Ameryka Płn.Europa

Legitymizacja kolonializmu

W refleksji nad źródłami i uzasadnieniami dominacji kolonialnej istotne miejsce zajmuje myśl nowożytnych europejskich intelektualistów. Już od XVIII wieku filozofowie i historycy starali się wyjaśniać, dlaczego niektóre społeczeństwa osiągają wyższy poziom rozwoju cywilizacyjnego, podczas gdy inne pozostają w tyle. Ta problematyka splatała w sobie refleksję historyczną, moralną i naukową, a jednocześnie – często niejawnie – służyła legitymizacji władzy nad ludami podbitymi. Z perspektywy Michela Foucaulta warto zauważyć, że władza kolonialna nie musiała być widoczna wprost, jej siła polegała także na subtelnym kształtowaniu percepcji podbitych. Mechanizmy dyscypliny, norm i ideologii tworzyły ramy myślenia, w których jednostki same internalizowały ograniczenia swojej wolności. Przykładowo, w XIX wieku pojawiała się u niektórych Afroamerykanów czy Afrykanów myśl, że mogą mieć prawo do własnej podmiotowości, ale system kolonialny tak skutecznie narzucał hierarchie i „naturalizował” wyższość Europejczyków, że refleksja ta była chwilowa i natychmiast tłumiona przez codzienne praktyki władzy.

 W tym kontekście analizowano dzieje Europy i innych regionów świata, tworząc narracje o „postępie” i „zacofaniu” cywilizacyjnym, które później stały się podstawą do uzasadniania ekspansji kolonialnej. W retoryce tej obecny był także tzw. „kompleks białego zbawcy” – przekonanie, że bardziej „cywilizowane” społeczeństwa mają moralny obowiązek prowadzić i „oświecać” społeczności uważane za mniej rozwinięte, przy czym interwencja ta była usprawiedliwiana w imię moralności i postępu.

Francuski XIXw.  filozof i matematyk Antoine-Nicolas de Condorcet, w swojej pracy Esquisse d’un tableau historique des progrès de l’esprit humain postulował ideę nieuchronnego postępu ludzkości, w którym rozwój nauki, edukacji i moralności prowadzi społeczeństwa ku coraz wyższym stadom cywilizacyjnym. Choć koncepcja ta miała charakter uniwersalny i optymistyczny, była również wykorzystywana do legitymizacji dominacji kolonialnej. Zakładano, że bardziej „cywilizowane” społeczeństwa mają obowiązek kierować i „oświecać” społeczności uważane za mniej rozwinięte. Tym samy Afryka powinna porzucić swoje wartości i tradycje i poddać się procesowi. Jej „zacofanie” wynikało bowiem, zdaniem filozofa, z fanatyzmu i głupoty, które to przysłaniają marsz postępu kierowany przez rozum.  W praktyce dawało to uzasadnienie podporządkowania i eksploatację ludów kolonialnych, gdyż jest tylko jedna linia cywilizacji.

Podobną rolę w intelektualnym uzasadnieniu kolonializmu odegrał, w XIXw.,  Joseph Arthur, hrabia de Gobineau. Zapisał się w historii jako twórca jednej z pierwszych pseudonaukowych teorii rasowych. Jego najbardziej znane dzieło, Esej o nierówności ras ludzkich stanowił fundament dla późniejszych ideologii rasistowskich, w tym dla koncepcji rasy aryjskiej jako rasy panów. Za „instynktowne upodobanie do hierarchii” uznawał naturalną wyższość arystokracji, a pospólstwo postrzegał jako podporządkowane szlachcie, co wyjaśniał względami rasowymi. W swoim eseju przyjął chrześcijańską doktrynę monogenizmu, utrzymując jednak, że rasy mają odrębne zdolności intelektualne i moralne, a mieszanie ras prowadzi do degeneracji społeczeństw. Przykłady jednostek rasy czarnej czy azjatyckiej, które wykazywały zdolności lub talent, uważał za nieistotne wobec cech całych grup. W przekonaniu Gobineau „rasa jest przeznaczeniem”: cywilizacja rozwijała się dzięki europejskiej, szczególnie indoeuropejskiej, przewadze, podczas gdy inne rasy nie przyczyniły się do postępu ludzkości w równym stopniu.

Jego teorie, podobnie jak idee Condorceta, wpisują się w schemat myślenia „białego zbawcy”, w którym interwencja i dominacja są przedstawiane jako moralny obowiązek bardziej rozwiniętej grupy wobec „zacofanych” społeczności. W tym ujęciu europejskie społeczeństwa nie tylko posiadały przewagę technologiczną czy intelektualną, ale także „prawo” i „obowiązek” do kształtowania życia społecznego, kultury i moralności ludów kolonialnych.  Ten rodzaj można zdefiniować jako tzw. kompleks białego zbawcy, czyli przekonania, że „oświecone” społeczeństwa muszą ratować lub naprawiać „gorsze” społeczności, często bez uwzględnienia ich własnych aspiracji i wiedzy. Przez dekady media i celebryci wykorzystywali dramaty, jak chociazby głód w Etiopii, tworząc obrazy skrajnego cierpienia, które miały poruszyć sumienia widzów z dala od miejsc tragedii. Kampanie takie jak „Do They Know It’s Christmas?”, Live Aid czy Comic Relief zebrały ogromne sumy, łącząc filantropię z popkulturą, ale jednocześnie utrwalając przekonanie, że pomoc przychodzi „z góry”, od tych, którzy mają władzę, pieniądze i wpływy.

Co więcej, działania dobroczynne w tym schemacie nie są jedynie aktem altruizmu  a często niosą ze sobą oczekiwanie uznania, podziwu i wdzięczności. Pomoc staje się nie tylko moralnym obowiązkiem, lecz także formą afirmacji własnej wyższości i „cnoty” darczyńcy. W efekcie współczesny kompleks białego zbawcy nie tylko motywuje do filantropii, lecz także upraszcza historię, marginalizuje głos tych, którym rzekomo pomagamy, a czasem nawet instrumentalizuje ich cierpienie, czyniąc je tłem dla społecznego prestiżu i symbolicznej władzy darczyńcy.

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *