Jako społeczeństwo mamy tendencję do wynajdywania w historii osób, które w imię sprawy polskiej poświęcały własne życie, a następnie ogłaszania ich męczennikami i wynoszenia na piedestał. Przykłady takich postaci to m.in. Jerzy Popiełuszko, Witold Pilecki, Jan Bytnar i wielu innych. Można uznać, że skłonność ta wywodzi się z romantyzmu Mickiewicza, który do dziś jest cechą narodową w polskim spojrzeniu na historię. Niestety, wiąże się to często z tworzeniem fałszywego obrazu rzeczywistości – świadomego bądź nie – napędzanego chęcią posiadania romantycznych opowieści, w których znajduje się jeden sprawiedliwy bojownik o sprawę, prześladowany przez aparat opresji. Konsekwencją tego podejścia jest powstawanie legend, które z biegiem czasu utwierdzają się w społecznej świadomości jako autentyczne fakty.
Jedną z postaci, wokół której stworzono niemal mit założycielski państwa polskiego (bo jak inaczej nazwać człowieka, któremu przypisuje się wygraną wojnę o granice wschodnie w momencie formowania się państwa?), jest generał Tadeusz Rozwadowski. Zarówno prawica, jak i lewica w Polsce przez dekady starały się umniejszyć rolę Marszałka Piłsudskiego w historii kraju – prawica związana z ONR-em i stronnictwami bliskimi Dmowskiemu oraz lewica, czyli komuniści rządzący Polską przez pół wieku po wojnie.
Robiono to na tyle skutecznie, że wśród osób głębiej interesujących się historią polityczną XX wieku powszechne jest przekonanie, że gdy wróg zbliżał się do Warszawy, Piłsudski złożył rezygnację, uciekł z miasta, a cały plan kontrofensywy znad Wieprza obmyślił i zrealizował Rozwadowski. Co więcej, Piłsudski miał rzekomo nakazać jego zabicie, by tajemnica pozostała ukryta, a sam mógł spocząć na laurach. Czas obalić te mity i skupić się na faktach.
Plan ataku oskrzydlającego nie powstał w sierpniu 1920 roku, lecz jeszcze w lipcu (a nawet wcześniej, podczas powstania listopadowego – identyczny plan taktyczny realizował generał Prądzyński). Rozwadowski nie mógł mieć wpływu na jego opracowanie ani realizację, ponieważ nie pełnił wtedy funkcji szefa sztabu, a ponadto nie przebywał w Polsce – pełnił funkcję szefa misji wojskowej w Paryżu. Plan kontruderzenia nie był też żadnym przełomowym odkryciem; wpisywał się on w wcześniejsze operacje wojsk polskich tzw. „wielkiej kombinacji”, której autorem był za każdym razem Józef Piłsudski. Niezależnie od tego, kto pełnił funkcję szefa sztabu, Piłsudski opowiadał się za prowadzeniem wojny manewrowej i przerzucaniem dywizji na duże odległości oraz przeprowadzaniem ataków flankowych – takich właśnie, jak nad Wieprzem. Nawet sam generał Rozwadowski nie przypisywał sobie roli cudotwórcy i geniusza wojskowego, co potwierdza jego depesza do Marszałka z 15 sierpnia 1920 roku:
„Mam wrażenie ogólne, że cała akcja rozwija się bardzo korzystnie i że właśnie co do czasu mamy korzystne warunki, **TAK JAK JE PAN KOMENDANT PRZEWIDZIAŁ**. (…) **UDERZENIE GŁÓWNE SIŁ PANA KOMENDANTA TRAFI WIĘC DOSKONALE**, a lepiej, że dopiero jutro rano ten atak wyruszy, byle był party silnie naprzód wypoczętymi siłami. Chcąc rychlej i 2. Armię wyzyskać, przygotowałem ją już dziś wieczorem. Drugi legion z dowództwem 2. Armii w Kozienicach (…) Więc i tutaj zupełnie **W MYŚL ROZKAZU PANA KOMENDANTA** wykonanie jest już w toku. (…) Uzgodnienie akcji 4. armii DOSKONALE PAN KOMENDANT PRZYGOTOWAŁ”.
Depesza ta jednoznacznie wskazuje, kto przygotował plan rozmieszczenia wojsk, obrony i uderzenia oskrzydlającego bolszewików.
Co do tezy, jakoby Rozwadowski, stojący za sukcesem polskiej armii w sierpniu 1920 roku, stał się na tyle niewygodny, że Piłsudski miał rzekomo dążyć do jego zabicia z zazdrości o jego zasługi – to również mit. Po wojnie polsko-bolszewickiej, z decyzji Piłsudskiego, Rozwadowski został awansowany do stopnia generała broni. Marszałek odznaczył go także Orderem Virtuti Militari piątej klasy oraz mianował Inspektorem Armii i członkiem Ścisłej Rady Wojennej. Publicznie dziękował mu za wkład w armię polską. To właśnie Rozwadowski symbolicznie wręczył Piłsudskiemu klucze do dworku w Sulejówku.
Nie można zaprzeczyć, że Rozwadowski był ofiarą sanacyjnych represji po zamachu majowym, ale nie z powodu rzekomej prawdy o bitwie warszawskiej, która miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego, lecz dlatego, że w 1926 roku stanął po stronie przeciwników Piłsudskiego i wydał rozkaz rozstrzeliwania na miejscu każdego pojmanego piłsudczyka. Gdyby dziś jakikolwiek rosyjski generał na Ukrainie wydał taki rozkaz, trybunał w Hadze natychmiast nakazałby jego aresztowanie i postawienie przed sądem jako zbrodniarza wojennego. Po zwycięstwie majowym większość internowanych oficerów, którzy stanęli przeciw Marszałkowi, zwolniono do domów, z wyjątkiem generałów Zagórskiego, Malczewskiego, Jaźwińskiego i Rozwadowskiego. Odpowiedzialni byli oni za rozkaz zbombardowania Warszawy, zamieszkałej w większości przez ludność cywilną. Cała czwórka została aresztowana i oskarżona o popełnienie przestępstwa kryminalnego (w innych krajach Europy sprawa mogłaby się zakończyć sądem polowym i egzekucją za zbrodnie wojenne). Niemniej środowisko Marszałka wykazało się względną łagodnością – większość oponentów z czasów zamachu majowego wypuszczono z niewoli, a nawet najokrutniejszym (wspomnianej czwórce) wyremontowano cele, uznając, że warunki w nich panujące są nieodpowiednie. W końcu, niespełna rok później, generał Rozwadowski został zwolniony z więzienia, gdy zauważono pogorszenie jego stanu zdrowia.
Legenda o Rozwadowskim narodziła się stosunkowo późno. Przeciwnicy Piłsudskiego przez lata szukali alternatywnej postaci, której mogliby przypisać sukces sierpnia 1920 roku. Mówiono m.in. o francuskim attaché Maximie Weygandzie czy Józefie Hallerze. Dopiero w 1984 roku endecki publicysta Jędrzej Giertych (dziadek Romana) w książce „Rozważania o bitwie warszawskiej 1920 roku” przedstawił Rozwadowskiego jako twórcę koncepcji bitwy warszawskiej. Mało kto jednak wspomina, że Giertych opierał się na materiałach dostarczonych przez pułkownika Kędziora i majora Kycię, czyli TW Alexa i TW Flanta – obaj byli tajnymi współpracownikami Służby Bezpieczeństwa, a atak na przedwojenną sanację i osobę Marszałka wpisywał się w politykę historyczną komunistycznego aparatu po wojnie.
Istnieje jeszcze wiele mitów negujących rolę Piłsudskiego podczas wojny polsko-bolszewickiej, które można obalić. Na przykład twierdzenie, że złożył on dymisję przed bitwą i opuścił kraj, by ratować własną skórę, ukrywając się u konkubiny. Rzadko wspomina się, że po krótkim pożegnalnym spotkaniu z rodziną Piłsudski wyruszył na front. Już o 10 rano pojawił się w Irzynie pod Dęblinem, gdzie uczestniczył w odprawie. Od tego momentu można odtworzyć jego obecność na froncie niemal godzina po godzinie. Jest to zupełne przeciwieństwo zachowania jego głównego oponenta, Romana Dmowskiego, który złożył dymisję, po czym wyjechał do majątku w Drozdowie. Gdy zorientował się, że bolszewicy się zbliżają, uciekł do Wielkopolski. Na tydzień przed Bitwą Warszawską Dmowski podważał rozkazy Naczelnego Wodza i ogłosił się nowym premierem w alternatywnym ośrodku władzy, co czyniło go jedynym politykiem w tamtym czasie dążącym do podziałów w kryzysowym momencie.

