KulturaPolska

Wizyta w warszawskim Szpitalu Psychiatrycznym – Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Od 2009 roku Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie organizuje projekt pt. WARSZAWA W BUDOWIE- wystawę i liczne wydarzenia poświęcone projektowaniu miasta. Pomysł na festiwal wziął się z potrzeby zdobywania wiedzy na temat przemian stolicy. Otwarcie Muzeum odbyło się w piątek 25 października 2024. Odkąd budynek mieści się na placu Defilad, można usłyszeć pytania, co pośrodku Warszawy robi szpital psychiatryczny, tak jak ja kiedyś:

-Przepraszam, proszę Pani, co tu robi szpital psychiatryczny?

-Szpital psychiatryczny? – mówię zdziwiona.

-Tak, ten tutaj biały budynek. Dawno mnie nie było w Warszawie, ale nie sądziłam, że tak się pozmieniało. – odpowiada.

– To nowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej. – mówię.

-A to teraz rozumiem, znaczy nie rozumiem, co robi ten budynek pośrodku Warszawy, ale dziękuję za odpowiedź. – odpowiada i idzie dalej.

Wizyta

Pani, która porównała Muzeum Sztuki Nowoczesnej do Szpitala Psychiatrycznego, inspiruję mnie, żeby tam iść. Muzeum wrosło się w infrastrukturę miasta. Jednak jest w tym coś dziwnego i nienaturalnego. Budynek jest niczym szósty palec u jednej z rąk. Nie pasuję i odstaje. Zasłania PKiN oraz inne nowoczesne budynki. Jest on niczym 8 dzień tygodnia, czy 13 miesiąc. Niby dobrze, że jest, ale tak naprawdę nie pasuje, odstaje. Nie jest do końca konieczne, żeby istniał. Jednak w Warszawie nagle ma prawo bytu. Bryła budynku jest biała niczym szpital psychiatryczny. Nie ma okien, tylko szklane szyby bez klamek. Nie ma podziału na sale. Pośrodku znajdują się schody, które przecinają się pod dziwnym kątem. Wkracza się w nieznane, w dziwną, chłodną przestrzeń zabarwioną atmosferą nadnaturalności oraz abstrakcyjności, która się z każdym krokiem coraz bardziej urealnia. Teraz rozumiem, dlaczego Pani zwiedzająca Warszawę, pomyliła MSN ze szpitalem psychiatrycznym. Rozpoczynam zwiedzanie.

Włosy oddane dobrowolnie

Idę w prawo. Witają mnie stare fotografie. Moją uwagę zwraca zdjęcie Aleksandra Jałosińskiego „Pamięć Miejsca”. Zdjęcie przedstawia PKiN. Ustawione są przed nim stoiska handlowe. Minibar oferuję hamburgery, hot dogi, kiełbasy i parówki. Obok rozstawione jest stoisko „Hawoy”, w którym sprzedawane są lody. Nieopodal stoi człowiek ubrany w szorty. Idę dalej. Patrzę na model, który jest wykonany, jak zdaje mi się – z sierści. Czytam napis „Model architektoniczny wykonany z włosów Nikity Kadana, Aliny Keytnan, Bogdany Kosminy i Vladislawa Plisetskiego, tworzywo termoplastyczne, włosy dzięki uprzejmości artysty”. Napis nic mi nie mówi. Jedynie to, że „dawcy” włosów oddali je dobrowolnie. Sama instalacja jest okropna. Szkoda włosów.

Między Placem a Pałacem

Stoję przed plakatem, na którym jest napisana nazwa wystawy. Temat tegorocznej edycji festiwalu to: „Warszawa w Budowie”, którą organizuje Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie od 2009 r. W założeniu wystawa ma wyjaśniać, jaka jest rola Muzeum oraz miejsca, gdzie stanął gmach MSN. Jest ona odpowiedzią na pytanie: jakiego Muzeum chcą zwiedzający oraz w jaki sposób nowy budynek i misja kulturalna Muzeum odnoszą się do historii miejsca, w którym się ono znajduje. Na początku lat 50. XX wieku zlikwidowano ruiny XIX-wiecznej zabudowy. Na placu Defilad zrobiono tymczasowe dworce autobusowe, bary, stragany, hale kupieckie Domów Towarowych. Rozbiórka Domów Towarowych wywołała zamieszki. Odbywały się festiwale, targi i koncerty. Przestrzeń placu defilad ucieleśnia najnowszą historię miasta. Po zapoznaniu się z informacją idę dalej.

Kobieta-kurczak

Skręcam w prawo. Są tam trzy obrazy. Pierwszy przedstawia zamazaną twarz, najprawdopodobniej greckiej rzeźby, która przedstawia mężczyznę. Ma on obłupany nos, a jego twarz znaczą czarne pręgi. Kolejny obraz przedstawia rzeźbę kobiety z torsem lwa. Przypomina mi Lamassu – skrzydlatego boga z twarzą kory, czyli kobiecej rzeźby greckiej. Tło jest czarne z elementami czerwieni. Kolejny obraz przedstawia kobietę – kurczaka albo kobietę – gołębia. Nie jestem pewna jak ją określić.

Bibeloty, bibeloty i jeszcze raz bibeloty

Zatrzymuje się przy „Pomniku rewolucji 1944, Calzada San Juana”. Jest to replika upamiętniająca rewolucję z 1944 roku, której celem jest obalenie prezydenta Gwatemali. Widzę w niej jedynie białe płótno i bandaż. Wszystko jest białe. Biel w symbolice oznacza czystość. Replika nie jest oznaczona czerwonym, który mógłby symbolizować krew oraz krwawość rewolucji. Do tej pory nie rozumiem jej znaczenia. Obchodzę stół zapełniony „bibelotami”. Pierwsze co zwraca moją uwagę to drewno. Zwykłe drewno. Wygląda jak kawałek brzozy. Na tablicy czytam, że jest to: „figuratywne naczynie w kształcie nogi w koturnie.” Potem patrzę na drewniane ,,coś”, które kształtem przypomina jakiegoś ptaka. Jest to dioarma autorstwa Oleksandra Koschela. Obok leży rzeźba, która wygląda jak przypieczona szarlotka. Natrafiam na sklepik z pamiątkami. Kubki kosztują 60 zł. Niektóre ceny naprawdę zwalają z nóg. Do kupienia są też książki.

Antena satelitarna

Patrzę na ostatnie eksponaty. Widzę antenę satelitarną. Jej autorką jest Selma Selman. Dzieło nie ma tytułu. Jest na nim ciekawe motto: „God make me the most famous So i can escape this place.” Jest to idealne zwieńczenie wycieczki. Możliwe, że autorce chodzi o ucieczkę z Ziemi. Może, jednak ja biorę te słowa do serca i wychodzę z Muzeum.

Fot/Gov.pl

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *