Felieton

Społeczeństwo to nie tylko wybory

Angażowanie się w sprawy publiczne to nie jest luksus dla „aktywistów”. To sposób, w jaki budujemy wspólne życie. A jednak wielu młodych ludzi nie czuje się częścią tego procesu. Część z nich działa intensywnie, wychodzi na ulice, organizuje zbiórki, edukuje innych. Ale duża część milczy bo czuje, że ich głos nic nie znaczy. I trudno się temu dziwić, bo system nie zawsze daje im przestrzeń do realnego wpływu.

To nie lenistwo, to zniechęcenie

Obserwując młode pokolenie, trudno zarzucić im obojętność. Widać to choćby podczas protestów, w mediach społecznościowych, w rosnącej liczbie lokalnych inicjatyw. Młodzi ludzie wiedzą, czego chcą równości, sprawiedliwości, działań na rzecz klimatu, szacunku dla różnorodności. Tyle że często nie wiedzą, jak mają to osiągnąć.

Formalne ścieżki zaangażowania, jak partie polityczne, rady osiedli, konsultacje społeczne bywają nieczytelne, zbiurokratyzowane albo po prostu zamknięte na młodych. A kiedy ktoś kilka razy odbije się od ściany, łatwo dojść do wniosku, że nie warto próbować dalej.

Co młodych przyciąga do działania?

Zaangażowanie obywatelskie młodych rzadko ma formę klasycznej polityki. Rzadko zapisują się do partii czy kandydatów do rad. Ich działania są inne oddolne, elastyczne, często oparte na relacjach i wartościach. Robią to, bo im zależy. Bo chcą żyć w świecie, który nie opiera się tylko na zysku i hierarchii.

Dla wielu młodych aktywność obywatelska to sposób na budowanie wspólnoty. Działają w ruchach klimatycznych, wspierają mniejszości, organizują wydarzenia lokalne czy prowadzą kampanie edukacyjne. Nie zawsze nazwaliby to „obywatelskością”, ale nią właśnie to jest.

Brak wiary w sens i bezpieczeństwo

Młodzi mają powody, żeby być ostrożni. Widzieli, jak protesty są ignorowane, jak politycy zmieniają zdanie po wyborach, jak ważne tematy są spychane na margines. Często czują, że ich głos nie ma znaczenia. A do tego dochodzi strach przed hejtem w sieci, przed utratą pracy, przed etykietką „politycznego awanturnika”.

Warto też pamiętać, że młode pokolenie żyje w trudnych warunkach. Niepewne zatrudnienie, wysokie koszty życia, brak perspektyw mieszkaniowych to wszystko sprawia, że codzienność pochłania ich energię. A żeby się angażować, trzeba mieć zasoby takie jak czas, siłę, poczucie bezpieczeństwa.

Młodzi nie chcą być tylko odbiorcami decyzji

To, co często myli starsze pokolenia, to forma tego zaangażowania. Młodzi nie chcą przemawiać z mównicy chcą działać razem, oddolnie, po partnersku. Szukają wpływu, nie stanowisk. Chcą mieć realny głos, nie tylko prawo do głosowania raz na kilka lat. A kiedy tego głosu nie mają odchodzą. Nie z lenistwa, tylko z rozczarowania.

To prawo i potrzeba społeczna

Zaangażowanie obywatelskie nie powinno być postrzegane jako hobby dla zainteresowanych polityką. To element zdrowego społeczeństwa. Państwo powinno wspierać aktywność młodych przez edukację obywatelską, dostęp do przestrzeni działania, ochronę wolności słowa i uproszczenie procedur. Bo tylko wtedy młodzi poczują, że warto być częścią wspólnoty. Że mają wpływ. Że coś od nich zależy.

Potrzebujemy ich głosu

Nie wystarczy mówić młodym: „idźcie głosować”. Trzeba ich usłyszeć. Dziś wielu z nich ma wiedzę, empatię i gotowość do działania, brakuje im tylko poczucia, że ktoś ich traktuje poważnie. A bez ich głosu nie da się budować sprawiedliwego społeczeństwa. Bo to właśnie oni będą musieli żyć z decyzjami podejmowanymi dzisiaj.

Shares:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *