Wybory, które odbyły się 4 czerwca 1989 roku miały przełomowe znaczenie w historii Polski. To wydarzenie bowiem doprowadziło do utraty monopolu na władzę przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą i pozwoliło opozycji zdobyć miejsca w parlamencie . Jednakże warto zastanawiać się nad kwestią dotyczącą tego, czy wybory do tzw. “sejmu kontraktowego” były faktycznie wolne. Moim zdaniem nie można tego jednoznacznie stwierdzić, a wynika to z wielu powodów.
Warto zwrócić uwagę na to, jaka była geneza tych wyborów. Od 1988 roku narastał coraz bardziej konflikt pomiędzy obywatelami a władzą komunistyczną. Panował coraz większy kryzys gospodarczy, który był przyczyną narastającego niezadowolenia społecznego. W tym czasie miejsce miały m.in. liczne strajki na terenach wielu zakładów pracy w całej Polsce. Aby sytuacja się zmieniła, władze komunistyczne postanowiły podjąć rozmowy z opozycją. Głównym warunkiem tego środowiska było uznanie legalności “Solidarności”, co zostało zatwierdzone w Sejmie PRL 17 stycznia 1989 roku. Tego samego roku, od 6 lutego do 4 kwietnia, trwały obrady Okrągłego Stołu. Podczas nich dochodziło do wielu rozmów pomiędzy obiema stronami. Dotyczyły one reform w polskiej polityce. Dyskutowano przede wszystkim o dopuszczeniu demokratycznej opozycji do władzy. Warto zwrócić uwagę na kwestię przyszłych wyborów do Sejmu, gdyż podczas tychże negocjacji komuniści zapewnili sobie aż 65 procent wszystkich miejsc w Izbie Niższej parlamentu. Były one rozłożone pomiędzy Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Demokratyczne, Stowarzyszenie “PAX”, Unię Chrześcijańsko – Demokratyczną i Polskim Związkiem Katolicko – Społecznym, czyli pomiędzy partiami mającymi swoją reprezentację w Sejmie w okresie PRL.
Na 460 mandatów, “Solidarność” mogła liczyć na jedynie 161 miejsc w Sejmie. Warto jeszcze wspomnieć o ogólnokrajowej liście krajowej. To z niej miało zostać wybranych w wyborach 35 osób, a kandydaci z niej startujący oficjalnie byli bezpartyjni (choć wiadomo, że byli oni związani z rządami komunistycznymi). Żeby zostać posłem na Sejm z tej listy, należało zdobyć minimum 50 procent głosów, można było na nich głosować w całym kraju. Sytuacja, która miała miejsce (jedynie dwie osoby z listy uzyskały wymaganą większość), doprowadziła w późniejszym czasie do II tury wyborów, wcześniej w ogóle nieprzewidywanej. Ogólny podział tych mandatów, ustalony podczas obrad Okrągłego Stołu dla opcji dotychczas rządzących, wyglądał następująco: PZPR miała zagwarantowane 171 mandatów poselskich (w tym 15 z listy krajowej), ZSL – 76 (9), PAX 10 (3), UChS 8 (2), PZKS 5 (1). Łącznie więc przypadało dla nich aż 299 miejsc w Sejmie.
Wybory, które można nazwać w pełni wolnymi, charakteryzują się podziałem mandatów poselskich adekwatnie do liczby uzyskanych głosów. Mimo że partia mająca wcześniejszy monopol na władzę w wyniku pertraktacji zgadza się na dopuszczenie opozycji do władzy, nie można mówić o całkowitej wolności. Nadal mieli oni zagwarantowaną większość w Sejmie. Osoby, które zdobyły mandat jako kandydaci z list Komitetu Obywatelskiego, mogły liczyć jedynie na maksymalnie 35 procent wszystkich miejsc, co stanowiło dosyć małą liczbę. Oczywiście lepsza jest jakakolwiek liczba posłów opozycyjnych w Sejmie, porównując to z czasami PRL, jednakże sposób zapewnienia sobie realnego wpływu na politykę, mimo coraz mniejszego poparcia wśród wyborców, był niezgodny ze standardami panującymi w każdym demokratycznym państwie. Jak wiadomo, wizerunkowa porażka obozu władzy komunistycznej pozwoliła na mianowanie premiera Tadeusza Mazowieckiego, który utworzył pierwszy rząd w demokratycznej Polsce. Jednakże, gdyby podczas obrad Okrągłego Stołu władze komunistyczne nie zapewniły sobie większości w Sejmie, posłowie wywodzący się z Solidarności nie musieliby szukać koalicji z innymi środowiskami.
Nie wolno zapomnieć również o tym, że opozycja miała utrudniony sposób prowadzenia kampanii. Posiadała o wiele mniejsze zaplecze finansowe niż Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, gdyż nie była finansowana z pieniędzy publicznych. Ponadto warto zwrócić uwagę na to, że Komitet Obywatelski musiał zorganizować całkowicie od początku całe struktury oraz kampanię wyborczą (a zaczął ją dopiero niecałe dwa miesiące przed wyborami, dokładniej 7 kwietnia 1989 roku). Było to dosyć trudne zadanie do wykonania, a jak wiadomo, aby wybory mogły być nazwane niezaprzeczalnie wolnymi, kandydaci powinni mieć równe szanse w przekazywaniu swoich postulatów wyborczych. Po długich negocjacjach opozycji udało się uzyskać dostęp do emitowania raz w tygodniu półgodzinnej audycji w telewizji i godzinnej w radiu, a także dostała zgodę na wydawanie “Tygodnika Solidarność” i tygodnika NSZZ Rolników Indywidualnych. Porównując to z dostępem władzy do przekazu medialnego, można zauważyć zdecydowaną różnicę, która utrudniała działalność opozycjonistów.
Podsumowując moje rozważania, wybory które nie spełniają tych czynników, nie mogą zostać nazwane w pełni wolnymi. Mimo utraty monopolu na władzę przez komunistów, mieli oni nadal zapewnioną większość mandatów w Sejmie oraz mogli w o wiele łatwiejszy sposób prowadzić kampanię wyborczą.

