„Uwaga! Kontakt z wodą powodziową może zagrażać zdrowiu ludzi i zwierząt. Nie jedz żywności, która miała kontakt z wodą – wyrzuć ją, bez względu na stan opakowania” – Ala przeczytała wiadomość na swoim telefonie. Spojrzała przez okno na samochód; woda sięgała tylko do jego kół, więc sytuacja nie wyglądała źle. Następnie wyciągnęła telefon i włączyła dyktafon, mówiąc:
– Z dziennika pokładowego Alicji. 15 września, Kłodzko, ul. Artura Grottgera, godzina 9:00, poziom wody niski.
Dziewczynka kliknęła pauzę. Prowadziła coś, co sama określała jako „dziennik pokładowy” – nagrywała to, co działo się w Kłodzku, wykorzystując telefon. Był to jej sposób na walkę z powodzią, jej osobista forma radzenia sobie z sytuacją. Mieszkała na najwyższym piętrze kamienicy, co pozwalało jej na względny spokój, choć sytuacja za oknem była niepokojąca.
Około godziny 11:00 ponownie wyjrzała przez okno. Woda wciąż sięgała do kół samochodu. Rutynowo wyciągnęła telefon, włączyła dyktafon i zaczęła mówić:
– Z dziennika pokładowego Alicji. 15 września, Kłodzko, ul. Artura Grottgera, godzina 11:00, poziom wody rośnie. Woda dosięga kół stojącego na ulicy samochodu.
Kliknęła pauzę. W tym momencie do pokoju weszła jej babcia, mrucząc coś pod nosem:
– Już wolę 1997 rok.
– Co mówisz? – zapytała Ala.
– Mówię, że wolę 1997 niż 2024.
– Nie dziwię się – odpowiedziała Ala.
– Za moich czasów… Ach, za moich czasów to było inaczej, a teraz tylko te powodzie! – westchnęła babcia.
Po krótkiej rozmowie Alicja zaczęła szukać sposobu na zabicie czasu. Czuła się, jakby czas przestał istnieć, choć był przecież wyraźnie wyznaczony. Jednak każda godzina ciągnęła się w nieskończoność, minuty wlokły się niemiłosiernie, a sekundy zamiast mijać jak mgnienie oka, stawały się ciężkie jak kamień.
O 13:00 Ala wyjrzała za okno, pełna nadziei, że sytuacja się poprawi. Niestety, nie była zadowolona z tego, co zobaczyła. Sięgnęła po telefon:
– Z dziennika pokładowego Alicji. 15 września, Kłodzko, ul. Artura Grottgera, godzina 13:00, poziom wody nadal rośnie. Woda dosięgnęła karoserii samochodu.
O 13:30 nadzieje Alicji zaczęły się kruszyć, a o 14:00 zostały już całkowicie rozwiane. Wyciągnęła telefon i zrezygnowana powiedziała:
– Z dziennika pokładowego Alicji. 15 września, Kłodzko, ul. Artura Grottgera, godzina 14:00, samochód zaczyna „pływać”.
Alicja miała rację – samochód rzeczywiście „pływał”. Kiedy poziom wody opadł, pojazd znajdował się kilkadziesiąt metrów dalej, niż stał wcześniej.
Powódź 2024
W niedzielę, 17 września, woda w Kłodzku zaczęła wdzierać się w miasto w zastraszającym tempie. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej poinformował, że stan wody na rzece osiągnął aż 798 centymetrów – ponad 550 centymetrów powyżej stanu alarmowego i prawie 150 centymetrów więcej niż w czasie powodzi w 1997 roku.
W kolejnym komunikacie IMGW przekazało, że sytuacja zaczęła się stabilizować. Nad ranem synoptycy zaobserwowali, że poziom wody opada – wynosił wtedy 634 centymetry.
W poniedziałek, gdy woda opadła, rozpoczęło się liczenie strat i wielkie sprzątanie. Centrum miasta było w opłakanym stanie – drogi zostały zniszczone, drzewa powalone, a budynki opustoszałe. Część mieszkańców straciła cały swój dobytek.
Powyższa historia (Historia pływającego samochodu) zawiera elementy fabularne, jednak oparta jest na prawdziwym wydarzeniu, jakim było „przepłynięcie” samochodu 15 września w Kłodzku.


Fantastycznie