Już od wielu lat jednym z bardziej zauważalnych problemów w Hiszpanii jest znacząca stopa bezrobocia wśród młodych ludzi. Jest to kwestia, z którą Hiszpanie nie są w stanie sobie do końca poradzić, a sytuacja, kiedy to trzydziestolatkowie nadal mieszkają w domu rodzinnym, jest na porządku dziennym.
Eksperci badający bezrobocie w Hiszpanii są w jednej kwestii zgodni – decydującymi determinantami były kryzys z 2008 roku oraz pandemia Covid-19 czyli problemy, z których konsekwencjami inne państwa albo już dawno się uporały, albo skutków praktycznie nie odczuwają. Co zatem sprawia, że w Hiszpanii problem ten nadal nie schodzi z nagłówków gazet? Tutaj zgodności już brak – problemem jest typowa „hiszpańska mentalność”, brak programów wsparcia dla młodych, a może zła władza? Na to pytanie odpowiedzi możemy się jedynie domyślać.
Jednym z głównych czynników wpływających na tak wysokie wskaźniki bezrobocia jest struktura rynku pracy w Hiszpanii, cechująca się wysokim współczynnikiem tymczasowości oraz niskim poziomem stabilności na tle europejskim. Z tego powodu młodzi Hiszpanie mogą liczyć jedynie na pracę tymczasową, która nie jest w stanie zagwarantować im stabilizacji oraz poczucia bezpieczeństwa, co sprawia, że ich motywacja znacząco spada. Innym problemem natomiast jest dominacja małych i średnich firm, często zatrudniających niewielką ilość pracowników oraz takich, których „praktyki” są stosowane od lat bez zmian.
Jak możemy zauważyć, przyczyn jest kilka, ale jakie są tego konsekwencje? Jedną z nich jest problem z wynajmem mieszkań ze względu na ich „zabójcze” ceny.
Każdy młody Hiszpan wybierający się na studia jest z pewnością na swój sposób podekscytowany – w końcu jest przed nim nowy rozdział w życiu, kolejny krok ku dorosłości i pełnej niezależności. Na wynajem mieszkania albo zarobi dorywczo albo poprosi o wsparcie rodzinę – przecież wynajem nie może kosztować fortuny. Nic bardziej mylnego.
Wynajem tańszych pokojów w ostatnim czasie oscyluje w granicach 300-400 €, natomiast mieszkanie o średnim standardzie to już wydatek rzędu 600-650 €. Przy średnich zarobkach osób poniżej 25 roku życia w wysokości 1200 € miesięcznie okazuje się, że ewentualny wynajem pochłonie 1/3 lub nawet połowę budżetu, a to i tak przy założeniu, że podejmą oni pracę na pełen etat, co często w połączeniu ze studiami jest niemożliwe.
Innym paradoksem są wymagania stawiane przez wynajmujących. Często jest to warunek wniesienia opłaty za mieszkanie nawet za kilka miesięcy z góry, co dla studentów jest o tyle problematyczne, że mało który z nich posiada większe sumy oszczędności.
Ostatnią paradoksalną kwestią są warunki mieszkaniowe, które są często nieadekwatne do ceny. Pokój z toaletą obok łóżka lub pokój z prowizorycznym oknem wybitym na ostatnią chwilę? Wszystko to na porządku dziennym, a w internecie aż roi się od zdjęć ukazujących hiszpańskie „standardy”. Mimo to, nawet takie oferty cieszą się zainteresowaniem, bo dla wielu studentów oszczędność kilkudziesięciu euro miesięcznie może okazać się decydująca.
Słowem podsumowania – wśród Hiszpanów panują obecnie rozbieżne nastroje, które określają najlepiej trzy słowa: złość, rozczarowanie i rezygnacja. Ostatnio chyba przeważa jednak to trzecie podejście, dzięki któremu popularność znacząco zyskują sekcje w internecie poświęcone tej tematyce, na których można „policytować się”, kto ma gorzej lub jakiego paradoksu mieszkaniowego doświadczył. Patrząc na cały zarys sytuacji, śmiało można powiedzieć, że „kto mieszka w Hiszpanii, ten się w cyrku nie śmieje”.

