Filipińczycy uczestniczyli w długo oczekiwanych lokalnych wyborach administracyjnych w poniedziałek, 30 października. Jednakże wybory, które miały przynieść zmiany w administracji lokalnej, okazały się być tragiczne w skutkach.
W wyborach wzięło udział ponad 1,41 mln kandydatów, walczących o blisko 372 tys. stanowisk w najmniejszych jednostkach administracyjnych kraju, znanych jako barangay. Niestety, proces wyborczy nie obył się bez przemocy.
W prowincji Basilan, na południowym zachodzie Filipin, napastnicy uzbrojeni w ostre narzędzia zaatakowali ludzi przed jednym z lokali wyborczych. Tragiczne zdarzenie skończyło się śmiercią sześciu osób, w tym przewodniczącego barangay.
Dramatyczne wydarzenia nie kończyły się jednak na tym. Lokalne źródła informują o konflikcie rodzeństwa w prowincji Lanao del Sur, gdzie jeden z braci zastrzelił drugiego w walce o stanowisko przewodniczącego.
Gen. Benjamin Acorda Jr., szef filipińskiej policji narodowej, potwierdził także, że trzy szkoły służące jako lokale wyborcze zostały podpalone. Zabójstwa i przemoc były na porządku dziennym, zwłaszcza w autonomicznym regionie Bangsamoro, gdzie zginęło 14 osób.

Mimo powyższych tragedii, przewodniczący filipińskiej komisji wyborczej, George Garcia, stwierdził, że wybory przebiegały „ogólnie spokojnie”. Wskazał na udział 92 mln wyborców i stwierdził, że incydenty dotyczyły zaledwie niewielkiego procenta uczestników.
Jednakże wybory nie były wolne od kontrowersji. Garcia przyznał, że wpłynęły doniesienia o próbach przekupywania wyborców poprzez ulotki wyborcze z dołączonymi pieniędzmi. Mimo to, Garcia podkreślił, że „nie ma idealnych wyborów”.
Ten tragiczny dzień wyborów na Filipinach z pewnością pozostanie w pamięci wielu Filipińczyków. Wciąż pozostaje pytanie o przyszłość kraju i dalsze działania w odpowiedzi na te tragiczne wydarzenia.

