Codziennie zamawiamy jedzenie przez aplikację, jedziemy do znajomych autem zarezerwowanym na ekranie smartfona, a na wakacjach śpimy w mieszkaniu wynajętym od prywatnej osoby przez internetowy portal. Wszystkie te czynności, choć wydają się naturalne, są częścią wielkiej rewolucji gospodarczej i społecznej. Jej fachowa nazwa to uberyzacja (pochodząca od nazwy znanej firmy Uber) lub szerzej: gospodarka platform (ang. platform economy). To model, który całkowicie przemodelował współczesny świat.

Definicja: Algorytm zamiast szefa

Najprościej rzecz ujmując, uberyzacja to model biznesowy polegający na eliminacji tradycyjnych pośredników i zastąpieniu ich cyfrową platformą (aplikacją). Zamiast dzwonić do korporacji taksówkarskiej czy biura podróżnego, łączysz się bezpośrednio z kierowcą lub właścicielem nieruchomości za pomocą inteligentnego oprogramowania. W tym układzie aplikacja nie jest pracodawcą ani właścicielem floty aut czy sieci hoteli. Jest jedynie cyfrowym rynkiem, który pobiera prowizję za szybkie i precyzyjne skojarzenie klienta z wykonawcą usługi.

Dlaczego oszaleliśmy na punkcie tego modelu?

Sukces uberyzacji opiera się na trzech filarach, które idealnie trafiają w potrzeby współczesnego konsumenta: wygodzie, szybkości oraz systemie ocen. Wszystko dzieje się za pomocą kilku kliknięć, płatność jest pobierana automatycznie, a lokalizację wykonawcy widzimy na mapie w czasie rzeczywistym. Co więcej, zarówno klient, jak i usługodawca oceniają się nawzajem po transakcji, co za pomocą gwiazdek i recenzji buduje sztuczne, ale skuteczne zaufanie między całkowicie obcymi ludźmi. Dzięki ominięciu tradycyjnych struktur i licencji, usługi w tym modelu przez lata były także znacznie tańsze niż ich tradycyjne odpowiedniki.

Ciemna strona rewolucji: Prekariat i brak bezpieczeństwa

Choć dla klientów gospodarka platform to synonim wygody, dla życia społecznego i rynku pracy niesie ona ogromne wyzwania. Zjawisko to stworzyło nową, niestabilną formę zatrudnienia, zwaną często pracą platformową (ang. platform work). Kurierzy rowerowi, kierowcy czy osoby sprzątające zamawiające zlecenia przez aplikacje rzadko są pracownikami w tradycyjnym sensie, działając jako jednoosobowe firmy lub na umowach cywilnoprawnych. Oznacza to brak płatnego urlopu, ochrony przed nagłym zwolnieniem (odłączeniem od systemu) czy zasiłku chorobowego, przez co ludzie ci stają się całkowicie zależni od kodu i sztucznej inteligencji, z którą nie mogą w żaden sposób negocjować.

Krajobraz miast pod dyktando aplikacji

Wpływ uberyzacji wykracza jednak daleko poza same warunki pracy, drastycznie zmieniając przestrzeń publiczną i strukturę naszych miast. Najlepszym tego przykładem jest rynek mieszkaniowy w turystycznych metropoliach, gdzie platformy oferujące najem krótkoterminowy doprowadziły do wyludnienia historycznych centrów i drastycznego wzrostu cen czynszów dla stałych mieszkańców. Ulice z kolei zostały zdominowane przez setki aut dostawczych oraz kurierów na hulajnogach, co wymusza na urbanistach całkowite przeprojektowanie infrastruktury miejskiej. Dawne więzi sąsiedzkie i lokalne biznesy są zastępowane przez anonimowe, rotujące usługi sterowane z poziomu globalnych serwerów w Dolinie Krzemowej.

Jak państwa próbują okiełznać algorytmy?

Współczesna polityka stoi dziś przed ogromnym wyzwaniem: jak chronić prawa obywateli i stabilność społeczną, nie zabijając jednocześnie innowacji i wygody, którą pokochali konsumenci. Unia Europejska wprowadziła przełomowe regulacje, w tym Dyrektywę o pracy platformowej, która ułatwia osobom zatrudnionym przez aplikacje uzyskanie statusu pełnoprawnego pracownika. Ta globalna walka o to, jak zdefiniować bezpieczną pracę i uczciwy biznes w XXI wieku, dopiero się rozpoczyna, a jej wynik ukształtuje losy i standard życia kolejnych pokoleń.

Shares: