowi, bo to oni są niezbędni w rozwiązaniu tego niesamowitego cierpienia, uważają za powszechne wydarzenie. W tym roku, uważny obserwator wydarzeń na arenie międzynarodowej, bez trudu może stwierdzić, że slogany o wspólnym jednoczeniu się całej europy, a także państw z innych kontynentów to jedynie puste słowa. Coraz więcej pojawia się także deklaracji przywódców wielu państw, iż nie możemy żyć ciągle sprawami innych państw, czas zadbać o interesy narodowe. Europa pod tym względem podzieliła się diametralnie. Jedni widząc rozwojową, ale także niezwykle niepewną sytuację na froncie, zdają się przyznawać, że podjęli niewłaściwe decyzje kierując się przede wszystkim partykularnymi interesami szczególnie sytuacją ekonomiczną własnego kraju. Czyż nie jest to znak podejmowania pochopnych decyzji międzynarodowych pod wpływem impulsu? Jest to jedna z bardziej negatywna cecha ludzi, którzy decydują o losach naszych państw. Idee demokratyczne wskazywały, że polityk powinien być osobą charyzmatyczną a jednocześnie rozważną w podejmowaniu decyzji. Są także tacy przywódcy krajów Unii Europejskiej, którzy w swoich wypowiedziach twierdzą że „państwa Europy Środkowo-Wschodniej powinny milczeć w sprawie tego konfliktu”, którzy jednak po dłużej refleksji nad wypowiedzią wskazują na swoje medialne błędy dodając, że „straciliśmy okazję, żeby was wysłuchać”. Jest to niezwykle cenna refleksja w kontekście natychmiastowej pomocy Ukrainie ze strony państw wschodniej Europy, Wielu polityków europejskich i światowych mocarstw, stanowczo twierdzi, że pokój na Ukrainie nie może polegać na wprowadzeniu zawieszenia broni pomiędzy stronami konfliktu. Poświęcenie Ukrainy zaprzepaściłoby obecną architekturę bezpieczeństwa w Europie.
Uważam, że co najmniej zadziwiająca jest kwestia podziału poglądów wielu znaczących polityków państw europejskich na sprawę niewinności i braku ingerencji Białorusi w konflikt na Ukrainie. Białoruś nie posiada legalnej władzy a więc nie jest państwem w rozumieniu głównej teorii istnienia legalnego państwa. Nie podejmuje suwerennych decyzji. Na wielu stronach internetowych mediów głównego nurtu, możemy przeczytać, że Białoruś nie rozmieszcza swoich wojsk na terytorium Ukrainy więc nie bierze udziału w konflikcie. Co oczywiste, Białorusi nie możemy postrzegać jako demokratycznego państw. Liczne aresztowania przeciwników Aleksandra Łukaszenki, wśród których są także Polacy, sfałszowane wybory z 2020 roku i liczne protesty obywateli Białorusi, dobitnie wykazują przeciwstawne wartości do tych ugruntowanych na kontynencie europejskim. Łukaszenka służy Putinowi do rozstawienia znacznej ilości broni w celu ochrony swojego terytorium, a aktualnie już także obronie własnej osoby. Przywódca Białorusi dba jedynie o własne dobro i właściwe relacje z Rosją. Mówiąc „relacje” mam na myśli raczej podległość przywódcy Białorusi w stosunku do Federacji Rosyjskiej. Szczególnie aspekt obronności Białorusi dziś już nie istnieje. Białoruś praktycznie straciła niepodległość i suwerenność terytorialną. „Współpraca” w dziedzinie obronności do 2025 roku obejmuje m.in. różne wspólne mechanizmy działania oraz przemieszczanie się wojsk. Wszystkie te działania organizowane są po to aby ukazać zachodniemu światu, że oba kraje są stale zagrożone a jedynym rozwiązaniem umożliwiającym bezpieczeństwo jest właśnie zbrojenie się i pokazanie siły i chwały narodu autorytarnego. Fundamentalnym przykładem pełnego wykorzystywania Białorusi przez Rosyjskiego dyktatora do jego partykularnych celów jest tzw. współpraca w Regionalnym Zgrupowaniu Wojskowym. W ramach tej „integracji” tworzona jest wspólna przestrzeń strategiczna. Nie mniej ważnym celem tego tworu jest unowocześnianie uzbrojenia oraz infrastruktury obronnej. Zależność Białorusi będzie stale rosnąć. Ostatnie niepotwierdzone doniesienia o złym stanie zdrowia dyktatora Białorusi, wznieciły z jednej strony nadzieję wśród mieszkańców Białorusi, którzy mimo braku informacji medialnych z zachodu stale pragną demokratycznego państwa. Z drugiej jednak strony, jest to niezwykła nadzieja dla Putina, który formalnie zapewne zaanektowałby terytorium Białorusi po śmierci Łukaszenki.
Omawiając kwestię „wojny” interesów nie możemy zapomnieć o wielu podziałach wśród państw członkowskich Unii Europejskiej, dotyczących finansowej i zbrojnej pomocy w tym konflikcie. Szczególnie państwa zachodniej Europy sceptycznie są nastawione do owej pomocy. Znamienne stały się słowa wielu polskich polityków, że wielu ludzi mogło się spodziewać, że Ukraina w krótkim czasie może polec na polu walki. Niestety w początkowym okresie tego konfliktu działania europejskich instytucji ograniczały się jedynie do słownego potępienia oraz innych zwykłych politycznych sloganów. Znaczące wsparcie pojawiło się dopiero po dłuższym czasie. Niestety niektóre pakiety sankcji były blokowane szczególnie przez Niemcy i Francję. Przywódcy oraz przedstawiciele tych państw w instytucjach podejmując takie decyzje, kierowały się obawą o narażenie się i wejście otwarty konflikt z Rosją oraz rzekomym dobrem obywateli tych państw. Jest to niestety błędne rozumienie tego konfliktu oraz brak znajomości geostrategicznej wizji Federacji Rosyjskiej . Bierność państw Unii, może spowodować przeniesienie sytuacji z Ukrainy do centralnej Europy. Ironią losu jest fakt, że pierwotne instytucje i organy struktur europejskich, które doprowadziły do powstania UE, miały pełnić role strażnika, który zapobiegnie konfliktom między Niemcami i Francją. W początkowej fazie bestialskiej wojny Rosji z Ukrainą to właśnie te państwa najbardziej sprzeciwiały się różnym formom pomocy. Historia lubi się powtarzać! Kluczem jest mądrość rządzących i umiejętność formułowania wniosków z przeszłości. Coraz więcej opinii, jest o tym, że Niemcy i inne bogate nacje Unii Europejskiej będą chciały partycypować w odbudowie Ukrainy. Jest to scenariusz bardzo prawdopodobny właśnie w kontekście dbałości o własne interesy. Majowe, bilateralne spotkania prezydentów Niemiec i Ukrainy oraz Francji i Ukrainy jednoznacznie dowodzą, że Ukraina stara się nakłonić Niemcy do wspierania finansowego tego konfliktu. Skutki rozmów są widoczne. Niemcy wspierają Ukrainę finansowo. Obecnie państwa Unii Europejskiej zrozumiały, że zaangażowanie w wojnę daje nadzieje na pokonanie i osłabienie zbrodniczego reżimu i zapewnienie stabilnej architektury bezpieczeństwa w Europie. Integracja czyni silnym. Jest nadzieja że idee demokratyczne pozostaną kluczowymi wartościami dla przywódców i obywateli państw w Europie ale także na całym świecie.
Jest wiele przykładów „wojny” interesów. Państwa nie czując zagrożenia, nie jednoczą się. W polityce międzynarodowej w chwili pokoju, liczą się przede wszystkim osobiste interesy polityków. W momencie, gdy pojawia się uzasadniona obawa o utratę suwerenności państwa, narody odwołują się do wartości demokratycznych. Obecnie ludzie a wśród nich politycy żyją „tu i teraz”. Uważam, że obecne idee demokratyczne, powinny zostać zreformowane i powinny w wielu aspektach korzystać właśnie z wzorców pochodzących ze starożytności. Przede wszystkim obywatele powinni mieć poczucie wspólnoty oraz większych uprawnień w partycypacji obywatelskiej. Politycy w całej Europie a także na innych kontynentach, obecnie nie czują ciężaru sprawowanej władzy.
Pozostaje więc zarazem proste i skomplikowane pytanie: czy wartości demokratyczne są obecne wśród obywateli różnych państw oraz czy to właśnie one stanowią podstawę pokoju na świecie?

