30 czerwca Polska oficjalnie zakończyła okres prezydencji w Unii Europejskiej. Przewodnictwo przejmuje Dania. Zakończenie tego ważnego okresu dla każdego członka UE skłania do refleksji i stanowi doskonałą okazję do podsumowań. Skoro polska prezydencja była pasmem sukcesów, to czemu Polacy byli tak słabo informowani o kolejnych działaniach polskich przedstawicieli? Można stwierdzić, że w obliczu domniemanych „sukcesów”, Polska być może cierpi na brak umiejętności komunikacyjnych.
Czym jest prezydencja w Unii Europejskiej?
Prezydencja w Unii Europejskiej to mechanizm obowiązujący w ramach Rady Unii Europejskiej. Przez 6 miesięcy określone państwo staje się politycznym centrum Europy. Państwo sprawuje prezydencję średnio co 13.5 roku. Prezydencja przewodniczy prawie wszystkim składom Rady, oprócz Rady do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa, której pracami kieruje Wysoki Przedstawiciel Unii do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa. Prezydencja sprawowana jest w trojkach, czyli trzyosobowych zespołach, które będą kolejno pełnić tę funkcję. Założeniem prezydencji jest realizacja interesów całej UE, jednakże w praktyce każde państwo wskazuje w 18- miesięcznym planie najważniejsze priorytety, które potem realizuje. Ministrowie podczas obrad konkretnego sektora dbają o: ustalenie porządku obrad, ciągłość działań, reprezentacje w kontaktach z innymi instytucjami UE oraz podmiotami zewnętrznymi.
Bilans prezydencji- perspektywa polskiego rządu
W przemówieniu podsumowującym półroczną polską prezydencję, premier stwierdził, że był to przełomowy okres dla UE. Popularne 71 dni pozostanie jednym z symboli polskiej prezydencji. Tusk nieskromnie zwrócił uwagę, że duma polski z prezydencji jest znacząca, ale prawdziwie dumna z naszych dokonań jest Europa. Zrobiliśmy więcej niż marzyliśmy- stwierdziła Agnieszka Bartol Saurel- ambasador polski przy Unii Europejskiej.
Jednakże analizując przebieg przewodnictwa Polski w Unii, trudno znaleźć realne konkrety, które wpłynęłyby na poprawę życia Polaków oraz Europejczyków z innych państw. Przeważały jedynie slogany. Przypomnimy, że główne cele prezydencji to: zwiększenie zdolności do obrony terytorium UE, ochrona granic i ludzi, przeciwdziałanie dezinformacji, umożliwienie większej swobody działalności gospodarczej, transformacja energetyczna, konkurencyjne rolnictwo i bezpieczeństwo zdrowotne. Przedstawiciele polskiego rządu podkreślają, że największe sukcesy osiągnięto w dziedzinie bezpieczeństwa. Polscy eksperci współpracowali z Komisją Europejską w procesie wdrożenia mechanizmu SAVE- pożyczki na obronność w wysokości 150 mld euro oraz EDIP- Specjalny program na rzecz obronności wzmacniający odporność, konkurencyjność i zapewniający długoterminową gotowość europejskiego przemysłu obronnego. Program ma zabezpieczyć łańcuchy dostaw broni, która stanowi wsparcie dla Ukrainy. W przyszłości z tego programu będzie mógł korzystać Sojusz Północnoatlantycki. Warto zauważyć, że EDIP jest projektem zainicjowanym przez Komisję Europejską, która już od 2022 roku stale podejmuje działania powstrzymujące rosyjską machinę wojenną. Inicjowanie programu przez KE, po raz kolejny skłania do refleksji, czy jest to jedynie nasz sukces? Polska uczestniczyła również w nakładaniu kolejnych pakietów sankcji na Rosję. Odbywały się również prace związane z paktem migracyjnym. Rząd polski wzmacnia bezpieczeństwo zachodniej oraz wschodniej granicy, ale aby być uczciwym wypadałoby przyznać, że na efekty walki o bezpieczeństwo granic przyczyniły się również działania poprzedników. Jednak nie samymi sukcesami żyje człowiek. Nie należy zapominać o licznych aferach „sprzedawania wiz” podczas rządów PiS, ale również znacznej uległości i wielu nieprawidłowościach w obecnym zarządzaniu kryzysem migracyjnym na granicy polsko-niemieckiej. Do minusów polskiej prezydencji można zaliczyć niezorganizowanie szczytu w Polsce, który stanowi jeden z głównych przywilejów państwa podczas prezydencji. Polska prowadziła również działania reformujące unię celną.
Ze słów premiera można odczytać, że Polska stanowiła „drogowskaz”, jak postępować podczas kryzysu migracyjnego oraz uświadomiła innym państwom, jak ważne jest bezpieczeństwo kontynentu. Można polemizować z tym stanowiskiem, mając świadomość, iż od pierwszych problemów migracyjnych minęła już dekada, a pierwsza faza wojny na Ukrainie miała miejsce w 2014 r. po aneksji Krymu. Podczas polskiej prezydencji został wdrożony program OMNIBUS, który wpisuje się w główny cel polskiego rządu tj. deregulację. OMNIBUS wpisuje się również w główną z unijnych polityk- Zielonego Ładu, zachęcając przedsiębiorstwa do prowadzenia ekologicznej polityki. W założeniach program ma również chronić klientów przed niewłaściwymi praktykami usługodawców poprzez np. obowiązek informowania o dotychczasowych zmianach cen produktu.
A problemy pozostają…
Okres przewodnictwa Polski w UE dobiega końca, a kluczowe problemy dla UE takie jak: wejście w życie już w 2026 r. paktu migracyjnego, szkodliwe skutki wprowadzenia Zielonego Ładu oraz obawa przed wprowadzeniem szkodliwej umowy UE- Mercosur pozostają.
Polska stale zmaga się z napływem migrantów zarówno na zachodniej, jak i wschodniej granicy. Szczególnie na granicy z Białorusią migranci wykorzystywani są często jako broń w wojnie hybrydowej. Sprawa jednak nie jest wcale jednoznaczna. Wielokrotnie można przeczytać w mass mediach, że problem migracyjny jest wyolbrzymiany przez opozycję, co nie jest wykluczone, mając świadomość pogłębiającej się polaryzacji, za którą odpowiadają obie strony sceny politycznej. Niestety od kilku lat, a nawet dekad w słowniku polskiej polityki zdecydowanie brakuje hasła: współpraca dla dobra wspólnego! Mimo protestów wielu państw UE, skutki pakietu współodpowiedzialności i obowiązkowej „solidarności” odczujemy już za rok. Jednocześnie premier Tusk utrzymuje: „Polska nie będzie implementowała paktu migracyjnego w sposób, który mógłby skutkować dodatkowymi kwotami imigrantów w Polsce”. Jednakże Polska przez ostatnie pół roku nie podjęła stanowczych działań, by realnie wpłynąć na rewizję polityki migracyjnej.
Zielony Ład to kolejny problem UE. Związany jest przede wszystkim ze wzrostem kosztów prowadzenia wielu gałęzi gospodarki. Kluczowa polityka UE negatywnie oddziałuje na transport, budownictwo, a przede wszystkim rolnictwo. Wiele domów będzie musiało zostać wyremontowanych, by spełnić normy dotyczące efektywności energetycznej. Wydaje się, że UE zależało na wzmocnieniu ekologicznej polityki, gdyż chciała odgrywać rolę pioniera w procesie wdrażania nowych ekologicznych rozwiązań. Prawda jest jednak inna. Głównie ze względu na koszty funkcjonowania polityki, można zaobserwować stopniowy spadek zainteresowania „zielonymi” regulacjami. Również w tej kwestii zarówno rząd PiS, jak i obecny rząd wykazali się biernością. Pozostaje pytanie: Kto na tym korzysta?
Prowadzone są również końcowe etapy legislacyjne umowy UE- Mercosur. Obecnie trwa proces tworzenia mniejszości blokującej w Radzie UE, która być może uchroni europejskie rolnictwo przed szkodliwym napływem z Ameryki Południowej znacznie tańszej, konkurencyjnej, a dodatkowo niespełniającej europejskich standardów bezpieczeństwa żywności. Los projektu rozstrzygnie się w najbliższych tygodniach.
„Przełomowe” ostatnie 6 miesięcy powinno skłonić rządzących do przeprowadzenia refleksji wobec własnych dokonań. Zamiast tego jesteśmy świadkami roszad w koalicji oraz a jakże „walki” o pozycję.
Promocja czy stagnacja?
Do niewielu sukcesów polskiej prezydencji można zaliczyć: działania zmierzające do wzrostu bezpieczeństwa europejskiego oraz dbałość o konkurencyjność UE. Trzeba jednak dostrzec, że jednym z głównych, wieloletnich celów organizacji jest federalizacja. Polska nie podjęła stanowczych działań zmierzających do zahamowania tego procesu. Oprócz działalności na rzecz Unii prezydencja stanowi doskonałą okazję do promocji państwa w Europie i realizacji jego interesów narodowych. Tymczasem, Polska nie podjęła wystarczających działań, by zahamować niekorzystne dla naszego państwa unijne projekty. Opozycja mówi o „bezobjawowej” prezydencji. Symbolem polskiego przewodnictwa, nie pozostaje skuteczność, a „wysoka” kultura, gdyż nasz kraj zorganizował w tym czasie 5 koncertów oraz szereg innych wydarzeń kulturowych. Bilans korzyści i strat polskiej prezydencji zdaje się uświadamiać, że Polska „nie dowiozła”, a Europa nie nabrała biało-czerwonych barw. Najważniejsze jednak, że premier Donald Tusk ma „wielkie poczucie ulgi”.

