FelietonPolska

Demokracja ludowa już była, teraz czas na demokrację walczącą Donalda Tuska

Premier Donald Tusk coraz śmielej wypowiada się na temat przyszłej formuły swoich rządów. Jeszcze przed wyborami zapowiedział, że będzie interpretował prawo „tak, jak on je rozumie”, i trzeba przyznać, że w tej kwestii pozostaje konsekwentny. Media, opozycja, organy władzy wykonawczej czy sądowniczej – to tylko część długiej listy instytucji, które premier albo chce siłowo zniszczyć, albo zawłaszczyć. Po tych wszystkich działaniach premier postanowił sformalizować styl swojego panowania podczas konferencji z 10 września, ironicznie zatytułowanej „Drogi wyjścia z kryzysu konstytucyjnego”. Według premiera formą „przywrócenia ładu prawnego w Polsce” ma być tzw. demokracja walcząca.

Geneza demokracji walczącej

Premier Tusk zaczerpnął termin „demokracja walcząca” od Karla Loewensteina, niemieckiego prawnika, który w latach 30. XX wieku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. W skrócie, teoria Loewensteina głosi, że wobec tych, którzy kwestionują demokrację liberalną lub w pewien sposób jej zagrażają, należy podjąć odpowiednie kroki – nawet z naruszeniem prawa – w celu jej obrony. Pogląd, że można „przywracać obywatelom wszystkie swobody i prawa” za pomocą siły, budzi jednak poważne wątpliwości. Mimo to premier Tusk jest przekonany o słuszności drogi, którą obrał po 13 grudnia.

„Pewnie popełnimy błędy albo czyny, które według niektórych autorytetów prawnych będą niezgodne, lub nie do końca zgodne z zapisami prawa. (…) Podejmuję decyzje z pełną świadomością ryzyka, że nie wszystkie będą odpowiadały kryteriom pełnej praworządności z punktu widzenia purystów – w dobrym tego znaczeniu” – mówił premier Donald Tusk.

Takie podejście do władzy oznacza w praktyce odwrócenie pojęć, ponieważ jeśli „przywracanie praworządności” ma być realizowane siłą, to już w założeniach pojawiają się wyraźne sprzeczności.

Oczyszczanie państwa po PiS-ie. Większe niż Norymberga?

To, że premier sprawuje władzę arbitralnie i niezgodnie z porządkiem prawnym, potwierdzają także jego słowa wypowiedziane podczas konferencji prasowej otwierającej spotkanie z przedstawicielami środowisk prawniczych. Tusk stwierdził, że rozliczenia PiS będą „największym procesem oczyszczania państwa w Europie od kilkudziesięciu lat”.

„Muszę państwu powiedzieć, trochę też jako historyk interesujący się historią polityczną Europy… Zakres rozliczeń, a także odpowiedzialności, również karnej, ludzi władzy, którzy nadużyli swojej pozycji, jest największy od kilkudziesięciu lat w Europie. Jedynie rozliczenia powojenne Niemiec, czyli Norymberga, oraz Jugosławia po wojnie jugosłowiańskiej mogą być porównywalne. Natomiast jeśli chodzi o rozliczenia z tytułu nadużyć władzy po demokratycznych wyborach, to są one w Polsce bezprecedensowe na tle Europy w ostatnich dziesięcioleciach.”

Premier w tym momencie otwarcie przyznał, że jego rządy dalekie są od standardów demokratycznych. Warto w tym kontekście przypomnieć wydarzenia ostatnich 10 miesięcy.

Najpierw w grudniu bezprawnie przejął media publiczne, następnie nastąpił atak na Prokuraturę Krajową. Po drodze doszło do aresztowania dwóch posłów opozycji z naruszeniem prerogatywy prezydenta Andrzeja Dudy w postaci aktu ułaskawienia. Następnie pojawił się projekt ustawy zmuszającej sędziów do składania „samokrytyki” za przyjmowanie nominacji od Krajowej Rady Sądownictwa w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy. Kolejnym krokiem był atak na Prawo i Sprawiedliwość poprzez bezpodstawne odebranie znaczącej kwoty z subwencji za ostatnie wybory. Jeśli premier zamierza rozliczać demokratycznie wybrany rząd, który uzyskał ponad 7,5 miliona głosów, w sposób porównywalny do rozliczeń niemieckich zbrodniarzy po II wojnie światowej, to sytuacja staje się nie tylko groźna dla obecnej władzy, ale również dla zwykłych obywateli, których prawa mogą zostać równie łatwo naruszone.

Premier zewnętrzny?

Opozycja wzywa do dymisji premiera, argumentując, że wykazuje się on całkowitą niekompetencją w zarządzaniu państwem. Pojawiają się jednak pytania, czy mamy do czynienia z niekompetencją, czy może z celowym działaniem prezesa Rady Ministrów. Wstrzymywanie strategicznych inwestycji, takich jak Centralny Port Komunikacyjny, masowy odpływ zagranicznego kapitału z kraju czy obniżanie pozycji Polski na arenie międzynarodowej poprzez wspomniany wcześniej „terror praworządności”, rodzi przypuszczenia, że może to być celowe działanie.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, nazywa premiera „niemieckim agentem”, a Platformę Obywatelską „partią zewnętrzną”. Nowe podejście do demokracji może eskalować – kwestionowane są wszystkie instytucje państwowe, które myślą lub działają inaczej, niż życzyłaby sobie koalicja rządząca. Jednak instytucje unijne czy międzynarodowe nie dostrzegają problemu. Wręcz przeciwnie – uznają, że nastał czas demokracji. Rodzaj tej demokracji zdaje się być mniej istotny, byleby nosiła liberalne znamiona.

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *