KomentarzPolska

Granica polsko-niemiecka: więcej histerii niż realnego zagrożenia

Ostatnie wydarzenia na zachodniej granicy Polski – blokady przejść granicznych, „obywatelskie patrole” i rozemocjonowane protesty – mają niewiele wspólnego z rzeczywistym zagrożeniem nielegalną migracją. Zamiast tego obserwujemy spektakl polityczny, którego scenariusz napisali nie tyle funkcjonariusze Straży Granicznej, co działacze o radykalnych poglądach – z Robertem Bąkiewiczem na czele – oraz media prawicowe, które z fanatyzmem pompują narrację o „niemieckim ataku migracyjnym”.

Retoryka strachu zamiast faktów

Straż Graniczna, Policja i Żandarmeria Wojskowa realizują rutynowe kontrole w ramach operacji „Most”. Ich statystyki nie wskazują na masowe nielegalne przekroczenia granicy. Zatrzymano kilkaset osób, co przy kilkudziesięciu tysiącach dziennych przekroczeń granicy w regionie jest zjawiskiem marginalnym. Tymczasem na przejściu w Lubieszynie pojawiają się samozwańcze „patrole obywatelskie” – złożone w dużej mierze z osób powiązanych ze środowiskami kibolskimi i narodowcami – które blokują ruch i stawiają się ponad prawem.

W tym kontekście należy zadać sobie pytanie: czy rzeczywiście chodzi o bezpieczeństwo? Czy może raczej o wywołanie lęku i napięcia społecznego w celu osiągnięcia doraźnych korzyści politycznych?

Bąkiewicz, media i wyborcza zasłona dymna

Postać Roberta Bąkiewicza, znanego z organizacji Marszu Niepodległości i bliskich relacji ze środowiskami radykalnej prawicy, pojawia się na pierwszym planie. To właśnie on mobilizuje „patrole”, organizuje protesty i nadaje ton całemu wydarzeniu. Swoje działania nagłaśnia w mediach powiązanych z prawicą, które z lubością publikują materiały o rzekomych „transportach migrantów podrzucanych przez Niemców”.

Nieprzypadkowo ten medialny szum nasila się w newralgicznym momencie. W sferze publicznej pojawia się coraz więcej doniesień o potencjalnych nieprawidłowościach wyborczych: niedokładnym liczeniu głosów, możliwych manipulacjach i próbach mobilizacji „własnych” komisji przez środowiska skrajnie prawicowe. W takiej atmosferze łatwo odwrócić uwagę obywateli od rzeczywistych zagrożeń, koncentrując debatę publiczną na „ochronie granic”.

Strach jako narzędzie polityki

Mechanizm ten nie jest nowy. Od lat politycy różnych orientacji wykorzystywali lęk przed obcymi, migracją czy destabilizacją społeczną jako narzędzie mobilizacji elektoratu. W obecnej sytuacji jednak szczególnie niepokojące jest to, że to nie instytucje państwowe, lecz grupy paramilitarne próbują przejąć inicjatywę. A to już nie tylko polityczna gra, ale igranie z bezpieczeństwem i stabilnością państwa prawa.

Prawda leży gdzie indziej

Rzeczywistość na granicy polsko-niemieckiej jest zupełnie inna, niż maluje to prawicowa propaganda. Nie ma tam żadnej masowej migracji, żadnych nielegalnych kolumn wdzierających się do Polski. Jest natomiast zorganizowana dezinformacja, oparta na fobiach i mitach, która ma służyć wyłącznie bieżącym celom politycznym.

Zamiast dać się ponieść emocjom, warto zadać sobie pytanie: kto naprawdę korzysta na tej histerii? Kto ją rozpętuje i dlaczego właśnie teraz?

Bo granice Polski – te fizyczne i te społeczne – powinny być chronione nie przez hałaśliwe patrole, ale przez rozsądek, prawo i odpowiedzialność za słowo. Tego dziś niestety brakuje najbardziej.

Shares:

1 Comment

  • Avatar Robert
    Robert
    2025-06-29 at 16:35

    Cielne spostrzeżenie! Jak niewiadomo o co chodzi, to chodzi o władzę. Nagle PiS i prawicowe przybudówki zrobiły zwrot w kierunku granic z Niemcami, podczas gdy mamy w Polsce realne zagrożenie związane z fałszowaniem wyborów. Zbieg okoliczności? Chyba nie…

    Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *