Bez wątpienia najgorętszym politycznym wydarzeniem ostatnich dni nie był podpis złożony przez Prezydenta Dudę pod tzw. ustawą badającą wpływ Rosji na Polskę, ale wczorajsze wydarzenie, jakim był „Marsz 4-ego czerwca”, którego głównym organizatorem był Donald Tusk. Taki wniosek można wysnuć po tym, jak Duda, podpisaną w poniedziałek ustawę już w czwartek chciał nowelizować.
Ale „marsz Tuska” jak informuje publiczna telewizja był antydemokratyczny, bo nie pisowski. I pomijam już fakt, że nad głowami hejterskich gromad „pseudo-polaków” na koszt podatników latał samolot z napisem „Do Berlina”. Dobrze, że nie był to jakiś duży samolot typu Gulfstream G550, z 2 czy 3 pasażerami na pokładzie – jak było za czasów kryształowego marszałka – a skromna awionetka. No ale nie było sensu wysyłać czegoś większego dla grupki kilku tysięcy maszerujących. Prawda?
Na szczęście dowiedzieliśmy się z wieczornych Wiadomości, że Ci którzy w marszu brali udział obalili rząd Olszewskiego w latach 90-tych. Problem – chociaż to może i nie jest problem – sporą część tej hejterskiej grupy stanowiły osoby mające mniej niż 20 lat, więc kompletnie niepamiętające co działo się przed 2000 rokiem. A może to efekt pasjonującego filmu w reżyserii Tego Jacka Kurskiego pod tytułem „Nocna zmiana”? Na to pytanie nie usłyszałem jeszcze odpowiedzi… Ale może nie trzeba jej szukać, skoro blady świt rozesłano dzisiaj „przekazy dnia” i można już w skrojonym przepisie grillować tą antypolską swołocz, która zakłóciła poranek swoimi konsultacjami społecznymi ideologię z pałacu?

