FelietonPolska

Wróg u bram, czyli jak PiS rozgrywa migrantów przed wyborami 2027

Trudno oprzeć się wrażeniu, że temat migracji znowu stał się wygodnym cepem, którym polska prawica próbuje uderzać w przeciwników. Tym razem nie chodzi jednak o granicę z Białorusią, ale z Niemcami.

Rzekome „przerzucanie migrantów” przez zachodnią granicę – bez większych dowodów, za to z dużym medialnym hukiem – wpisuje się w znany już dobrze schemat: potrzebujemy wroga, a najlepiej wroga, który nie mówi po polsku.

Wróg to fundament

Prawo i Sprawiedliwość doskonale wie, że kampania oparta na strachu działa. Imigranci, muzułmanie, „obcy”, „element nieprzystający do polskiej kultury” – to nośne kategorie, które świetnie działają na wyobraźnię wyborców z mniejszych miejscowości i tych, którzy czują się wykluczeni przez tempo zmian. W 2015 roku to działało. W 2019 również. A w 2023… cóż, temat nie zagrał tak, jak trzeba – bo był za bardzo odklejony od realiów i przykryty innymi kryzysami.

Dlatego dziś PiS próbuje budować nową narrację: to nie już tylko wschód jest zagrożeniem, ale i zachód – „zdradzieccy” Niemcy, którzy chcą nam „wcisnąć” migrantów, których sami nie chcą. To bardzo wygodne – bo pozwala połączyć dwa najpotężniejsze demony propagandy: migrantów i Niemców. I to wszystko podane w sosie rzekomej obrony suwerenności.

Dlaczego tak wcześnie?

Pytanie, które może się nasuwać: dlaczego PiS rusza z tą narracją już teraz? Przecież wybory parlamentarne dopiero za dwa lata.

Pytanie, które może się nasuwać: dlaczego PiS rusza z tą narracją już teraz? Przecież wybory parlamentarne dopiero za dwa lata. Otóż moim zdaniem to nie przypadek. PiS od dawna funkcjonuje jak dobrze zaprogramowana maszyna polityczna – i jeżeli już dziś zaczyna grzać temat migracji, to znaczy, że szykuje coś znacznie większego niż tylko szum medialny.

Nie można wykluczyć scenariusza, w którym partia Kaczyńskiego dąży do zablokowania prac nad budżetem państwa. Wówczas prezydent – nadal ich człowiek – może rozwiązać Sejm. Wybory mogłyby odbyć się już w 2026 roku, a nie w 2027. W warunkach chaosu, zmęczenia rządami koalicji i rozgrzanej do czerwoności atmosfery strachu – PiS mógłby wrócić do władzy. A przynajmniej tak im się wydaje.

Migrant jako polityczne narzędzie

Nie ma żadnej realnej polityki migracyjnej w retoryce PiS-u. Jest tylko propagandowa opowieść, którą można podać w w dowolnym programie informacyjnym i krzyczeć z trybuny sejmowej. Nie chodzi o rozwiązania, integrację, odpowiedzialność. Chodzi o emocję. I to konkretną emocję – strach. Bo przestraszony wyborca głosuje konserwatywnie. Bo przestraszony wyborca boi się zmian. Bo przestraszony wyborca szuka „obrońcy”.

W tej grze nie chodzi o bezpieczeństwo Polaków, ale o bezpieczeństwo sondażowe partii. I dlatego migranci – a raczej ich wyobrażony obraz – znowu stają się figurami w politycznej szachownicy. Figury, które można poświęcić dla królewskiego gambitu PiS-u.

A prawdziwe pytanie, które powinniśmy sobie zadać, brzmi: ilu jeszcze wrogów musimy sobie wymyślić, zanim uznamy, że być może problemem nie jest świat zewnętrzny – ale to, jak o nim opowiadają ci, którzy chcą nami rządzić?

Shares:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *