FelietonPolska

Co dalej z tą transformacją energetyczną?

Dotychczas, promowanym rozwiązaniem przez rząd PiS, miało być NABE. Dziś wiemy jednak, że zrezygnowano z planów jego utworzenia.

Dotychczas, promowanym rozwiązaniem przez rząd PiS, miało być NABE. Dziś wiemy jednak, że zrezygnowano z planów jego utworzenia.

Transformacja energetyczna jest wyzwaniem, które nie wymaga wyłącznie ogromnych nakładów finansowych. Struktura problemu jest dużo bardziej złożona. Otóż oprócz inwestycji konieczna (w polskim wymiarze) jest solidarność wyrażona współpracą sektora państwowego i prywatnego na rzecz osiągania celów klimatycznych. Istotna jest również kooperacja z rządem, niezależnie od preferencji politycznych. Dzieje się tak dlatego, że Polska wciąż jest oparta na węglu, zatem na obecnie działających elektrowniach, kopalniach i zakładach, w których pracują dziesiątki tysięcy ludzi. Jest to w efekcie i problem gospodarczy, lecz też czysto społeczny.

Nawet gdyby OZE (odnawialne źródła energii) powstawały jak grzyby po deszczu, to wygaszenie aktywów węglowych nie może odbyć się za pomocą jednego przycisku. Oczywiście istnieją ruchy społeczne, a nawet partie polityczne, które domagają się wręcz natychmiastowej dekarbonizacji. Jednak każdy, kto przyjrzał się problemowi kompleksowo, ze zrozumieniem i wiedzą wie, że nie jest to na ten moment możliwe. Realne jest jednak przyśpieszenie transformacji i wdrażanie celów klimatycznych w życie w sposób bardziej efektywny.

Tutaj wspomniane wcześniej „aktywa węglowe” są bowiem swoistą przeszkodą. Przez lata spółki energetyczne jak PGE, Tauron, czy Enea (należące do największych na rynku, zatem stanowiące podstawę transformacji) były trapione niezliczonymi problemami z tytułu posiadanych kopalń i elektrowni. Nieustannie występuje konieczność ich modernizacji i bieżącej konserwacji, która jest przecież kapitałochłonna. Z kolei aktywa węglowe same w sobie są postrzegane jako nieatrakcyjne, zatem wpływają negatywnie na ratingi zagranicznych agencji, stabilność finansową i na notowania giełdowe. To z kolei prowadzi do ograniczonych możliwości kredytowych, gdyż szczególnie zagraniczne banki, nie patrzą z optymizmem na taką elektrownię Bełchatów. To z kolei prowadzi do wolniejszego tempa budowy OZE, bądź przynajmniej niskoemisyjnych źródeł energii.

Receptą na zaistniałe problemy miała być Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE), która wszystkie niechciane aktywa miała skupić w jednym podmiocie. W skrócie miał być on utrzymywany przy życiu (z góry założony jako nierentowny) do czasu wytworzenia wystarczającej ilości nowych źródeł pozyskiwania energii elektrycznej i ciepła. Chroniony byłby łańcuch dostaw, miejsca pracy, awaryjne źródła zasilania.  Spółki energetyczne miały dostać za przekazanie aktyw pewne rekompensaty (chociaż w założeniu nawet bezgotówkowe przekazanie odznaczało się pozytywnymi reakcjami) i skupić się wyłącznie na dystrybucji oraz budowie nowoczesnej energetyki, opartej na unijnych i krajowych dokumentach.

Dziś wiemy, że tak się nie stanie, bowiem projekt NABE zostaje anulowany.  Wśród przyczyn wymienia się: kosmicznie wysokie koszty utrzymania projektu, nieadekwatność do aktualnych warunków rynkowych i co najważniejsze – kwestionowania go przez Komisję Europejską.

Powstaje jednak w tym miejscu pytanie? Co dalej z tą transformacją energetyczną?

Otóż aktualne doniesienia wskazują, że transformacja będzie przebiegać zgodnie z planem, lecz niechciane aktywa węglowe pozostaną w krwioobiegu na zasadach rynkowych. Mają co prawda zostać uruchomione mechanizmy wspomagające, lecz kopalnie i jej los dalej będzie sprawowany przez wspomniane wyżej spółki energetyczne. Nie jest to wiadomość na ten moment ani zła ani dobra dla samych kolosów energetycznych. Dzieje się tak dlatego, że sentyment do aktyw węglowych uległ zmianie odkąd nadeszła zmiana władzy w Polsce. Być może instytucje finansowe nieco bardziej ufają rządowi Donalda Tuska, który z dużo większą determinacją chce naciskać na budowę OZE, unikając kłopotliwych projektów węglowych (nawet jako przejściowych).

Niemniej jednak, brak wydzielenia aktywów węglowych może doprowadzić do powtórki błędnego koła. Jeśli ceny certyfikatów CO2 znowu wzrosną powyżej przewidywań rynku, a elektrownie w skupionym przedziale czasu zaczną wymagać większych nakładów kapitału (w związku z awariami, modernizacjami, czy chwilowej niestabilności OZE) to dekarbonizacja może znów utknąć w martwym punkcie. Moim zdaniem należy liczyć się z tym scenariuszem. O ile obecnie spółki energetyczne są w stanie udźwignąć podwójną odpowiedzialność, to nie możemy być tego pewni w niedalekiej przyszłości.

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *