Obserwowane w Minneapolis działania Urzędu Imigracyjnego i Celnego (ICE) stanowią niepokojący precedens, który w literaturze politologicznej coraz częściej określa się mianem „techno-autorytaryzmu”. Wykorzystanie przez agencje federalne zaawansowanych algorytmów rozpoznawania twarzy oraz systemów inwigilacji masowej wobec własnych obywateli sugeruje, że fundamenty liberalnej demokracji – z jej gwarancjami prywatności i wolności zgromadzeń – zostają poświęcone na ołtarzu totalnej kontroli państwowej.
Model chiński w amerykańskim wydaniu
Ewolucja metod operacyjnych ICE wykazuje uderzające podobieństwo do systemu zaufania społecznego i wszechobecnego monitoringu znanego z Chińskiej Republiki Ludowej. Wykorzystanie oprogramowania Clearview AI oraz Mobile Fortify do skanowania twarzy protestujących bez ich zgody, a następnie kategoryzowanie ich w bazach danych, to prosta droga do penalizacji dissent’u (sprzeciwu). Państwo przestaje być gwarantem praw, a staje się technokratycznym nadzorcą, który dzięki budżetowi rzędu 28 miliardów dolarów, buduje architekturę kontroli przewyższającą możliwości tradycyjnych służb bezpieczeństwa. Integracja danych handlowych, reklamowych i rządowych w systemach Palantir tworzy cyfrowe panoptikon, w którym każdy ruch obywatela jest rejestrowany, analizowany i potencjalnie wykorzystywany przeciwko niemu.
Od Pegasusa do Paragona: Globalna erozja swobód
Praktyki te nie są odizolowanym przypadkiem, lecz wpisują się w globalny trend nadużywania technologii inwigilacyjnych przez rządy o skłonnościach autorytarnych. Dobitnym przykładem z podwórka europejskiego był skandal związany z systemem Pegasus, wykorzystywanym przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. W Polsce technologia ta służyła do inwigilowania niewygodnych polityków opozycji, co bezpośrednio uderzało w uczciwość procesu wyborczego i równowagę polityczną. Analogicznie, dzisiejsze działania ICE, korzystającego z narzędzi firmy Paragon do włamywania się na telefony aktywistów, pokazują, że technologia „antyterrorystyczna” staje się standardowym narzędziem uciszania krytyki wewnętrznej.
Kryzys instytucjonalny i arbitralność władzy
Najbardziej jaskrawym dowodem na zachwianie zasad demokratycznych jest arbitralność sankcji. Przypadek Nicole Cleland, której bez podania przyczyny cofnięto uprawnienia podróżne po tym, jak została zidentyfikowana podczas monitorowania pracy agentów, obnaża mechanizm „cyfrowego wygnania”. W systemie demokratycznym kara jest wynikiem przewodu sądowego; w rodzącym się autorytaryzmie technologicznym jest wynikiem algorytmicznej korelacji.
Brak transparentności Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego oraz ignorowanie apeli senatorów o zawieszenie biometrii twarzy świadczy o postępującej autonomizacji aparatu przymusu. Jeśli agencje rządowe mogą dowolnie definiować „interesujące podmioty” i śledzić ich lokalizację w czasie rzeczywistym przy użyciu narzędzi AI, to klasyczny trójpodział władzy staje się fikcją. Stoimy przed realnym zagrożeniem, w którym rządy, dysponując nieograniczonym dostępem do Big Data, przekształcą demokrację w fasadę, za którą kryje się sprawnie zarządzany, cyfrowy aparat represji.

