31 stycznia 2025 roku miała miejsce okrągła, piąta rocznica wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. W teorii – czas na świętowanie. W praktyce – przypomina to próbę ponownego wciśnięcia korka do butelki szampana, którą otwarto z hukiem pięć lat temu. Tyle że bąbelki dawno uleciały, stół zalany, a zamiast toastu słychać tylko niezręczne chrząknięcia i pytania w stylu: Czy tak to miało wyglądać?
Paradoks
Brexit miał być momentem katharsis. Miało być mniej biurokracji, mniej migrantów, więcej kontroli, więcej dumy narodowej. Brytania miała wreszcie „wstać z kolan” – choć nikt nie pamięta, aby na nich klęczała. Po pięciu latach możemy dostrzec w decyzji o opuszczeniu Unii, pewien paradoks. Migracja? Rekordowa. Kolejki do lekarza? Dłuższe tylko od tych, w których brytyjscy turyści stoją dziś na europejskich lotniskach, nerwowo przeszukując kieszenie w poszukiwaniu czerwonego paszportu z napisem European Union, który teraz wydaje się dość wygodny. Ekonomia? Co prawda prognozy rządowego urzędu ds. budżetu (OBR), zakładające spadek PKB o 4% się nie sprawdziły, to jednak wzrost gospodarczy jest dużo wolniejszy względem sąsiadów. W pierwszym kwartale 2025 roku PKB Wielkiej Brytanii było 4,2% wyższe niż przed pandemią, podczas gdy strefa euro osiągnęła 5,8% . Według raportu przygotowanego przez Cambridge Econometrics na zlecenie City Hall, przeciętny mieszkaniec Wielkiej Brytanii miał w 2023 roku w kieszeni średnio o 2 000 funtów mniej, niż miałby, gdyby kraj pozostał w jednolitym rynku Unii Europejskiej. Londyńczycy – symbol globalnej, wielokulturowej i finansowej metropolii – stracili jeszcze więcej: około 3 400 funtów rocznie na osobę .
A wy gdzie?
Migracja miała być największym problemem i argumentem za opuszczeniem Unii, przyniosła zupełnie odwrotny efekt. Po brexicie liczba pracowników z UE rzeczywiście spadła – między 2019 a 2022 rokiem o ponad 200 tysięcy osób. Mimo że w 2022 roku odnotowano najwyższe saldo migracji, to wynikało ono z napływu osób spoza Unii.
Pięć lat po brexicie migracja netto niemal się potroiła w porównaniu do roku referendum.
Tabela 1 Migracje w Wielkiej Brytanii na lata 2016 – 2024
| Rok | Wszystkie narodowości | UE | Spoza UE | Saldo migracji |
| 2016 | 772 000 | 465 000 | 237 000 | 249 000 |
| 2017 | 752 000 | 411 000 | 257 000 | 208 000 |
| 2018 | 825 000 | 421 000 | 330 000 | 276 000 |
| 2019 | 788 000 | 349 000 | 368 000 | 184 000 |
| 2020 | 662 000 | 316 000 | 294 000 | 93 000 |
| 2021 | 917 000 | 191 000 | 617 000 | 484 000 |
| 2022 | 1294 000 | 129 000 | 1078 000 | 873 000 |
| 2023 | 1326 000 | 133 000 | 1132 000 | 860 000 |
| 2024 | 1231 000 | 122 000 | 766 000 | 431 000 |
Źródło: opracowanie własne na podstawie Office of National Statistics, https://www.ons.gov.uk/peoplepopulationandcommunity/populationandmigration/internationalmigration/datasets/longterminternationalimmigrationemigrationandnetmigrationflowsprovisional, [dostęp 10.07.2025].
Rząd wprowadził system punktowy, przyznający wizy początkowo tylko wysoko wykwalifikowanym, co wywołało chaos w sektorach opartych na pracy migrantów: rolnictwie, transporcie, gastronomii, budownictwie. Brytyjczycy odczuli to na własnej skórze a może nawet i na własnym żołądku, kiedy to w sklepie witały ich puste półki. Spowodowane było to niedoborem kierowców zawodowych, którzy to w większości stanowili obywatele Unii Europejskiej. Brak kierowców do transportu towarów skutkował zakłóceniami w łańcuchach dostaw, co przekładało się na niedobory produktów w sklepach i wzrost cen. Dodatkowo brak fachowców i robotników z UE doprowadził do opóźnień w realizacji inwestycji i remontów, a także wzrostu kosztów pracy i materiałów.
Co więcej, choć spadła liczba migrantów z Unii Europejskiej, wzrosła migracja spoza UE – czyli dokładnie odwrotnie niż zakładali brexitowi architekci. Po latach straszenia „zabierającymi pracę” imigrantami z Europy Wschodniej, dziś obywatele UE pakują walizki i opuszczają Wyspy. Migracja netto z krajów Unii Europejskiej była ujemna – o 96 tysięcy osób więcej wyjechało niż przyjechało. Podobnie z samymi Brytyjczykami – tu deficyt wyniósł 17 tysięcy .
Wykres 1 Liczba migrantów z UE i spoza UE do Wielkiej Brytanii w latach 2016 – 2024

Źródło: opracowanie własne na podstawie Office of National Statistics.
Liczba obywateli UE przybywających do Wielkiej Brytanii zmniejszała się systematycznie, podczas gdy napływ z krajów takich jak Indie, Nigeria czy Pakistan rósł. Wyjątkowym przypadkiem była migracja z Ukrainy – po rosyjskiej inwazji w 2022 roku widać było skokowy wzrost. W 2021 roku przyjechało jedynie ok. 5 tys. Ukraińców, w 2022 – już 133 tysiące, w 2023 – 40 tysięcy, a w 2024 liczba ta spadła do 23 tysięcy . Dodatkowo w 2024 roku zwiększono nakład finansowy na politykę migracyjną do 5 mld funtów, co jest rekordową kwotą. Stanowiło to wzrost aż o jedną trzecią względem rok poprzedniego.
Oczywiście, mimo „odzyskania kontroli” i wbrew politycznym deklaracjom, fale migracyjne nie tylko nie ustały, ale zwiększyły intensywność. W pierwszym kwartale 2025 roku liczba nielegalnych przekroczeń granicy była wyższa o 14% względem analogicznego okresu w roku poprzednim .
Wykres 2 Wykrycia nielegalnych przyjazdów do Wielka Brytania, styczeń 2018 r. – marzec 2025 r

Źródło: Goverment UK, How many people come to the UK irregularly?, 25 czerwiec 2025, https://www.gov.uk/government/statistics/immigration-system-statistics-year-ending-march-2025/how-many-people-come-to-the-uk-irregularly [dostęp 13.07.2025].
Niezadowolenie z Brexitu
Mimo początkowych zapewnień rządu, że po brexicie Wielka Brytania odzyskała kontrolę nad swoimi granicami i ograniczy napływ migrantów z Unii Europejskiej, finalne efekty okazały się dużo bardziej złożone. W opinii znacznej części społeczeństwa, pomimo wprowadzonych systemów wizowych i politycznych deklaracji, kontrola ta w praktyce nie została w pełni zrealizowana. Według sondażu Opinium z listopada 2022 roku aż 73 % Brytyjczyków uważa, że kraj stracił kontrolę nad granicami po brexicie, a jedynie 12 % jest przeciwnego zdania. Ponadto tylko 9% respondentów uważało, że wyjście z Unii poprawiło zdolności Wielkiej Brytanii do zarządzania swoimi granicami, a aż 45% miało krytyczne zdanie na ten temat . Co więcej, niezadowolenie z działań rządu w zakresie polityki migracyjnej sięgało w 2024 roku 66–69 %, podczas gdy zaledwie 9–12 % wyrażało aprobatę .
Od 2021 roku, ze wszystkich wydanych wiz pracowniczych tylko 32% przyznano pracownikom wysoko wykwalifikowanym z sektorów uznawanych za kluczowe dla wzrostu gospodarczego. Mowa tu o branżach związanych z odnawialnymi źródłami energii, szeroko pojętymi usługami cyfrowymi i technicznymi, zaawansowana produkcja oraz nauki przyrodnicze. Tymczasem firmy działające w tych branżach coraz głośniej alarmują o poważnych brakach kadrowych, które hamują rozwój i ograniczają innowacyjność. W związku z tym pojawiają się postulaty reformy systemu wizowego, aby lepiej odpowiadał on na wyzwania związane z pozyskiwaniem wysoko wykwalifikowanych pracowników w branżach priorytetowych .
Wyciągnięta ręka na zgodę
Większość Brytyjczyków nie chce słyszeć o kolejnym referendum, obawiając się powtórki z niepewności i niestabilności, które towarzyszyły całemu procesowi wychodzenia z Unii Europejskiej. Jednocześnie nowe porozumienie o „resecie” relacji z UE, które zaproponował premier Keir Starmer, ma na celu „przywrócenie kraju na międzynarodową scenę”. Premier podkreślił, że porozumienie stworzy „korzystną dla obu stron” sytuację, oferując Brytyjczykom tańszą żywność, łatwiejszy dostęp do europejskich lotnisk dzięki elektronicznym bramkom oraz przywrócenie programów wymiany edukacyjnej, takich jak Erasmus. Uproszczone mają zostać procedury celne i kontrolne dla wybranych towarów. Ma to zmniejszyć zakłócenia w łańcuchach dostaw. Według Starmera, dzięki temu UK odzyska dynamikę gospodarczą i poprawi eksport z krajami na kontynencie. Dodatkowo uzgodniono wzajemne uznawanie pewnych kategorii wiz pracowniczych i uproszczenia w ruchu osób wysoko wykwalifikowanych, aby poprawić sytuację na rynku pracy po obu stronach. Mimo iż, porozumienie nie jest rewolucją i nie oznacza powrotu Wielkiej Brytanii do unijnego jednolitego rynku czy unii celnej, to Ursula von der Leyen nazwała je „historycznym momentem”, który otwiera nowy rozdział w relacjach między Wielką Brytanią a Unią .

