FelietonPolska

Co dalej z PiSem? [Analiza]

Prawo i Sprawiedliwość w wyborach 15 października zdobyło 194 mandaty. Jest to wystarczająco dużo, żeby cieszyć się byciem mniejszością blokująca, lecz zdecydowanie za mało w kontekście walki o sejmową większość.

Obecna sytuacja na scenie politycznej w Polsce jest w dużej mierze ukształtowana strategią działania partii (wciąż) rządzącej w poprzedniej kadencji. Gdy prześledzimy model, jaki PiS przyjął w Sejmie IX kadencji, możemy dojść do wniosku, że ekskluzywny charakter kierownictwa klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości zamknął możliwość wymiany uwag między ,,dołem’’, czyli szeregowymi posłami partii, a ,,górą’’ – prezesem Kaczyńskim, premierem Morawieckim, marszałkiem Terleckim, czy ministrem Błaszczakiem. Być może, gdyby dopuścić głos posłów dobrze znających sejmowe korytarze (a także mających kolegów w pozostałych klubach i kołach parlamentarnych) do osób rządzących krajem, a zatem oddalonych od ,,codziennego sejmowego życia’’, udałaby się pewna wymiana poglądów i spostrzeżeń, świadczących o tym, że ciągłe uderzanie w partie opozycyjne nie przyniesie realnych korzyści, a jest raczej problemem w kontekście wyborów parlamentarnych. Możemy bowiem założyć dwa scenariusze, które kształtowały się w głowach kierownictwa partii w kontekście strategii wobec pozostałych partii na scenie politycznej:

a) Scenariusz I – W głowach partyjnej ,,góry’’ z coraz większą dozą przekonania i wiary we własne siły, rósł pogląd, według którego wybory parlamentarne uda się wygrać w pełni, tj. zachowując samodzielną większość. Co prawda, ciężko przypuszczać, że Jarosław Kaczyński i pozostałe osoby w kierownictwie partii liczyli na wynik zbliżony do tego z 2019 roku, czyli w okolicach 43/44%, lecz układ, w którym silną rolę odgrywałaby Konfederacja, a Trzecia Droga znalazłaby się pod wyborczym progiem, na kilka tygodni przed wyborami był jak najbardziej prawdopodobny – i co najważniejsze, w związku metodą d’Hondta dawałby wyraźną premię zwycięskiej partii, pozwalając jej na zdobycie około 234-238 mandatów, co w oczywisty sposób sprawiałoby, że szukanie potencjalnego koalicjanta jest po prostu niepotrzebne, a swoje wysiłki należy przenieść na atakowanie PSL-u oraz Polski 2050 Szymona Hołowni, tak by te nie weszły do parlamentu. Tak się jednak nie stało.

b) Scenariusz II (w mojej ocenie mniej realny, lecz w związku z przekazem PiSu, także nie należy go wykluczać) – Prawo i Sprawiedliwość, nie wierząc w jedność opozycji, zakładało, że nawet jeśli Trzeciej Drodze i Lewicy uda się przekroczyć próg, to i tak szerokość stronnictw potencjalnego rządu dzisiejszej opozycji jest zbyt szeroka (w tym miejscu kierownictwo mogło myśleć przede wszystkim o kwestiach światopoglądowych – na przykład o często podnoszonej w mediach kwestii aborcji – od sprzeciwu PSL-u, przez się za referendum PL2050, do chęci pełnej legalizacji do 12 tygodnia ciąży, ze strony Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy). Przy założeniu, że koalicja tak wielu ugrupowań – albo w ogóle nie dojdzie do skutku – albo rozleci się z hukiem po kilku miesiącach, jasnym jest, że w to miejsce do rządu (po przedterminowych wyborach) wchodzi właśnie Prawo i Sprawiedliwość (albo z ponowną samodzielną większością – zbudowaną o schemat procentowy ze ,,Scenariusza I’’ – silna Konfederacja, TD pod progiem, albo – gdyby Trzecia Drogia do Sejmu weszła, w koalicji z PSL-em, który z podkulonym ogonem wycofałby się z ,,Koalicji Demokratycznej’’ i jako modelowa partia piwotalna (zawiasowa), mimo ,,dawnych zaszłości’’ z partią władzy, wpasowałby się w panujący ład polityczny, obejmując z chęcią kilka ministerstw. Co prawda, jest to scenariusz bardziej życzeniowy, ale zamknięty gabinet polityczny z pewnością pomaga w kreowaniu takiego obrazu świata i wcale niewykluczonym jest, że właśnie taka optymistyczna wizja dla partii narodziła się w głowie Jarosława Kaczyńskiego i osób wokół niego.

Prawo i Sprawiedliwość pierwsze posiedzenie Sejmu nowej kadencji rozpoczęło od prób dyskredytacji nowego marszałka – podczas drugiego dnia obrad, w trakcie trwania debaty przed powołaniem nowych przedstawicieli izby w Krajowej Radzie Sądownictwa, kilkukrotnie o głos prosili ministrowie ustępującego rządu, którzy zgodnie z regulaminem Sejmu, mogą zabierać głos w każdej chwili posiedzenia, w nieograniczonym czasowo zakresie. Cel wydawał się jasny – chęć ośmieszenia Szymona Hołowni i pokazania społeczeństwu, że nie ma on kompetencji do pełnienia swojej funkcji. W wypowiedziach ministrów pojawiały się w tym celu sformułowania takie jak chociażby ,,Szanowny Panie Marszałku rotacyjny’’.

Równolegle z rzeczywistością sejmową, w której PiS zogniskowany jest na atakowaniu pozostałych partii, toczy się natomiast druga rzeczywistość – ta związana z tworzeniem nowego rządu, w której premier Morawiecki ,,jest pewien’’, że wśród posłów opozycji są osoby racjonalne, ,,mające Polskę w sercu’’, co pokażą głosując za wotum zaufania wobec jego rządu. Nie trzeba być ekspertem, żeby zauważyć, że w tym przekazie jest coś niespójnego, jednak Nowogrodzka zdaje się tego nie dostrzegać.

Podsumowując, partia, która kończy sprawowanie władzy nigdy nie ma łatwego zadania. Zaczynając od sfery mentalnej – w której trzeba odnaleźć się po utracie kontroli nad aparatem państwa (często opisywane po latach przez polityków zjawisko ,,niedzwoniącego telefonu), kończąc na przewartościowaniu działań, prowadzonych jako partia – w której większość zgłaszanych projektów ustaw z góry skazana jest na porażkę. Prawo i Sprawiedliwość jest jednak ciekawym przypadkiem w historii polskiego parlamentaryzmu, w którym posiadający największy klub parlamentarny w Sejmie, nie będą brać udziału w sprawowaniu władzy. Kluczową kwestią, na której w mojej opinii powinien skupić się PiS jest otwarcie na nowe grupy wyborców. Do tego jednak partii (nadal) rządzącej wydaje się brakować pomysłu, a przede wszystkim – czynnika ludzkiego.

Fot. PAP/Paweł Supernak

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *