W piątkowy wieczór, 11 kwietnia 2025 roku, miasto Końskie znowu stało się sercem polskiej polityki. To wydarzenie, które pierwotnie miało być starciem Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego, przekształciło się w wielowątkowe widowisko z udziałem ośmiorga kandydatów.
Polityczna stolica Polski
Końskie nie bez powodu zostało miejscem tego wydarzenia. Od czasu słynnych słów Grzegorza Schetyny z 2015 roku – „wybory wygrywa się w Końskich, a nie w Wilanowie” – miasto to urosło do rangi symbolu „Polski powiatowej”. W 2020 roku Rafał Trzaskowski nie wziął udziału w debacie z Andrzejem Dudą w Końskich, co TVP wykorzystywała do krytyki jego osoby. Po pięciu latach Trzaskowski zdecydował się skonfrontować z tym symbolem, zapraszając Karola Nawrockiego, kandydata wspieranego przez Prawo i Sprawiedliwość, na debatę. Miejsce – Końskie – wybrano celowo, by pokazać, że kandydat Koalicji Obywatelskiej potrafi zabiegać o poparcie także poza dużymi miastami. Przebieg debaty był jednak nietypowy.
Burzliwe kulisy
Na początku debata miała być starciem Trzaskowskiego z Nawrockim – liderami sondaży przed pierwszą turą. Trzaskowski rzucił rękawicę 9 kwietnia, proponując Końskie jako miejsce spotkania
i zapraszając największe stacje telewizyjne. Nawrocki zgodził się, ale postawił warunek: obok TVP, TVN i Polsatu miały być też TV Republika i wPolsce24. Rozmowy między sztabami były gorące, aż w końcu ustalono szerszą formułę. Gdy kolejni kandydaci – Szymon Hołownia, Magdalena Biejat, Joanna Senyszyn, Marek Jakubiak, Krzysztof Stanowski i Maciej Maciak – oznajmili, że przyjadą do Końskich, Trzaskowski zaprosił ich wszystkich do hali na debatę. To nie wszystkim się spodobało – Hołownia i Nawrocki krytykowali, że z ośmioma osobami przekaz robi się chaotyczny. Sytuację pogarszały zamieszki przed halą, jak podaje TVN24, zwolennicy Nawrockiego, próbowali się dostać do środka, oraz opóźnienie drugiej debaty, bo czekano na kandydatów z rynku.
Polityka to nie ring
Debata w hali sportowej zgromadziła ośmioro kandydatów, z których każdy próbował wyróżnić się na tle konkurencji. Rafał Trzaskowski postawił na przekaz o dumie Polaków i potrzebie współpracy ponad podziałami. „Polityka to nie ring, potrzebna jest otwarta dłoń, a nie zaciśnięta pięść” – mówił, odwołując się do swoich doświadczeń samorządowca. Bronił formuły debaty, kontrastując ją z „farsą” z 2020 roku, gdy pytania w TVP dotyczyły prywatnych spraw, jak komunia jego syna. W starciu z Nawrockim zarzucał mu brak niezależności od PiS i unikanie debaty jeden na jeden.
Karol Nawrocki zaprezentował wizję „Polski bezpiecznej, normalnej i dobrobytu”. Proponował silną armię, zerowy VAT na żywność i wzmacnianie patriotyzmu w szkołach. Jego gest przyniesienia tęczowej flagi dla Trzaskowskiego wywołał kontrowersje. Nawrocki krytykował też brak ulicy Lecha Kaczyńskiego w Warszawie, na co Trzaskowski odpowiadał brakiem większości dla takiej decyzji.
Szymon Hołownia, kandydat Trzeciej Drogi, zaskoczył skutecznością komunikacyjną. Krytykował formułę debaty, pytał Trzaskowskiego o niezależność od Tuska, a Biejat o aborcję, jasno deklarując, że nie podpisałby ustawy bez referendum. Magdalena Biejat z Nowej Lewicy akcentowała profesjonalną armię i prawa kobiet, ale jej spór z Hołownią o aborcję pokazał różnice w podejściu lewicy i centrum. Joanna Senyszyn zadeklarowała, że „ustawi Kaczyńskiego i Tuska do pionu”. Jej spóźnienie na debatę na rynku stało się pożywką dla memów. Krzysztof Stanowski, dziennikarz i kandydat niezależny, zaskakiwał autoironią: „To, co mnie łączy z większością moich kontrkandydatów, to to, że nie mam jakichkolwiek kompetencji do sprawowania tej funkcji. Natomiast to, co mnie dzieli, to to, że potrafię sam się utrzymać na rynku pracy i nie muszę być na waszym garnuszku”. Marek Jakubiak nazwał debatę „teatrem”, a Maciej Maciak, reprezentujący Ruch Dobrobytu i Pokoju, pozostał w cieniu. Nieobecność Sławomira Mentzena (Konfederacja) i Adriana Zandberga (Razem) była szeroko komentowana. Mentzen uznał debatę za „farsę” i wolał kontynuować kampanię gdzie indziej, co eksperci ocenili jako błąd strategiczny, zwłaszcza że walczy o wejście do drugiej tury.
Ostre starcie
Debata kipiała od emocji. Ostre starcie Trzaskowskiego z Nawrockim – jeden oskarżał drugiego o tchórzostwo za unikanie debaty na rynku, drugi o zwlekanie z bezpośrednim pojedynkiem – uwypukliło głęboki podział. Tęczowa flaga, którą przyniósł Nawrocki, rozpętała burzę w internecie, podobnie jak pytanie Stanowskiego do Trzaskowskiego o propagandę w TVP. Hołownia i Biejat próbowali zaś pokazać alternatywę dla dominacji KO i PiS, co mogło trafić do wahających się wyborców. Dzięki podzielonej na bloki strukturze debaty (bezpieczeństwo, polityka zagraniczna, gospodarka), kandydaci mieli szansę na pokazanie swoich priorytetów. Trzaskowski mówił o blokowaniu umowy Mercosur w UE, Nawrocki akcentował relacje z USA, a Hołownia promował dobrowolne szkolenia wojskowe. Jednak blisko trzygodzinna debata była krytykowana za zbyt dużą liczbę tematów i wyczerpanie uczestników.
Czy końskie mają swojego czarnego konia?
Wyniki sondaży po debacie były podzielone. Badanie IBRiS z 12 kwietnia wskazało, że 32% respondentów widziało w Trzaskowskim zwycięzcę, a 28% postawiło na Nawrockiego. Z kolei według sondażu Gazeta.pl to Trzaskowski wygrał (36,66%), przed Hołownią (24,92%) i Stanowskim (11,37%). Mimo tego debata w Końskich zapisała się w pamięci jako jedno z najintensywniejszych wydarzeń tej kampanii, lecz zamiast wskazać triumfatora, pozostawiła widzów w stanie konsternacji. Opinie końcowo są skrajnie różne, część osób była zachwycona pewnością siebie Rafała Trzaskowskiego, natomiast inni doceniali Karola Nawrockiego za skuteczne odpowiedzi.
Debata osiągnęła rekordowy miliard wyświetleń w mediach społecznościowych – czegoś takiego w polskiej polityce jeszcze nie było. Brak Mentzena i Zandberga sprawił jednak, że stracili szansę na przyciągnięcie wyborców poszukujących świeżych twarzy.
Polska powiatowa
Debata w Końskich to nie było zwykłe polityczne widowisko. Wzmocniła wizerunek miasta jako areny zmagań o głosy „Polski powiatowej”. Hołownia i Biejat zyskali rozgłos, ale to Trzaskowski i Nawrocki przyciągają najwięcej uwagi. Choć zarzucano debacie chaos i zbyt dużą liczbę uczestników, okazała się przełomowym punktem kampanii. Walka polityczna zaostrzyła się, z większym naciskiem na bezpośrednie starcia w mediach społecznościowych i w mniejszych miejscowościach. Niezdecydowani wyborcy – według sondaży 15-20% – będą kluczowi, a wygrają ci kandydaci, którzy połączą emocje z konkretnymi pomysłami.

