Od kilku tygodni w mediach głównego nurtu coraz częściej słyszymy o zaostrzającej się sytuacji militarnej na Bliskim Wschodzie. Podczas wystąpień najważniejszych generałów i polityków, m.in. z Izraela i Iranu, padają zapowiedzi pełnej gotowości obu krajów do odpierania wzajemnych ataków. Przywódcy tych państw grożą wzajemnie wojną na wyniszczenie. Obecnie media oraz eksperci ds. bliskowschodnich zastanawiają się, jaka będzie reakcja Iranu na zabicie przez izraelskie siły przywódcy Hamasu Isma’ila Hanijji na terytorium Iranu. Z politycznego punktu widzenia Iran musi dokonać odwetu, ponieważ brak reakcji na tak brutalny akt Izraela mógłby zostać odebrany przez inne państwa regionu jako oznaka słabości. Izrael przeprowadził również zamach na przywódcę Hezbollahu. Z militarnego punktu widzenia decyzja o otwarciu frontu z Hezbollahem wydaje się błędna. Szacuje się, że Hezbollah ma dziesięciokrotnie więcej bojowników niż Hamas i dysponuje znacznie lepszym uzbrojeniem. Tymczasem Izrael, mimo blisko roku wojny, nie zdołał wyeliminować Hamasu.
Warto pamiętać, że eskalacja konfliktu miała miejsce już w październiku ubiegłego roku. Nadrzędnym celem Izraela było zniszczenie ugrupowania terrorystycznego Hamas na terytorium Palestyny. Jednak realizacja tego celu jest jedynie częściowa, gdyż jak podają światowe media, większość ofiar i rannych w tym konflikcie to cywile – mieszkańcy Palestyny. Jak zrozumieć cel likwidacji terrorystów w kontekście licznych barbarzyńskich aktów Izraela wobec obiektów cywilnych? Przykładem takiego działania był atak na szkołę w Gazie, gdzie schroniły się kobiety z dziećmi. W wyniku ataku zginęło ponad 100 osób. Według izraelskiej narracji, celem był punkt dowodzenia terrorystów. Najważniejsi izraelscy ministrowie, na czele z premierem i dowódcami wojskowymi, stosują zasadę „oko za oko, ząb za ząb”. Premier Netanjahu zadeklarował, że najważniejszym celem Izraela jest obrona ludności zamieszkującej terytorium państwa, zapowiadając jednocześnie, że ktokolwiek skrzywdzi Izrael, sam zostanie skrzywdzony.
Obecnie obserwujemy znaczną eskalację napięcia w relacjach Izraela z Hezbollahem. Hezbollah jest jednym z podmiotów sprawujących władzę w Libanie. W niedzielę, 25 sierpnia, Hezbollah przeprowadził atak odwetowy na Izrael za zabicie ważnego dowódcy ugrupowania – Fuada Szukry. Hezbollah użył dronów i rakiet Katiusza, twierdząc, że zaatakowano ponad 10 obiektów wojskowych. Media wskazują jednak, że w wyniku ataku w Izraelu ucierpiała także infrastruktura cywilna. Przed niedzielnym atakiem libańskiej grupy, izraelskie siły dokonały prewencyjnego uderzenia w celu osłabienia spodziewanego odwetu ze strony Hezbollahu. Obie strony deklarują, że nie dążą do eskalacji konfliktu na skalę regionalną. Od kilku tygodni także Stany Zjednoczone zapowiadają działania mające na celu utrzymanie stabilności w regionie, deklarując stałe wsparcie dla Izraela. Amerykańska dyplomacja podejmuje również kroki, aby nakłonić Izrael do deeskalacji.
Również 25 sierpnia władze Izraela wprowadziły stan wyjątkowy, który ma obowiązywać przez kolejne 48 godzin. Hezbollah zapowiedział, że ostatnie ataki to jedynie pierwszy etap konfliktu z Izraelem. Dalsze działania ugrupowania będą zależne od decyzji Iranu. Irańscy dowódcy od kilku tygodni zapowiadają odwet na Izraelu, podkreślając, że miejsce i czas ataku zależy wyłącznie od ich suwerennej decyzji. Ma to być atak ostateczny i precyzyjny.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie wydaje się uzależniona od skali odwetu Iranu na Izrael. Niewykluczone, że w najbliższym czasie do ataków na Izrael dołączą Huti i Hamas. Czy obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie może doprowadzić do eskalacji konfliktu na skalę globalną? Najbliższe godziny mogą okazać się kluczowe dla dalszego rozwoju sytuacji w regionie.

