KulturaRecenzje

„Joker: Folie à Deux” jest wizją naszego społeczeństwa

Joker: Folie à Deux jest wizją naszego społeczeństwa i dlatego go nie lubimy
Uwaga: artykuł zawiera spoilery.

Premiera drugiej części filmowego hitu „Joker”: „Joker: Folie à Deux” wywołała burzę w mediach społecznościowych. W przeciwieństwie do entuzjastycznie przyjętej pierwszej odsłony, która zdobyła od widzów niemal 90% na RottenTomatoes, kontynuacja spotkała się z falą krytyki, w serwisie oceniono ją na zaledwie 30%. To ogromny spadek, który zaskoczył fanów antyspołecznego klauna. Po światowej premierze nie brakowało mocnych reakcji. Niektórzy widzowie wychodzili z kina rozczarowani. Twierdząc nawet, że „zepsuto Jokera”. Czy rzeczywiście nowy sequel jest aż tak szokujący?

Joker, komedia dla dwojga

„Joker: Folie à Deux” kontynuuje historię Arthura Flecka, który po morderstwach z pierwszego filmu przebywa w zakładzie karnym Arkham Asylum. W tej części Arthur spotyka Harleen Quinzel, którą zagrała Lady Gaga, nawiązuje z nią intensywną relację emocjonalną, a zarazem bardzo destrukcyjną. Jest to klasyczna historia, którą znamy, ale z lekkim twistem. Większość akcji filmu rozgrywa się w tle rozprawy sądowej Arthura, podczas której możemy spojrzeć na wydarzenia z pierwszej części pod zupełnie innym kątem.

Skąd ten hejt?

W sequelu widzimy, że Arthur nie jest odważnym i kontrowersyjnym liderem rewolucji. Fani wizji Jokera, z Lee Quinzel na czele, nie chcą tego widzieć i nic w tym dziwnego. Druga część bardzo konkretnie wyznacza drogę do wolnej interpretacji pierwszej części Jokera, wręcz odbierając widzowi zabawę z tworzenia różnych teorii spiskowych. Nie możemy już spytać: Czy Artur naprawdę istnieje? Czy na pewno zabił tych ludzi? A może jest po prostu dziwnym psychopatą z fantazją do klaunów?

Ta część mówi jasno: Arthur jest skrzywdzonym i chorym człowiekiem, który został wykorzystany przez zbuntowanych mieszkańców.

Dodatkowo nie wszyscy widzowie byli wielkimi fanami faktu, że film ma formę musicalu, ale to już gusta artystyczne.

Ironia sytuacji

„Joker: Folie a Deux” od samego początku opowiada o tym, że ludzie nie lubią prawdziwego Arthura. Pierwsza scena stylizowana na kreskówkę inspirowaną Looney Tunes jest metaforycznym streszczeniem całego filmu, który zaraz mamy zobaczyć. Joker – Artur zmaga się ze swoim ‘cieniem’, czyli symbolem, który zrobili z niego fani rewolucji. ‘Cień’ pogrywa sobie z nim, wprowadza go w kłopoty, jednocześnie zbierając wielkie poparcie widowni, aż ostatecznie staje się powodem śmierci Jokera-Arthura.

„On nigdy nie był tym, co mu narzucono, Joker to wymysł mieszkańców Gotham, ich przedstawiciel. Arthur stał się przypadkowym symbolem. To mu zostało narzucone” – powiedział reżyser Todd Phillips w wywiadzie dla Entertainment Weekly.

Ważną rolę w całej akcji rozgrywa także Lady Gaga. Jako Lee jasno pokazuje ona swoje stanowisko w całej sytuacji; jest zwolenniczką rewolucji przeciwko władzom. Arthura wielbi jedynie za to, że widzi w nim symbol buntu. Czasami Phillips wręcz pokazuje ją jako metaforę widowni/fanów pierwszej części filmu, którzy odwracają się od Arthura w momencie, gdy widzą jego prawdziwe oblicze.

W pewien sposób właśnie teraz jesteśmy świadkami tych wydarzeń, tym razem poza ekranem. Ludzie odrzucają prawdziwego Arthura na rzecz ich nieistniejącego wymysłu, który powstał w ich głowie po obejrzeniu pierwszej części. Zmierzenie się z prawdą jest dla wielu osób zbyt trudne, dlatego decydują się na wyparcie i destrukcję, pod postacią na przykład hejtu w social mediach. Warto jednak pamiętać, że jest to tylko film, więc nie powinny ponosić nas nerwy, jeśli się nam nie spodobał.

Fun fact: W pierwszej części Arthur nigdy nie nazwał siebie Jokerem. To Murray nadał mu ten pseudonim, który Fleck chętnie podchwycił.

Kadr z Filmu „Joker: Folie à Deux” w reżyserii Todd’a Phillips’a

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *