Nie trzeba krzyczeć, żeby kogoś uciszyć. Nie trzeba bić, żeby kogoś złamać. Wystarczy sprawić, by sam się wstydził, bał lub – co jeszcze skuteczniejsze – wierzył, że na coś nie zasługuje. Taki właśnie mechanizm opisał Silvan Tomkins, twórca teorii skryptów afektowych. Mechanizm subtelny, ale skuteczny. I właśnie dlatego tak doskonale nadaje się do uprawiania polityki bez użycia przemocy – poprzez symboliczną władzę nad emocjami.
Afekty: język ciała i duszy
Tomkins wskazywał, że emocje (czyli afekty) są pierwotnym mechanizmem motywacyjnym. To one – nie myśli – mówią nam, co jest ważne, co ignorować, a czego się bać. Z czasem, poprzez doświadczenia społeczne, uczymy się skryptów afektowych – czyli powtarzalnych reakcji na emocje w danych sytuacjach.
Jeśli w dzieciństwie uczono nas, że płacz to oznaka słabości, to w dorosłości zaciśniemy zęby, byle go nie okazać. Jeśli mówiono nam, że wyrażanie złości to brak kultury, będziemy tłumić sprzeciw. Skrypt – raz zapisany – zaczyna działać automatycznie. A kto umie pisać skrypty dla innych? Ten ma prawdziwą władzę.
Władza, która nie musi się ujawniać
Tutaj pojawia się pojęcie władzy symbolicznej, znane z prac Pierre’a Bourdieu. To zdolność do narzucania sposobów myślenia, wartości i norm – tak subtelnie, że ludzie uznają je za swoje własne. Symboliczna władza nie zmusza – ona przekonuje, uwodzi, wzbudza emocje, reguluje afekty.
I właśnie dlatego polityka uwielbia pracować emocjami. Lękiem przed obcymi. Dumą z narodowej historii. Wstydem za „nienormalność” innych.
Polityczne skrypty: kto się boi, kto się wstydzi?
Popatrzmy na konkrety. Współczesna retoryka polityczna bardzo często pisze nowe skrypty afektowe lub odwołuje się do starych, dobrze utrwalonych.
Gdy mówi się o migrantach jako „zagrożeniu kulturowym”, nie chodzi wyłącznie o debatę na temat polityki migracyjnej. Chodzi o uruchomienie strachu – afektu, który mobilizuje do obrony „naszych”. Skrypt? „Inny = zagrożenie = reakcja obronna”.
Gdy telewizja pokazuje parady równości jako „obrazę moralności”, buduje się wstyd kulturowy – emocjonalny mechanizm, który sprawia, że część społeczeństwa czuje się zawstydzona swoją otwartością, a inna – dumna ze swojej „normalności”.
Gdy politycy mówią: „wstyd być Polakiem, jeśli się tego nie popiera” – stosują afektowy szantaż: albo jesteś lojalny, albo jesteś zdrajcą.
To nie są tylko komunikaty retoryczne. To budowanie emocjonalnych skryptów, które mają działać długofalowo. Działać nie przez argumenty, ale przez emocje, które trudno wyłączyć.
Emocjonalna automatyzacja obywatela
Polityka nie potrzebuje już cenzury – wystarczy, że nauczy ludzi, czego mają się wstydzić, czego bać i z czego być dumni. Wtedy ludzie nie tylko głosują „jak trzeba”, ale też reagują emocjonalnie zgodnie z interesem władzy. I co najważniejsze: robią to dobrowolnie. Bo to przecież „ich odczucia”.
To właśnie Tomkinsowska teoria skryptów afektowych daje nam narzędzia do zrozumienia, dlaczego tak skuteczna jest polityka emocji, którą widzimy w Polsce, USA, Węgrzech, Brazylii i wielu innych krajach. Tam, gdzie nie działa racjonalność, działa emocjonalne kodowanie. A raz zapisany skrypt – trudny jest do usunięcia.
Kto pisze nasze emocje?
Silvan Tomkins nie był politykiem ani filozofem. Ale jego teoria afektów pozwala dziś lepiej zrozumieć, dlaczego kampanie wyborcze są bardziej spektaklem emocji niż argumentów, dlaczego fake newsy działają szybciej niż sprostowania, i dlaczego politycy mówią nie tyle „prawdę”, co „to, co czuje ich elektorat”.
Dlatego pytanie, które warto sobie zadać nie brzmi: „na kogo zagłosować?”, ale: „czy ten głos oddaję z własnego przekonania – czy z emocji, które ktoś we mnie wywołał?”

