Między propagandą, a zdrowym rozsądkiem – politycy i media utrwalają społeczne podziały
Tragedia wojny rosyjsko-ukraińskiej trwa. Agresor destabilizuje państwa Europy Środkowo-Wschodniej, wzbudzając coraz większe obawy wśród obywateli. W ostatnich dniach również Polska, po raz kolejny, przekonała się, że funkcjonowanie w sąsiedztwie nieobliczalnego aktora międzynarodowego wiąże się z ciągłą „troską o jutro”.
Dlaczego wobec stale wzrastającego zagrożenia media, a za ich pośrednictwem politycy, mimo początkowo pozornej zgody, stale prowadzą politykę społecznej polaryzacji? Mimo wielu tragicznych lekcji historii oraz niepewnej przyszłości, nadal z trudem w słowniku polskiej polityki można odnaleźć hasła- jedność oraz wspólnota oparta o prawdę.
Dezinformacja, ale czy na pewno?
Rosja przeprowadziła bezprecedensowy akt agresji- operację przy użyciu dronów wymierzonych w cele w Ukrainie. Polskie władze zdecydowały o neutralizacji obiektów. Działania przeprowadzono przy współpracy z holenderskimi i włoskimi siłami NATO. Natychmiastowa reakcja NATO, pokazuje sojuszniczą solidarność. Jest również wyraźnym sygnałem dla władz Rosji, że granice prowokacji zostały przekroczone, a odpowiedzi na kolejne nielegalne działania będą zdecydowanie silniejsze. Słowa uznania i wsparcia strona Polska otrzymała również od najważniejszych urzędników UE.
Po ustąpieniu pierwszych emocji związanych z przekroczeniem polskiej granicy przez obce obiekty, w mediach sprzyjających opozycji można było zaobserwować dominującą retorykę o „uśpionej reakcji rządu”. Wydaje się, że w obliczu maksymalnego napięcia w relacjach polsko-rosyjskich nieprzemyślana akcja mogłaby doprowadzić do bezpośredniej eskalacji konfliktu. Niepokój, jednak budzą słowa rzecznika MON o konieczności improwizacji w czasie reakcji na wrogie działania. Opozycyjne media zwróciły również uwagę na spóźnioną reakcję Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Z jednej strony, ostrzeżenie przed dronami mogłoby wzbudzić ogólnokrajową panikę. Jednak, wcześniejsza reakcja służb mogłaby uchronić obywateli przed ewentualnymi negatywnymi konsekwencjami zdarzenia. Wydarzenie posłużyło politykom PiS do ataku na bierność rządu związaną m.in. z rezygnacją z zawartych przez ich rząd kontraktów zbrojeniowych. Duży problem wizerunkowy dla Polski, stanowi także wypowiedź Sekretarza Stanu w MSZ Marcina Bosackiego, który podczas Rady Bezpieczeństwa ONZ wygłosił, jak się okazało, fałszywą tezę o bezpośredniej winie Rosji za zniszczenie domu w Wyrykach.
Należy zauważyć, że nie wszystkie tezy o dezinformacji wskazane na stronach rządowych są w pełni prawdziwe. W czasie ponad już 3 lat wojny na Ukrainie, Polska już kilkakrotnie była testowana przez wschodnich sąsiadów. Warto przypomnieć incydent z Przewodowa. Początkowo media jednogłośnie wskazywały, że za atak rakietowy i śmierć Polaka w pełni odpowiada Rosja. Później okazało się jednak, że za incydent odpowiada Ukraina, która broniła terytorium przed atakiem wroga. Jednak prawdziwe informacje od ukraińskich władz, Polska uzyskała dopiero po kilkudziesięciu godzinach od zdarzenia. Także obecnie, nie należy w pełni przyjmować, jako elementu dezinformacji, tezy o negatywnej reakcji Ukrainy po słowach prezydenta Karola Nawrockiego o wyraźnym sprzeciwie walki polskich żołnierzy na Ukrainie. Prezydent reprezentuje interes polski. Nie jest jednak tajemnicą, że sytuacja Ukrainy jest bardzo trudna, a każde wsparcie bardzo potrzebne. Władze Ukrainy powinny mieć jednak świadomość geopolitycznego położenia polski i konsekwencji z którymi nasze państwo zmagałoby się w przypadku fizycznego włączenia się w konflikt.
Za wrześniową akcję prawdopodobnie odpowiada Rosja. Wobec licznych militarnych incydentów, media powinny z większą ostrożnością, przekazywać tylko sprawdzone informację. Niestety zamiast dogłębnie zbadać sytuację, media często od razu przekazują tezy „z góry” uznane za prawdziwe i wiarygodne społecznie.
Obowiązkiem wolnego świata jest wsparcie ofiary. Nie należy jednak zapominać, że Ukraina jest również stroną „propagandy wojennej”, a długookresowym celem państwa, jak wielu innych, będących w podobnej sytuacji, jest przekonanie członków polskiego rządu do udzielania większego wsparcia militarnego.
„Efekt flagi”- drony na chwilę zjednoczyły Polaków
Prowokacja przeprowadzona w nocy z 9/10 września była zupełnie inna, niż poprzednie. Początkowo podkreślano wyjątkowe poczucie jedności wśród wszystkich polityków. Jedność i zrozumienie powagi sytuacji po obu stronach sceny politycznej jest świadectwem odpowiedzialności wobec rosnącego zagrożenia. Krótkotrwała jedność była również elementem gry politycznej. Obywatele oczekiwali atmosfery współpracy w momencie zagrożenia. Atmosfera zgody również pozytywnie wpływa na wzrost poparcia dla rządu.
Po upływie kilku dni, zarówno media, jak i politycy przeszli do „codziennego” konfliktu politycznego. Punktem zapalnym sporu politycznego, były informacje dziennikarzy Rzeczpospolitej. Okazuje się, że w miejscowości Wyryki doszło do błędu podczas neutralizacji obiektów militarnych. Jeden z domów został częściowo zniszczony w wyniku uderzenia polskiej rakiety, a nie jak relacjonowały media głównego nurtu, w wyniku destrukcji przez rosyjski dron. Niestety fałszywe informację nie pozostały jedynie w Polsce. Niezweryfikowane informacje przekazał wiceminister spraw zagranicznych podczas Rady Bezpieczeństwa ONZ. Błędna polityka informacyjna rządzących i mediów, jest niepokojącym prognostykiem na przyszłość. Wobec dezinformacji spada społeczne zaufanie, które jest kluczowe w czasie niestabilności międzynarodowej.
Praktyka życia politycznego pokazuje, że trudno oczekiwać trwałej jedności politycznej. Politykom stały spór się opłaca. Polityka to głównie emocje.
Kluczem społeczna jedność
Od kilkunastu lat społeczeństwo polskie cierpi na pogłębiające się podziały polityczne. Jedność widoczna jest wyłącznie w chwilach narodowej tragedii. Poza wyjątkowymi sytuacjami Polacy toczą bezsensowne spory, próbując udowodnić, że stoją po „właściwej stronie mocy”. Szczególnie tradycyjne media informacyjne, realizując partyjną linię, pogłębiają polaryzację, dzieląc partie i ich wyborców na „my i oni”. W obliczu wzrastającego napięcia w regionie oraz wielu problemów komunikacyjnych w polskiej polityce, receptą jest zjednoczenie i wzajemne wsparcie wśród obywateli. Liczne prowokacje przeprowadzone były w celu zastraszenia, a następnie podzielenia społeczeństwa. Wrogie działania służą również zachwianiu zaufania do instytucji sprawujących władzę w naszym państwie. Błędna informacja przekazana przez wiceministra spraw zagranicznych na forum ONZ także nie sprzyja kreowaniu wizerunku Polski na arenie międzynarodowej, jako wiarygodnego partnera.
W przypadku poważnej destabilizacji państwa, najszybciej możemy zwrócić się o wsparcie do osób z najbliższego otoczenia. Ostatnie prowokacje pokazują, że państwom leżącym na wschód od Polski( Rosji i Białorusi) coraz bardziej zależy na destabilizacji sytuacji w regionie. Nie ma czasu na spory polityczne! Obywatele mają prawo wymagać transparentnej polityki informacyjnej.

