Felieton

Lingwistyczny kac

 31 grudnia 2025, 23:00

Adam Miauczyński próbował wstać siedem razy. Siedem. Po czym wstał. Głowa bolała go od bycia inteligentem. Zaczął swój poranny rytuał, oczywiście wszystko robił siedem razy.
– Życie jest kawą-czarną pustką. Nie wiem, czy do połowy pełną, czy do połowy pustą. Kawa to kawa-napój. Życie to życie. Kawę trzeba nalać do kubka, ale jeśli nie jest pełna, to znaczy, że nic nie skapuje. Siedem. Siedem razy już myślałem o nowych zasadach gramatycznych. Siedem razy umyłem twarz. Czego nie zrobiłem siedem razy? A tak, nie zamieszałem kawy: Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem. Panta rhei. Wszystko płynie… Siedem razy sprawdził, czy na pewno zasady od 1 stycznia się zmieniają. – myślał Adaś Miauczyński. I wtedy usłyszał Chopina. Dźwięk był na początku kojący, aż stał się głośny i irytujący. Przypominał bzyczenie muchy. Smyczek dotykający strun. Mucha zacierająca lepkie odnóża. Skrzydła poruszające się coraz szybciej. Dyrygent nadający ton.
– To jest nie do zniesienia. – powiedział Adaś.
Pognał na górę. Wbiegł do sąsiada, u którego jak zwykle drzwi stały otworem, ale gościnny nie był, i powiedział:
– Wyłączaj ten koncert chopinowski. Znaczy Chopinowski. Dzisus. Na razie Chopinowski, ale za godzinę chopinowski.
Sąsiad odpowiedział mu:
– Panie, ja tu słucham koncertu Chopinowskiego. Nie wiem, po co trzy razy to pan powtarzasz. Zaraz włączę Marylkę Rodowicz.
– Tę babę? – spytał.
– Panie, ty mi tu Gwiazdy nie obrażaj. – odpowiedział.
– A ty całej muzyki na blok nie słuchaj. – odparował.
Miauczyński wrócił do siebie. Zaczął znów wertować nowe zasady:
Komety będą dużą literą zapisywane. Jakby jasne. Jakby. Znów to kretyńskie jakby, które rozpowszechniła telewizja. Super pomysł. A dlaczego nie: superpomysł? Skoro w zasadach będą minispódniczki? Czemu zabiorą mi mój koncert Chopinowski, mój dramat Szekspirowski? Chyba przeginasz Jezus. -powiedział, patrząc na krzyż Adaś.
Zadzwonił do mamy, żeby jej się pożalić. Mama powiedziała mu:
– Weź to pół żartem, pół serio.
Na chwilę go to uspokoiło, ale przypomniał sobie coś dotyczącego członu „pół”.
– Tylko nie pół… Za chwilę będę musiał powiedzieć: Półżartem, półserio. Jest jeszcze gorzej… Ten film „Pół żartem, pół serio” będę musiał zapisywać jako „Półżartem, półserio”.
– Nie rozumiem, o co chodzi, ale może przyjdziesz do mnie? Zjesz coś? – spytała mama.
– Bo ty mnie nigdy nie rozumiesz. – odparł i rozłączył połączenie.

31 grudnia 2025, godzina 23:59:50  

Odliczanie. Miauczyński zaciska pięści. Zaraz zrobią mu rewolucję w zasadach języka polskiego.
– 10! 9! – rozbrzmiało radośnie z telewizora w mieszkaniu Adama.
– 8! 7! – grzmiał przekaźnik.
– Będę pisał „koncert chopinowski” małą literą, niezależnie od kontekstu. – myślał Miauczyński.
– 3! 2! – wtórował jego myślom telewizor.
– Niedługo koniec z „dramatem Szekspirowskim” przez duże S.-mówił pod nosem.
– NOWY ROK!- zagrzmiał telewizor, obwieszczając wyrok, skazując tym samym polonistę na koncert chopinowski i wiersz miłoszowski.
– Od teraz jestem Warszawianinem i muszę brać życie pół żartem, pół serio. Znaczy: półżartem, półserio.
Nic nie można wziąć za żart! Nawet połowicznie.
I wtedy rozdzwonił się dzwonek do drzwi. Adaś ledwo co otworzył drzwi, a wpadł przez nie sąsiad z dołu, mówiąc tubalnym głosem:
– Szczęśliwego Nowego Roku!
– Tak, tak, Szczęśliwego. -odparł mu na to Adaś.
– A co Pan taki naburmuszony? – spytał.
– Bo zabrali mi moje zasady, a mnie nie zapytali o zdanie. Powinniśmy utworzyć komisję do badania zbrodni przeciwko językowi polskiemu. Powinni ich osadzić. Najbardziej denerwuje mnie to, że nikt nie spytał o moje zdanie. Chyba dopadła mnie hiperpoprawność, ale tylko puryzm i literatura ocalają mnie przed szaleństwem.
– Hiper… co? A ten puryzm to zaraźliwy? To ja lepiej pójdę. Zdrówka w Nowym Roku!
Kiedy sąsiad wyszedł, Adaś zaczął wertować słownik. Czuł się niczym archeolog odkrywający relikty przeszłości, natrafiając na słowa, które teraz zapisuje się wielką, a w słowniku zapisane są małą literą. Fajerwerki utrudniały mu lekturę.
– Czy możecie być ciszej?!-krzyknął przez okno i rzucił słownikiem.
Trafił w czerwonego Forda.
– Trafiłem w Forda! A może forda? Nie. Na pewno Forda. A może jednak? Sprawdzę w słowniku. Wybiegł po wyrzucony słownik, ale zatrzymał się przy tablicy ogłoszeń, na której widniał napis:
Z okazji otwarcia, restauracja pod żaglami zaprasza mieszkańców na darmowy poczęstunek 2.01.2026. Miauczyński szybko uporał się z tą niepoprawnością, zmieniając słowo „żaglami” na „Żaglami”. Następnie wybiegł z bloku i zaczął na prawo i lewo poprawiać ludzi. Wrócił do domu zmęczony i na lingwistycznym kacu. Podobno, kiedy nie może zasnąć, zdarza mu się wybiec z bloku i zapytać napotkanego przechodnia, czy jest Warszawiakiem, czy warszawiakiem?

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *