Wojna w Ukrainie toczy się nie tylko na froncie za pomocą czołgów i dronów. Równie zażarty konflikt trwa w infosferze – przestrzeni medialnej i społecznościowej, gdzie stawką jest poparcie opinii publicznej. Najnowszy kryzys na linii Warszawa-Kijów, wywołany odebraniem prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego przez prezydenta Karola Nawrockiego, to podręcznikowy przykład tego, jak lokalni politycy dają się wprząść w mechanizmy operacji dezinformacyjnych. Kto naprawdę rzucił tę iskierkę i dlaczego polskie elity poszły na ostre spięcie z sąsiadem?

Gdy pod koniec maja prezydent Karol Nawrocki ogłosił wszczęcie procedury odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu najwyższego polskiego odznaczenia państwowego, opinia publiczna była przekonana, że to suwerenna reakcja na trudne polsko-ukraińskie tematy historyczne. Nawrocki powołał się na oficjalny apel posła Konfederacji, Grzegorza Płaczka. Jednak prawda o tym, jak ten pomysł zakiełkował w polskim internecie, jest znacznie bardziej niepokojąca. Detektywistyczne śledztwo przeprowadzone przez portal OKO.press ujawnia, że zanim temat trafił na biurka polityków z pierwszych stron gazet, był precyzyjnie surowany i testowany w sieci przez środowiska radykalnie antyukraińskie oraz… rosyjskie i białoruskie kanały propagandowe.

Ścieżka dezinformacji: od Putina do polskiego mainstreamu

Jak wygląda mechanizm infekowania debaty publicznej? Prześledźmy ten łańcuch krok po kroku. Pierwotnym zapalnikiem wcale nie było nadanie imienia bohaterów UPA ukraińskiej jednostce wojskowej, ale decyzja Kijowa o ponownym pogrzebie Andrija Melnyka – jednego z przywódców OUN i kolaboranta III Rzeszy. Temat ten natychmiast podchwyciły konta prorosyjskie.

Już 18 maja – na jedenaście dni przed ruchem Nawrockiego – z apelem o odebranie orderu wystąpiła Małgorzata Zych. To lokalna działaczka kresowa, znana z tego, że w 2023 roku… oficjalnie przepraszała Władimira Putina za nazwanie go zbrodniarzem wojennym. Zych w swoim wpisie powołała się na Ivana Katchanovskiego, kanadyjsko-ukraińskiego politologa powiązanego z rosyjską stacją propagandową RT, znanego z szerzenia teorii, że masakry na Majdanie w 2014 roku dokonali sami ukraińscy opozycjoniści (tzw. operacja pod fałszywą flagą).

Choć post Zych przeszedł bez większego echa, machina ruszyła:

  • 19 maja: Paweł Usiądek, wiceprezes Ruchu Narodowego (polityk, którego aż 17 wypowiedzi fact-checkerzy z organizacji Demagog uznali za stuprocentowy fałsz), publikuje post o Melnyku. Co szokujące, analiza sztucznej inteligencji wykazała, że pierwsze akapity wpisu Usiądka i Zych są w 95% identyczne. Układ argumentów 1:1 sugeruje korzystanie z dokładnie tego samego źródła.
  • 20 maja: Państwowe Radio Białoruś oraz rosyjskie kanały na Telegramie (w tym NewsFactoryPL) kopiują tę narrację, „przypominając” o orderze Zełenskiego i używając zwrotu o „pluciu Polakom w twarz”.
  • 27 maja: Do akcji wkracza były premier Leszek Miller. Jego skrajnie emocjonalny wpis na platformie X, żądający odebrania orderu, uzyskuje potężne zasięgi (200 tysięcy odsłon). Co ciekawe, masowo podają go dalej konta rosyjskojęzyczne, prorosyjscy politolodzy (jak Leszek Sykulski i Witalij Tretiakow) oraz uciekinier i zdrajca Tomasz Szmydt.
  • 28 maja: Poseł Grzegorz Płaczek pisze oficjalny wniosek do prezydenta.
  • 29 maja: Prezydent Karol Nawrocki ogłasza decyzję. Sprawa znajduje swój finał.

Dlaczego politycy idą na spięcie?

Dlaczego polscy decydenci tak chętnie podchwycili temat, który ronił łzy radości w Moskwie i Mińsku? Odpowiedź kryje się w psychologii politycznej oraz naturze tzw. polityki historycznej.

Dla polityków prawicy i formacji takich jak Konfederacja, obrona pamięci o ofiarach zbrodni wołyńskiej to absolutny fundament tożsamościowy. Z kolei dla postaci takich jak Leszek Miller, radykalizacja kursu antyukraińskiego (wyrażona chociażby jego głośnymi słowami z czerwca: „Wolę być ruską onucą niż banderowskim pampersem”) stanowi paliwo do podtrzymania politycznej obecności w mediach.

Kreml doskonale wie, gdzie leżą polskie wrażliwości. Bolesna historia relacji polsko-ukraińskich jest idealnym klinem, który można wbić między Warszawę a Kijów. Kiedy ukraiński rząd popełnia błędy dyplomatyczne i historyczne (jak fetowanie Melnyka), rosyjska propaganda natychmiast to wyolbrzymia, tworzy gotowe szablony językowe („plucie w twarz”, „pohańbione odznaczenie”), a polscy politycy – sterowani chęcią zdobycia poklasku lub autentycznym, choć ślepym oburzeniem – realizują scenariusz napisany cyrylicą.

Anatomia infekcji informacyjnej:
Rosyjska dezinformacja rzadko tworzy kłamstwa od zera. Najczęściej bierze realny problem (trudną historię), podpala go emocjonalnym językiem w niszowych mediach, pozwala mu „przesiąknąć” do radykalnych polityków, aż w końcu staje się on elementem oficjalnej agendy państwowej.

Wnioski na przyszłość

Finał tej sprawy przyniósł wymierne straty: dyplomatyczne zamrożenie, eskalację konfliktu i satysfakcję Moskwie, która na czołówkach swoich mediów świętowała rozłam między Polską a Ukrainą.

Przypadek Karola Nawrockiego i odebrania orderu Zełenskiemu pokazuje, że w erze wojny hybrydowej polscy liderzy muszą wykazywać się czymś więcej niż tylko patriotycznym refleksem. Wymagana jest higiena informacyjna. Jeśli każda iskra rozpalona na Telegramie przez białoruskie służby będzie kończyć się zmianą oficjalnej polityki zagranicznej RP, to znak, że staliśmy się bezbronni wobec manipulacji. Sprawa ta bez wątpienia powinna stać się przedmiotem wnikliwej analizy polskich służb kontrwywiadowczych.

Shares: