Azja i PacyfikFelieton

La tournée de Fumio Kishida en Europe de l’Est

Wojna w Ukrainie jest tematem, który rozwija się przed naszymi oczami każdego dnia. Wojna ta wpłynęła na życia nasze oraz naszych przyjaciół i bliskich. Nie jest niczym dziwnym, iż wydarzenie to wpłynęło także na politykę.

W zeszłym tygodniu (20.03.2023 – 27.03.2023) we wtorek (21.03.2023 r.) premier Japonii Fumio Kishida niezapowiedziane odwiedził Kijów w kontrze do wizyty Xi-jing Pinga w Moskwie. Japończyk odwiedził Ukrainę w celu wyrażenia słów poparcia ze strony swojego państwa, gdy Chińczyk odwiedził Rosję w celu kontynuacji dyskusji możliwego planu pokoju. Jak powiedział Zelensky, Ukraina wysłała własny plan pokoju do Beijingu, ale odpowiedzią było „Trochę sygnałów, lecz brak czegokolwiek konkretnego w wypadku możliwości dialogu”. Na wizytę tą ciekawie rzutuje uznanie prezydenta Rosji Wladimira Putina jako zbrodniarza wojennego, co ambasador Stanów Zjednoczonych w Japonii Skomentował: „Kishida staje za wolnością, a Xi za zbrodniarzem wojennym”.

Wraz z tą wizytą przyspieszona została wysyłka czołgów Abrams do Ukrainy oraz pojawiły się rosyjskie pogróżki w kierunku brytyjskiego planu wysłania Challengerów do Ukrainy (wliczając w to amunicję z rdzeniami z zubożonego uranu, co jest czymś bardzo częstym we współczesnym uzbrojeniu wojsk pancernych.)

Po zakończeniu swojej wizyty w Ukrainie, następnego dnia w środę Kishida udał się do Polski. Spotkał się on z premierem Mateuszem Morawieckim. Podczas tego spotkania Kishida przekazał Morawieckiemu, że Japonia zdecydowała się przeprowadzić specjalny program pomocy rozwojowej, z racji polskiego wsparcia dla Ukrainy. Co jest specjalnego w tym pakiecie to fakt, że Japonia na ogół kierowała takie propozycje do państw rozwijających się (jakim Polska nie jest). Oprócz owej deklaracji zostało jeszcze powiedziane o dalszej współpracy grupy G7 z Ukrainą oraz długoterminowej współpracy strategicznej na osi Polska – Japonia.

Wydarzenie to pokazuje pewien rodzaj patu występującego w tej chwili na froncie wojny ukraińskiej. Po wczesnej ofensywie rosyjskiej z lutego/marca zeszłego roku oraz kontrofensywach ukraińskich w Khersonie oraz w Charkowie sytuacja na froncie stanęła. Ciągnąca się rosyjska kampania ostrzałów rakietowych oraz artyleryjskich wytraca momentum a żadna strona nie jest w stanie popchnąć frontu. Rosjanie reorganizują swoje siły w oczekiwaniu na lepsze warunki pogodowe późną wiosną oraz latem, a Ukraina czeka na dotarcie kolejnych wysyłek sprzętu wsparcia od państw NATO. Tak samo wygląda to na arenie międzynarodowej. Mimo wielu ruchów przeciw putinowskiej Rosji ,dalej jest ona w stanie prowadzić działania wojenne, a jej największym wrogiem jest ona sama. To nie sankcje Zachodu pozwalają Ukrainie utrzymać się tak długo jak to robi, ale rosyjski niedźwiedź gryzący siebie samego po nogach. Niskie morale, okropny stan wyposażenia, braki w magazynach czy szeroko rozumiana dezercja to są powody rosyjskiej porażki. Było to widać perfekcyjnie w sytuacji zatonięcia okrętu wojennego Moskwa lub z uwagi na fakt, że Rosja zaczęła skupować amunicję od Korei Północnej.

Generał, który dowodził frontem północnym strony rosyjskiej został usunięty ze swojego stanowiska niedługo po tym, jak został na nim umiejscowiony, dlatego że był zbyt zachowawczy. Został on zastąpiony generałem, który od razu rozpoczął serię ataków prosto pod lufy Ukraińców. Atak tak niemrawy, że wielu zastanawia się, czy to w ogóle miała być ofensywa czy wypadek przy relokacji sił.

Wizyta Kishidy poza byciem plusem oraz miłym gestem dla Polski, pokazuje tylko, że szala zwycięstwa powoli, z każdym kolejnym dniem przesuwa się na stronę Ukrainy i że tego typu działania, gdy dany zostanie im czas na “zakwitnięcie” mogą doprowadzić do złamania impasu.

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *